Obserwatorzy

01.11.2014

Kempkowy październik w zdjęciach

Nadciągam! Jak ta torpeda!
Nie będę dziś nudzić zdjęciami z remontu, bo stoi jak łysemu armata - co mnie niezmiernie wkurza.
Będzie za to dużo jedzenia (no co? Trzeba nabierać naturalnej izolacji cieplnej - nadchodzi zima), Biedronkowych zakupów (czyli jedzenia) i ze dwa selfiaczki, bo lubię poczuć wiatr we włosach i pomykać zimą w sukienkach :D

Ruszyłam zadka i ugotowałam znowu żel lniany. Od razu mi się przypomniało czemu tak bardzo go lubię (ten efekt!) i czemu nie lubię (ten glut!).

Skorzystałam z biedronkowej promocji na książki za 12.99 + trzecia za grosz.
Ogólnie nie gromadzę książek (choć bym w sumie czasem chciała) - jestem przeogromną fanką bibliotek, ale książki kucharskie trzeba mieć własne (i Harry'ego Pottera i Złodziejkę książek i baśnie Andersena)

Miałam przepotworną ochotę na duuużą włosową zmianę - pojawiły mi się już nawet szalone myśli, żeby iść do fryzjera na obcięcie końcówek i - tradycyjnie - pozbyć się połowy zapuszczanego dorobku.
Jeszcze mi te myśli nie minęły, ale skróciłam sobie hery sama.

Kolejne promotionsy z Biedry - trzeba czegoś słuchać w aucie :)

Domowa wytwórnia lepideł z ciastoliny.

Warzywa - lubię to. Rok temu stałam się fanka dyni.

A to z niej powstało. Moja mama zawsze twierdziła, że nie znosi zupy z dyni, ale na tą nawet wzięła przepis ;)

Czipsu o smaku spaghetti - tyłka nie urwały.

Po doktorze Hunterze przyszedł czas na kolejne książki Becketta. Niezła, ale trochę za dużo kręcenia jak na mój gust ;)

Wysupłałam trochę zaskórniaków ze skarpety i zamówiłam woski Yankee Candle. Trochę się wzbraniałam, bo ostatecznie to puszczanie forsy z dymem, ale... są.
To moje pierwsze woski, bo wcześniej zawsze topiłam samplery jak wosk... Ciutkę się załamałam widząc wielkość pudełka, bo spodziewałam się czegoś zdecydowanie większego...

Nie wiem jak to wyszło, ale ja ich nigdy nie widziałam na żywo. Kiedyś w UK nawet szukałam ich w sklepie, ale - jak zwykle - Majlord mnie poganiał i figę znalazłam.
Zdjęcia na blogach sugerowały coś wielkości co najmniej kremu Nivea.
Jak duże są woski Yankee Candle w rzeczywistości?
O takie:
 Kurka betka - maleństwa. Stanowczo po tej przygodzie wracam do topienia samplerów.
Z tej przesyłki póki co zużywam Sycylijską cytrynę i jestem rozczarowana - pachnie cytrynowym cifem, a nie cytryną, a do tego zapach wcale nie jest intensywny - nie czuć go nawet w drugim końcu pokoju. Szkoda - lubię cytrusy i wiązałam z nim spore nadzieje.

Moje dziecko nie musi być geniuszem, ale ma spryt dzięki któremu poradzi sobie w życiu - wytargał stary bolec od plastikowych obręczy, żeby połączyć tira z niepasującą przyczepką.

Pasztecik dyniowy na słodko.
Jako fanka HP musiałam je zrobić, gdy tylko zobaczyłam przepis.
Kolejne rozczarowanie - spodziewałam się nadzienia w stylu dyniowej konfitury, a tu była mączna pulpa o smaku cukru. Szkoooda.
To mnie trochę zraziło do dyńki - zwłaszcza, że tego samego dnia upiekłam dyniowe ciasto drożdżowe z zakalcem wielkim jak drąg.

Na obiad były czeskie knedliki i parowane kluski, sporo zostało, więc mama zniknęła w kuchni i wyłoniła się trzymając odsmażone kluchy posypane cukrem.
Nie wiem jak mogłam o nich zapomnieć i żyć przez tyle lat bez wspomnień o tym smaku! Jak w dzieciństwie :)

Jabłkowe crumble z płatkami owsianymi...

Są osoby, które zwykły w takich chwilach pisać na fejsbukach "omm omm" xD

Prezent na Mikołajki dla Godrysia od Magdaleny :)
W UK zazdrościłam ludziom, że maja takie na autach, ale Majlord twierdził, że nie będzie się ośmieszał... To mam swój wóz i swoje rogi!

Biedroneczki są w kroooopeczki.
Niech mi ktoś wyjaśni czemu nie wzięłam kilku kartonów tej granoli Sante, gdy była w Biedrze za 2 zł z groszami - w Kauflandzie kosztuje 5.99.
Tak, tak - to sam cukier.
Tak, tak - to ze zdrową granolą nie ma nic wspólnego.
Tak, tak - mamy to gdzieś.

Pokazywana w zdobyczach września kiecka w kwiaty - jeszcze w starej wersji (po czyjejś przeróbce i potwornie wąskim wszyciu dołu)

Przeczytałam (prawie) wszystko.
Prawie, bo w pewnym momencie miałam ochotę raczej podetrzeć nią sobie zadek.
Serio?
Istnieją takie mamałygi jak Ana, które są ONIEŚMIELONE swoim MĘŻEM, bo to wielki Christian Grey, a zanim poruszą jakąkolwiek ważną sprawę tydzień rozpaczają w poduszkę, bo boją się jak zareaguje?
Pominę już nawet to, że co trzy strony Christian "pachnie Christianem", a każda z nas ma co wieczór orgazm po pięciu ruchach, gdy facet krzyknie "Dojdź dla mnie, Ana!", ewentualnie "Ana, kur.a, dojdź!" - nawet jeśli chwilę wcześniej nawet jej się na ten orgazm nie zbierało...
I czemu mam wrażenie, że gdyby Christian nie był milionerem, tylko pracownikiem z budowy, to kobiety nie mdlałyby za nim jak za bogiem seksu, tylko nazywały pieprzonym zbokiem i zgłaszały na policje najścia?
Ciekawszą fabułę miały nawet Fotostory z Bravo Girl.

Muminek idzie na POM (Powolny Obchód Miasta :D) - sukienka z wyżej, już rozpruta...

One na mnie patrzą! Prezent od Magdaleny :)

... a była nim parka do kieszeni, którą upatrzyłam sobie kilka dni wcześniej! Przynajmniej kolor dobrze widać :)

Lordasek poszedł po raz pierwszy do przedszkola - na całe obłędne półtora godziny :D
Przygotowałam mu tubę ze słodyczami :)

...chociaż trudno było ją wypełnić, bo Lordasa kryteria w sprawie słodyczy są nie do naruszenia: wszystko ma być suche, nic nie może brudzić, kapać, ani mieć dziwnej konsystencji.

Kolejne biedronkowe łupy - przecenione na 13 zł, więc żal było nie brać...

 Takiej przyjaźni wszystkim życzę  (a najbardziej Lordaskowi) :)


Zostawiam Was z ta fascynującą kolekcją okazów sztuki fotografii, zadzieram kiecę i lecę na cmentarz, bo podświetlony milionami zniczy jest nie do pogardzenia (choć nadal w temacie puszczania kasy z dymem wolę zakupić YC - przynajmniej mam z tego coś poza świadomością, że sąsiedzi widzieli ile zniczy postawiłam... ;) Trochę niektórzy zgubili istotę stawiania zniczy - moja mama też: szał kupowania kwiatków i zniczy zaczyna już we wrześniu)

20 komentarzy:

  1. A ja woski lubię bardziej jak te świeczkowe sample bo nie dość że pachną intensywniej to jeszcze na dłużej starczają ;) raz skusiłam się na dwie pełnowymiarowe świece i o mamo gdybym miała miliony to pewnie bym kupiła więcej ale nie mam więc muszę cieszyć się woskami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ze względów ekonomicznych wybieram samplery - są prawie dwa razy większe niż woski. Łamie je i topię w kominku jak woski, kilka razy... To dużo bardziej opłacalne niż palenie ich jak świeczek :)
      Właśnie szkoda, że świece takie drogie, to jest jednak nie dla mnie koszt, żeby puścić z dymem :D Chociaż w sumie jeszcze nie trafiłam na taki zapach "ahh", który bym chciała mieć w ogromnej świecy ;)

      Usuń
  2. Jak zwykle się uśmiałam! Lepszego podsumowania Graya jeszcze nie widziałam (i coś czuję, że nie zobaczę)! Powinnaś zostać recenzentką :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie, ale gdybym miała czytać takie gnioty i jeszcze o nich pisać, to szybko pocięłabym się kartką :D

      Usuń
  3. oj tak z tym dochodzeniem Ann to ja też miałam problem heheh Woski Yankee łamie na 4 kawłałki i dosc intesywnie pachnie jak dla mnie ale może dlatego że palę je przy zamknietych drzwiach w pokoju bo ja mam jakas manie zamykania wszyskich drzwi w pokojach...... super te rogi i nos na samochód:) a gdzie były kupione???? bo sama bym chciała sobie sprawić takowe:) piekne włoski:))))) musze kupić len to zrobie ten glutek bo w domu mam len mielony i lipnie sie go przecedza.. to dodaje go to owsianki lub koktajli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zawsze zamykam drzwi za tyłkiem i miałam już zapachy, które było czuć na pół domu (mimo zamkniętych drzwi), ale ta cytryna do nich nie należy... Może reszta była bardziej trafiona :)

      Te rogi i nos kupiłam w Polsce, jest u nas taki sklep - mają tam rzeczy sprowadzane właśnie z UK :) Moje są z Primarku i tam ich dużo różnych zawsze widziałam mieszkając w UK... :) Ale w okresie przedświątecznym (czyli już :D) znajdziesz je też w innych sklepach.
      Ja uwielbiam wszelkiego rodzaju świąteczne gadżety i ciuchy... Zawsze chciałam sweter z rogami albo nosem, ale jakoś nigdy nie wpadł do koszyka :( I lubię jak domy są świątecznie przystrojone - z naszego mieszkania (na wzgórzu) było widać inne domki i w oddali stały trzy przystrojone większą ilością lampek niż w Kevinie :) Uwielbiałam tam chodzić i po prostu patrzeć, chociaż musiało to wyglądać dość głupio, bo była to ślepa uliczka, więc nie mogłam przejść dalej gdy się napatrzyłam, tylko musiałam zawrócić do głównej drogi xD

      A powiedz... len mielony na coś pomaga? Bo widziałam go dzisiaj w aptece int. i zastanawiam się w czym jest dobry :D

      Usuń
  4. Kochana ja len mielony ze wzgledu na przypadłości toaletowe biorę:) hihihi u nas to rodzinne:P on ułatwia hmmm no trawienie i inne takie tam...... no że częsciej sie chodzi na tron lol hihihi
    musze poszukac tych rogów i nosa:) a ja ostatnio widziałam na ebay rzęsy na światła do samochodu:)) no u nas jest juz wszęsdzie mega świarecznie nawet miasto juz udekorowali!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa...miałam nadzieję, że robi coś jeszcze, bo to mi akurat niezbyt potrzebne :D:D

      Te rzęsy widziałam już kiedyś w mieście, ale nie przekonuje mnie ten efekt :D

      Usuń
  5. wiedziałam, że dobrym wyjściem będzie odwiedzenie twgo bloga PO zjedzeniu śniadania :D

    Po zdjęciaqch crumble na pewno byłybym głodna :D

    Uwielbiam te Twoje porównania typu "dyniowe ciasto drożdżowe z zakalcem wielkim jak drąg." :D

    a Twoja puente o Fotostory z Bravo sprzadam kolezance z pracy, ktora ma takie same zdanie o tej ksiazce co Ty :D. Ja nie czytalam. Wystarczajaco sie o tym nasluchalam ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam - przed śniadaniem tez się polecam :D

      Na crumble wpadaj! :)

      Dziękuję :*

      Nie wiem czy ktoś ma o tej książce inne zdanie... chyba tylko ci co jeszcze nie czytali... :D Wczoraj trafiłam na całą "trylogię" w lompie za 9 zł, po angielsku, a ostatnio bardzo lubię czytać w oryginale, ale nie... odpuściłam - to by było zbyt duże poświęcenie :D

      Usuń
  6. a i zapomniałam, dzięki za uświadomienie co do tych tart!!
    też myślałam, że one są wielkości kremu nivea, a tu takie maleństwo ;o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tjaaa...
      Szkoda, że nie ruszyłam głową przed zamawianiem - niektóre sklepy podaja wagę :D Tarty mają 22g, a sampler chyba 40... Mądry Kempek po szkodzie :D

      Usuń
    2. ale i tak kupiłam sobie 2 tarty kiedy odkryłam u siebie sklep z tymi maleństwami
      ciekawość wygrała :P

      Usuń
    3. Bo je warto kupić np. żeby poznać zapach... Ja z trzech na 6 zamówionych jestem tak niezadowolona, że plułabym sobie w brodę, gdybym miała ich dwa razy więcej np. jako sampler...
      No ale maleńkie są i jeśli się już zna zapach, to bardziej się opłaca kupić samplery...

      Usuń
    4. Kempek, co słychac????
      Na Wesołych Świąt juz za pozno... więc Szczęśliwego Nowego Roku ;* pomyślności i sukcesów!

      Usuń
    5. Dziękuję i wzajemnie :**

      Usuń
  7. Kochana gdzie sie podziewasz?? brakuje mi twoich wpisłów:)) skrobnij cos :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj, dziękuję... za pamięć i miłe słowa! :)
      Faktycznie ostatnio mnie tu nie ma chociaż nie mam nic na swoje usprawiedliwienie ;)

      Usuń
    2. napisz chociaz jak tam praca w domu wre:)?

      Usuń
    3. Stoi...
      Czekam na meble do kuchni... ;)

      Usuń