Obserwatorzy

03.06.2014

Mamowo: nocny dusiciel - o zapaleniu krtani słów kilka

Dawno nie było notki z gatunku mamowych... Właściwie dawno nie było żadnej notki, ale temat, który dzisiaj poruszę jest u nas "na czasie", więc zdecydowałam się o nim wspomnieć, bo może komuś pomoże...
 
Kiedy decydujemy się na dziecko nikt nie wylicza nam listy chorób na które może ono zapaść. Właściwie to lepiej, bo łatwo byłoby dostać do głowy...
Dziś wspomnę Wam o jednej, o której my już wiemy - łatwo przy jej objawach spanikować, a to nie służy ani nam, ani dziecku...
 
Lordas kaszlał. Kaszlał tydzień, kaszlał drugi - raz mocniej, raz słabiej. Oczywiście byliśmy u lekarza, brał syropy, ale całkiem przejść nie chciało.
Pogoda była pod psem, później z nagła zrobiło się upalnie i znów ochłodziło.
W nocy z soboty na niedziele, tuż po północy Lordas kaszlał mocno. Na tyle mocno, że go to przebudziło i na tyle mocno, że wymiotował. Trząsł się cały, a ja razem z nim (bo jestem z gatunku matek panikujących). Już, już się zbierałam do pakowania torby i ruszania do szpitala, ale w międzyczasie udało mi się wlać mu do buzi Sinecod po którym się uspokoił i zasnął...
Ja już nockę miałam z głowy, więc kiedy po 4 w nocy znów zaczął kaszleć - szybko się zerwałam. Tylko że teraz było gorzej: kaszel przypominał szczekanie, każdy oddech brzmiał jakby był ostatnim (świszczenie, charczenie), a w pewnym momencie Lordas zaczął się po prostu dusić.
Ubrana już byłam, dokumenty i portfel spakowane, więc decyzja jedna - prostą droga do szpitala.
 
W szpitalnej izbie przyjęć mało zainteresowana pani doktor osłuchała go i przyznała, że "Mocno kaszle, to wypiszę skierowanie na oddział".
Lordas w tym czasie się darł, krzyczał i płakał jednocześnie co wcale mu nie pomagało złapać oddechu i sytuacja zaczynała się robić dość krytyczna.
Na szczęście na oddziale dziecięcym trafiliśmy na swoją pediatrę (której mina była boska, gdy nas zobaczyła - Lordasa poznaje już po płaczu, bo to jego główne zajęcie w przychodniach).
Tu już szybka decyzja - inhalacja. Może z innym dzieckiem prosta rzecz, ale Lordo przy tym zabiegu wrzeszczy, płacze, gryzie, drapie i ciągnie za włosy - ja i jedna pielęgniarka trzymałyśmy jego, druga trzymała inhalator, ale na niewiele się to zdało, więc zapadła druga szybka decyzja - zastrzyk.
Po tym pół godziny spaceru na chłodnym powietrzu, recepta, formalności-piekielności w szpitalu i do domu.
 
Piszę Wam o tym, żebyście wiedzieli co jest grane i nie robili w portki (jak ja) jeśli się Waszemu dziecku przydarzy, bo wygląda to i brzmi przerażająco - nie jest łatwo ani miło patrzeć jak dziecko się dusi, a ja wcześniej nawet nie miałam pojęcia, że taka choroba istnieje.
Podkreślam - nie jestem lekarzem. To co teraz napisze przeczytałam lub dowiedziałam się od naszej lekarki.
 
Zapalenie krtani, bo o nim mowa jest bardzo podstępne - atakuje tylko w nocy (stąd jego nazwa "nocny dusiciel"). Może być poprzedzone wcześniejszą infekcją, ale nie musi.
Dla dorosłych i dzieci powyżej 7-8 lat jest zupełnie nie groźne, ale u mniejszych dzieci (a występuję nawet u kilkutygodniowych niemowlaków) w przypadku braku działania może się zakończyć śmiercią (wynika to z budowy krtani - u maluchów jest bardzo wąska i miękka)
Wymaga interwencji lekarza. Nawet jeśli w nocy zażegnacie kryzys, to rano pędźcie do przychodni.
Dodatkowo - jest to choroba, która lubi wracać.
Jeśli dziecko budzi się w nocy, ma świszczący oddech i problemy z jego złapaniem, a jego kaszel najbardziej przypomina szczekanie psa - już wiecie co to.
Należy dziecku zrobić inhalacje (my już mamy zapas leku na taką okoliczność, ale można próbować choćby z solą fizjologiczną), a jeśli nie macie w domu inhalatora, albo inhalacja nie pomogła - jak najszybciej wyjść z nim na chłodne powietrze - od zimnego powietrza objawy trochę ustępują, to pomoże mu oddychać (oczywiście najpierw dziecko ubrać!) i udać się do szpitala.
Jeśli dziecko robi się sine, sinieją okolice nosa i ust - natychmiast wezwać pogotowie.
W szpitalu dziecku zrobią inhalacje (u nas ze sterydów) lub zastrzyk (u nas to był hormonalny Dexaven). Być może będzie trzeba zostać na obserwacji (nas to ominęło ze względu na głośne Lordasowe protesty)
 
Nie ignorujcie tych objawów! (Ja się naczytałam piekielnych opowieści o szpitalach i dość się bałam, że mnie wyśmieją i powiedzą, że dziecko tylko kaszle, a ja przesadzam).
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz