Obserwatorzy

17.03.2015

Woda termalna Uriage - jak i kiedy uratowała mi zadek

...oraz inne części ciała.

O takim wynalazku jak woda termalna czytywałam wcześniej na blogach, ale wkroczył w obszar moich zainteresowań dopiero gdy poleciła mi go Hexxana ( :* )
W tamtym czasie szukałam czegoś co utrwali makijaż wykonany minerałami, bo zbliżał się mój ślub i myślałam, że nie będę miała kiedy się poprawiać.

Kosztował w promocji około 13 zł, więc czemu nie?
Akurat jako utrwalacz makijażu u mnie się nie sprawdził, ale znalazłam mu wiele innych zastosowań.



Dostać go można w aptekach, a puszka zabezpieczona jest folią, więc ma się pewność, że nikt nie macał.


Skład:


Co najlepsze - ma genialny aplikator.
Na pewno znacie produkty w spreju, które pryskają tak zwartym strumieniem, że potrafią wybić oko. Tu tego nie doświadczycie - produkt wydobywa się jako delikatna, lekka mgiełka. Przy oszczędnym użyciu w ogóle nie poczujecie, że macie wodę na twarzy.


Butla jest bardzo wydajna i starcza na długo - swoją mam już od maja (choć oczywiście nie używam go codziennie).



Wspomniałam wyżej, że do utrwalania makijażu mi się nie przydał - owszem, ładnie spajał ze sobą poszczególne warstwy, ale całość zdecydowanie szybciej znikała niż bez jego użycia.


Do czego go więc używam?

Podrażnienia
Właśnie ogoliłam nogi, a później wpadłam na genialny pomysł zrobienia peelingu solnego, a może pokusiło mnie żeby w końcu zużyć to mleczko do demakijażu, które przestało na półce ponad rok i paszcza piecze jak szalona? Miewam takie i podobne światłe pomysły przynajmniej raz w tygodniu (absolutnie niczeeeego się nie uczę na własnych błędach w temacie kosmetycznym)
Psikam skórę kilka razy i ulga niemal natychmiastowa! Alleluja.

Działa też u Lordasa, który miewa fazy np. na powrót do raczkowania, albo czołgania - suche, zdarte i twarde jak kamień kolana i łokcie ratuje mu po tym właśnie woda Uriage (a później krem, ale to dopiero gdy już da się dotknąć ;) )

Poparzenia
Zdarza mi się bardzo często oparzyć przy gotowaniu / pieczeniu. Raz nawet oparzyłam się o metalowy czajnik w którym właśnie gotowała się woda - chociaż dobrze wiedziałam, że tam stoi, ale wydawało mi się, że sięgam ręką daleko od niego - została mi blizna wielkości mandarynki, więc jest co wspominać.
Oczywiście od razu po płaczę po cichutku w kąciku, ale gdy tylko uda mi się ogarnąć - używam wody termalnej. Boli mniej.
To samo tyczy się oparzeń po opalaniu - w zeszłym roku, przed ślubem, radośnie wybrałam się na solarium. Baaaardzo byłam zdziwiona, że zapomniałam jak lampy mocno grzeją...a one mnie po prostu poparzyły (ehh... bycie mną nie jest prostą sprawą :D). Można w takich chwilach błagać kogoś o zalanie nas kefirem, a można prysnąć sobie wodą termalną i czekać aż przejdzie.


Odświeżenie
Gdy jestem bardzo zmęczona (bo np Lordas gorączkował w nocy i przespałam 20 min.), albo chora, a już najgorzej gdy mam gorączkę - od razu czuję, że mam brudna twarz. Dosłownie to aż fizycznie mi przeszkadza, jakbym na twarzy miała maskę z kurzu i tłuszczu (takie uczucie irytujące, trudne do pozbycia. To samo miałam jako świeżo upieczona mama - jakoś nie chciałam fikać po przyjęciach jak mamy-celebrytki, wolałam się szorować od pięt po czoło co równiutkie dwie godziny, w dzień i w nocy ). Nieważne, że pół godz temu użyłam żelu/toniku/po prostu wzięłam prysznic - to wrażenie nie znika. Przyzwyczaiłam się już w długie podróże brać ze sobą tonik i waciki, ale teraz sprawę mam znacznie ułatwioną ;)
Na odświeżenie (nawet po wyobrażonym brudzie) - woda termalna.


Doprawdy nie wiem jak radziłam sobie wcześniej - to z pewnością nie moja ostatnia butla Uriage.
A Wy jakie macie zastosowania wody termalnej?

1 komentarz:

  1. miałam jej mini wersję w lato i była bardzo przyjemnym ukojeniem w upalne dni :)

    OdpowiedzUsuń