Obserwatorzy

10.09.2014

Mydło siarkowe - cud & miód

Wrażliwców przestrzegam przed czytaniem - będzie o pryszczach.

Bez zbędnych wstępów powiem, że od zawsze miałam problem z plecami.
O ile pryszcze na paszczy pojawiały mi się dość sporadycznie, o tyle tam... Cóż.
Starałam się ogarniać, używałam żeli antybakteryjnych do ich mycia itd, ale niewiele to dawało.
W sumie dało się z tym żyć, bo - ostatecznie - plecy zawsze można zakryć. Dopóki nie wybrałam sukienki ślubnej, która miała je odkryte...
I zonk.


O mydle siarkowym słyszałam i czytałam już dawno - chyba już w gimnazjum. Jakoś nigdy nie było mi po drodze i - szczerze mówiąc - nie wierzyłam, że może mi pomóc, więc nigdy szczególnie się za nim nie rozglądałam.
Na szczęście, niecały miesiąc przed ślubem wpadło mi w oczy w Rossmannie, cena była śmiesznie niska (około 6-7zł), więc wrzuciłam je do koszyka.

Skład:


Obiecanki:


Muszę przyznać, że jestem w szoku - to niepozorne mydło na stałe weszło do mojej codziennej pielęgnacji!


Najtrudniej oczywiście było o systematyczność - te ostatnie tygodnie przed ślubem były dość stresujące, bo oczywiście posiadałam pierdyliard list z rzeczami do zrobienia, żeby było jak chce. Jednak sukienka z odkrytymi plecami wisiała jak wyrzut sumienia, więc położyłam mydło w widocznym miejscu (wszystkie inne kosmetyki muszą być pochowane przed Lordasem, inaczej odwrócicie się na chwile i widzicie już tylko pływającą pustą butelkę po ulubionym żelu, albo szampon rozcieńczony wodą w proporcji "ile wlezie").



Problem nie zniknął od razu - krosty szybko zaczęły się wysuszać, ale wciąż powstawały nowe. Były jeszcze uciążliwe wągry, teoretycznie niewidoczne, ale przy odrobinie potu czy kurzu zdolne zamienić się w ziejące wulkany, kratery i czarne dziury. Na szczęście z biegiem czasu pojawiało się ich coraz mniej - w tej chwili, jeśli wyskoczy jedna niespodzianka na dwa tygodnie, to jest naprawdę wielki wyczyn.
Z początku miałam wrażenie, że stare blizny zrobiły się bardziej widoczne - dosłownie czerwone, przez co plecy wyglądały jeszcze gorzej niż z pryszczami. Przeraziłam się nielicho, bo tak nie chciałam wyglądać! Ale po pewnym czasie wszystko się unormowało, a gdy się trochę opaliłam prawie całkiem przestało je być widać.

Kostka wystarczyła mi na trzy miesiące niemal codziennego stosowania (okej - są wieczory, kiedy padam na dziób i szczyt wysiłku dla mnie, to oblanie się zimna wodą, żeby rozbudzić się na czas wkładania piżamy. Wtedy mydło siarkowe musi czekać.)

Na koniec ostrzeżenie - uważajcie na srebro! Ja swojego łańcuszka już nawet nie zauważałam, bo nosze go od lat i ściągam tylko gdy Lordas go zerwie (na czas naprawy / kupna nowego) - nieźle się zadziwiłam przy pewnym spojrzeniu w lustro: "Co ja tu mam takie czarne?!". Polecam o ozdobach pamiętać i ściągać do mycia.


Używałyście?

4 komentarze:

  1. Oh tak! W końcu ktoś pisze o moim idealnym mydle! Uwielbiam je, najpierw z ciekawości kupiłam wersję w płynie, lecz szybko przerzuciłam się na te klasyczne - jest po prostu lepsze i znacznie bardziej wydajne. Sama mam problem z systematycznością w stosowaniu kosmetyków, dlatego położyłam je w mydelniczce na umywalce, żebym za każdym razem je widziała i tak samo o sobie przypomina. Uwielbiam efekt czystej skóry po umyciu buzi. Żadne produkt nie był dla mnie tak odświeżający jak ten
    missvivacious.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest naprawdę niezwykłe! No i całkowicie polskie!

      Usuń
  2. Mam je i urzywam od chyba 10 lat! i nie zamieniła bym na żadne inne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już też! Takie cudo za pare zl:D

      Usuń