Obserwatorzy

07.09.2015

Kempkowy lipiec w zdjęciach

Lipiec to mój ulubiony miesiąc, nawet przed grudniem.
W grudniu jest Gwiazdka, ale w lipcu są moje urodziny i moje imieniny.
W tym roku ćwierćwiecze, więc jeszcze nie muszę się smucić. odpuściłam nawet coroczne szukanie pierwszych zmarszczek, bo:
a) znalazłam wcześniej,
b) mam jeszcze czas. A jeśli nie mam, to nie chce wiedzieć.
Majlord urodził się w Wigilie, co - wg niektórych wierzeń - wskazuje, że urodzinowe party obchodzi z Mesjaszem, ale tylko ja urodziny obchodzę z Chłopcem, Który Przeżył.
I też mam bliznę na czole ;)

Biedronkowy łup. Czekoladowa od razu przypomniała mi dlaczego nie znoszę smakowych herbat,

Wiecie jak uwielbiam Harry'ego Potter'a. Szaleńczo!
Z lekkim wyprzedzeniem urodzinowy prezent dostałam taki:

Mój własny Hogwart!

Czyż nocą nie wygląda pięknie?

Ponieważ moja szafa się rozpadła, a miałam już serdecznie dość trzymania wszystkiego w workach i walizkach - Lordas dostał Mamuta, żeby rozpakować choć część gratów.

Z owoców kilogramami mogłabym jeść czereśnie i jagody. Sezony na nie są - jak na złość - najkrótsze!
Na szczęście udało mi się parę razy na ryneczku upolować jagody na zupę owocową :D

Czereśnie! Czemu, ach, czemu tak krótko?

Skorzystałam z czereśniowego dobrodziejstwa i upiekłam ciasto z budyniem wg przepisu Hexxany.
Pyszności!

Wiesz, że masz dom, kiedy w prezencie ludzie zaczynają Ci kupować wazony :)
Ten jest od mamy, imieninowy. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam dostawać rzeczy do domu! Zazwyczaj sama bym nie kupiła, bo żal mi kasy, albo akurat trzeba kupić coś pilniejszego, albo coś wyskoczy/zepsuje się i nikt już nie myśli o wazonie.
No to mam :)

Imieninowy bukiet od Majlorda :)

Miasto Lordasa. Kawałek wykładziny, a tyle radości.

Imieninowe kwiaty od mamy :)

Przyznam Wam się do czegoś... Na OLX w moim mieście wypatrzyłam szachy czarodziejów... Na dwa dni przed urodzinami szachy zniknęły, więc - oczywiście - byłam już pewna, że je dostanę.
Jakie było moje zdziwienie, gdy rozpakowałam prezent od Majlorda, a tam szczota do zębów! LOL!
Nie udało mi się w porę ukryć rozczarowania i atmosfera zrobiła się przyciężka (no bo wiecie...te szachy...)
Głupia byłam jak ten but! Teraz, po miesiącu używania, nie wyobrażam sobie powrotu do zwykłej szczoteczki! Za nic! To jest zupełnie inna jakość mycia zębów. Pozostają gładkie do następnego mycia, nawet jeśli opchacie się czekoladą i zagryziecie czipsami.
W ogóle nie ma porównania do zwykłego szczotkowania. Cudo.

Prezent od Przyjaciółek przyszedł do mnie Sowią Pocztą...

Z godłem mojej szkoły ;)

Mój prezent, taki piękny...

A kiedy poszłam go schować, pewna Sowa przyniosła długo wyczekiwany list...

Prezentowy kubek Huncwotów! :)

Też tak mówię.

Piękne urodzinowe fiołki od Mamy. Z moimi zdolnościami zabiłam je w tydzień.

Słodycze zawsze spoko ;)

<3

Tak był zapakowany Huncwotowy kubeczek...

Prezentowa koszulka :)

Na koniec książka, takie tam czytadło biblioteczne... Nic specjalnego, ale na leniwe popołudnie w sam raz.



Naprawdę lubię lipiec.


6 komentarzy:

  1. Genialne prezenty:))) Ja też myśle nad zmianą szczoteczki na elektryczna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam, bo coś niesamowitego!

      Usuń
  2. To nie fiołek, to cyklamen i jest bardzo trudny do utrzymania w warunkach domowych :(

    Prezentowa koszulka wymiata :D
    O, znowu pokusiłam Cię ciastem sasasa :))) A wiesz, że regularnie zaglądam na Twój blog kulinarny? i moja Mama zajada się seromakowcem i za każdym razem wspomina o przepisie od koleżanki :)) także masz cichą fankę!
    Szczoteczka elektryczna to jest cud-miód i orzeszki :))) Nie wyobrażam sobie, by mogło istnieć coś innego także gratuluję przełamania oporów! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ja się na kwiatach w ogóle nie znam... Mama mówiła, że fiołek i wg opisów traktowania fiołków z internetu go traktowałam... Już wiem, że zrobiłam źle, bo umarł :(
      Zaraz poczytam o tych cyklamenach, może jeszcze go odratuje...

      Pyszne to ciasto, a już z czereśniami całkowicie wymiata!

      Super... Zawsze mnie ciesza takie wiadomości :) Mało tam ostatnio bywam, mało też piekę i mało gotuje nowości... Chcę wrócić, ale opornie mi idzie.

      O tak! Mam kompleks zębów, bo w domu rodzinnym nigdy nikt nie zwracał uwagi czy o nie dbam, regularnie myję, albo mam proste i - cóż - nie wyglądają za ciekawie. Marzy mi się aparat, ale jest tyle innych, pilniejszych wydatków, że pewnie zostanę z krzywolami. Ale odkąd mam szczoteczkę elektryczną czuję, że żyje :D Nadal jestem na etapie niedowierzania jak gładkie mogą być zęby :D

      Usuń