Obserwatorzy

09.07.2014

Kempkowy czerwiec z zdjęciach

Spora część czerwca już była, o tutaj, a dziś przychodzę z resztą.

Od dawna marzyły mi się nudziakowe szpilki, ale nie kupowałam, bo obcasów nie noszę... Z okazji ślubu postanowiłam sobie sprawić tą przyjemność, ale w granicach rozsądku, bo przeczuwałam, że założę je później może z raz...
Och, jakie one niewygodne!
Nie ma jak trampy.

Skoro mama dostała buty, to Lordas też, bo w poprzednich już paluch wystawał za czubek.
Rozczulają mnie dziecięce buciki!

Niektórzy gubią gacie za truskawkami i totalnie nie rozumiem czemu.
Czereśnie to jest to!

Lordas rzucił babcinym zegarem, więc poczułam się w obowiązku odkupić... A że jej się spodobał taki, a nie inny...to ma ;)

Jadę zdobywać Kaufland na przedślubnych zakupach...;)

Szafiarka ze mnie żadna, a mój jedyny wspólny z Anją Rubik rozmiar to wklęsły cycka, a mimo to... a może właśnie dlatego - naprawdę siebie lubię.
Och, ofkorsydż, zdarzają mi się dni, gdy wiecznie marudzę - zwłaszcza Majlordowi, bo taka jego rola, ale ogólnie nauczyłam się żyć ze sobą w zgodzie.
Niektórzy się kłócą w temacie posiadania krągłości, a bycia okrągłym, a ja lubię środeczek - bez przeginki w żadną stronę. Najważniejsze, to pozostać wierną sobie i o siebie dbać - wtedy nic cię w życiu nie ominie.
Mówię to ja, siedząc na swoim tyłku w rozmiarze 40/42 ;)
A focie przed lustrem sobie robię - na gorsze dni...

Smak dzieciństwa i starości - lane kluchy na mleku.
Bez mięsa bym mogła żyć, ale bez mleka... cóż...
Moja mama zawsze się śmieje, że jestem ekonomiczna, bo mogłabym żyć na samych pyrach, mleku, mące i jajkach w różnych kombinacjach - i na pewno nie jadłabym codziennie tego samego!

Wieczór panieński
"Eyy, zróbmy sobie zdjęcie takie lekko rozmazane, wtedy nasze ryje lepiej wyglądają"

A to dostałam w ramach prezentu... Że też ktoś (jeszcze) tak dobrze o mnie myśli :)

I to też...!
Gooordzio <3

Przymiarka sukni po skróceniu.
 Ile ja się nad nią wcześniej napłakałam...
Nie sądziłam, że przyjdzie mi ocierać łzy ślubna sukienką, ale mało, że dopadli ją na cle i zdarli jak za złoto, to jeszcze przyszła całkiem inna niż na zdjęciu w aukcji. Właściwie to tylko marna podróbka tej ze zdjęcia... Nauczyłoby mnie to rozumu, gdyby nie to, że więcej sukienek ślubnych nie planuje. Co się nastresowałam, to moje.

Nowa gofrownica ochrzczona. 
Czy istnieje ktoś, kto nie lubi gofrów?

Majlord narzekał, że u niego znów pada, więc wysłałam mu na pocieszenie nasze słoneczne niebo:

Nowe kredki Lordasa + talent artystyczny mój :D

Biedronka kusi i nęci... Pianotwory są naprawdę świetne, masło do ciała mniej, ale bez łez.
Jednak utwierdziłam się w przekonaniu, że jeśli zapach arbuza, to tylko w arbuzie - w kosmetykach jest nie do zniesienia.

Były te zestawy w Biedronce za 14.99, ale cierpliwość popłaca - w końcu obniżyli cenę i upolowałam dwa po 8.99 :D
O ile nie przepadam za herbatą, a już zwłaszcza nie lubię smakowych - o tyle cytrusowe piramidki Liptona skradły moje serce. A raczej żołądek.

Lordas z poświęceniem wytłumaczył mi co gdzie jest... Tata, to to pomarańczowe, Lordas fioletowe, a ja brązowe po środku, babcia jest czerwona i trzyma różowe autko. Na obrazie znajdziecie jeszcze dwa autka, balonik i niebo ;)

W takim cudeńku, to bym nawet ja ostrożnie jeździła...

Widok z podłogi. Pozwoliliśmy pomponom się zakurzyć, zanim znalazły nowy domek, gdzie czekają na kolejną okazje...

Lordas wreszcie na własnych nogach... Uff.

Rodzinny spacer. I wszyscy szczęśliwi <3

Stałam się absolutnie oddaną fanką spodni z podwyższonym stanem... jak w nich wszystko płaszczeje... ;)

Harry!
Ruszyłam z piątą częścią...
W oryginale jeszcze bardziej wciąga!

Trudno wybrać płytki, jak się najpierw wybrało czerwoną umywalkę... Do różowych serce by się rwało, ale rozsądek mówi, że co za dużo, to niezdrowo...


Moja wymarzona kuchnia... Tzn. nie dokładnie taka, ale w tym stylu.
Wciąż szukam dobrej firmy, która mi ją zrobi...

Zauważyłam, że im gorzej się czuje, tym dziwaczniej się ubieram. Im szarzej mi w środku, tym kolorowiej na zewnątrz... Ale laczki zostawiłam w domu :D

Lordas zdobył kwiatka dla babci i niósł z poświęceniem przez pół drogi do domu... Starannie ukrył w tirku, żeby nie zgubić.
Ależ była panika, kiedy w domu odkrył, że kwiatka nie ma! Na szczęście Mama jest komando foki sklonowane z Supermenem i conajmniej Dumbledorem, więc odzyskałam stracone mienie! Zgubiliśmy dopiero na schodach, więc babcia kwiatek dostała :)


Ewa przypomniała o swojej płycie, więc popędziłam zdobić. Nie żebym ją od tamtej pory uruchomiła... Codziennie sobie mówię, że "to dzisiaj", a później Lordas ma w kicie popołudniową drzemkę, albo budzi się po 10 minutach, albo ja utykam przed googlem w poszukiwaniu solidnej ekipy remontowej / inspiracji na wystrój sypialni / listą wad i zalet poszczególnych blatów kuchennych / dobrego stolarza / instrukcji jak samodzielnie zrobić wylewkę / opinii o najlepszym sedesie.
Przy okazji wpadł nowy żel (jak pachnie!)


I już.

14 komentarzy:

  1. W tym zestawie z żółtą bluzką i kwiecistą spódnicą Ci pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      To taka lekka, cieniutka koszula - dużo lepsza niż teraz "mgiełki"... Też mi się to zestawienie podoba :)

      Usuń
  2. piękne te szpileczki!
    ahh sukienka cudowna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładne to one są, ale niewygodne :)
      A sukienka... ostatecznie niezła, ale nie taka jak zamawiałam ;)

      Usuń
  3. Bardzo podobają mi się buty, te Twoje ;) Książkę Gordona chciałabym kupić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też na Gordona się czaiłam, ale zawsze odstraszała mnie cena... No i nie mogłam zdecydowac czy najpierw chce jego czy Nigelle...
      Ostatecznie dostałam i problem z głowy :D
      Może zamów sobie na urodziny?

      Usuń
  4. Ja nie lubię gofrów! Nie to, że w ogóle bym ich nie tknęła, tylko... po prostu ich nie jem, bo nigdy mnie do nich nie ciągnęło (no dobra, kiedyś kiedyś, za dzieciaka). Rok temu pracowałam z T. w taki sklepie-budce, gdzie właśnie mój T. robił gofry. Zdarzyło mi się zjeść 1 czy 2 jak wyszły pyszne i jak miałam megaochotę w TE DNI na słodkie. Ale szału nie ma. Za to lody...!!!
    Rysunek Twojego Michasia mnie powalił xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to ja spokojnie lodom mogę się oprzeć, bo to ni posiłek, ni przekąska. Chyba, że są domowe - wtedy mnie trzeba dźwigiem odrywać :P
      Ale gofry... hm... może przez to je tak lubię, że u nas się je często jadło dawniej w domu jako coś słodkiego, gdy (stale) brakowało kasy... ;)

      Usuń
  5. Boże, tak w wielu rzeczach w tej notce mam ochotę przybić Ci piątkę... :D
    Zwłaszcza z czereśniami i biustem (jakkolwiek to brzmi :D) To samo z kluskami, życiem na pyrach i goferach (specjalnie przekręcam ;)
    Buty śliczne, ja lubię obcasy ale jak założę to się wściekam, ze za wolno w nich chodzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybijaj! :)
      Pyry i gofry górą! :)

      Usuń