Obserwatorzy

15.03.2014

Lumpeksy wg Kempka: zdobycze lutego

Lutowe zdobycze lumpeksowe malutkie... Narzekałam już w poprzednim poście (który był publikowany jeszcze w czasach dinozaurów) więc w tym się ograniczę.
Nie chciało mi się chodzić do miasta, nie miałam po co...
Lompowe wypady zaliczyłam 2, z czego większość pokazanych rzeczy kupiłam przy pierwszym ;)
 
Poważnie zaczynam się martwić, niedługo padnie moja reputacja Królowej Lompeksów - większość moich (niegdyś) ulubionych przestała istnieć, albo sprowadza totalne nic...
Okrutnie tak powrócić na stare śmieci i odkryć, że najlepszych miejsc już nie ma...
 
 
 
Kurtka dla Lordaska - nówka, prawie nieśmigana... Gruba, ciepła i porządna, bo liczyłam na nawrót zimy.
Przeliczyłam się i sądząc po Lordasowym tempie wzrostu - za rok będzie już za mała...
Kosztowała 10 zł.
 
Powiem Wam, że jestem totalnie rozczarowana. Liczyłam na długą i porządną zimę, z odmrożonym tyłkiem, zamarzaniem smarków i wszystkimi tymi rozkosznymi atrakcjami, a tu takie... popłuczyny.
To już w Anglii  w zeszłym roku więcej nacieszyłam się śniegiem...
Nie wspomnę, że Lordas codziennie próbuje wytargać z piwnicy sanki, a ja codziennie muszę mu mówić, że "jak będzie śnieg" - już mi chyba nawet przestał wierzyć...
 

Deszczak dla Lordsaa - 5 zł.
Funkiel nówka.
Do tego kalosze i lecimy zdobywać kałuże! :)


Spódniczka George - nowa, z metką. Kosztował mnie oszałamiające 4 zł.



Dżinsowa kurtka na zamek - bo można szybko narzucić i praktycznie do wszystkiego pasuje, 4 zł.


Wreszcie ta bluzeczka, która mnie wręcz oczarowała! Mój widok w niej - mniej, ale pracuje nad tym ;)
 Jest z New Look i wygląda na totalnie nieśmiganą...

 
Kosztowała mnie 3 zł...


Na koniec kwiecista bluzka... Nie wiem czemu, jak tak na nią patrzę, ale pokusiły mnie te kwiatki... Jakoś - w swej ślepocie nie mogłam znaleźć na niej rozmiaru (oczywiście był tam gdzie zawsze, ale ja ostatnio ciągle coś mylę, gubię, zapominam), a w domu okazało się, że mogę się nią dwa razy owinąć...
Na szczęście od początku planowałam ją nosić jak narzutkę, z szerokim paskiem i do tego zadania nadaje się znakomicie.



Zaczynam się zastanawiać czy nie byłoby lepiej pokazywać zdobyczy na sobie...
Ale Lordas chętnie by aparat do rączek dostał, jednak niekoniecznie miałabym co zbierać - nie ma mi kto zrobić fotek, a słit focie w lustrze... nie przekonują mnie.
 
W tym miesiącu zapowiada mi się więcej wycieczek do miasta, a więc więcej okazji do buszowania :D
 
A jak Wasze zdobycze?


06.03.2014

Kempkowy luty w zdjęciach

Z lutego mam mało zdjęć... Przyczyna jest prosta i smutna - już o niej pisałam - spadł mi mój ukochany biały htc i trafił go szlag... Naprawę wyceniono na 320 zł i - szczerze powiedziawszy - nie była to kwota, którą mogłabym przyjąć do wiadomości...
Na szczęście Majlord już temu zaradził (o czym będzie pewnie w kolejnym miesiącu w zdjęciach:D)
Tymczasem musicie się zadowolić częścią zdjęć z aparatu (a to nie to samo...)
 
 
Zaczęliśmy orzechowymi chrupkami :D Lidl ma dobre, ze sporą ilością orzechów...

Później już zdrowiej - zielonka z fetą i grzankami...

Taki byk w poważnej książce..

...o tej:

Uwielbiam swoją lampkę z cekinami... ;)

Harry...! <3

Jeszcze więcej Harrego - tu mnie zawsze zbiera na płacz z powodu tej lojalności... <3

Biały piasek z Lovely - nie mam cierpliwości do malowania trzech warstw, pełno później odznaczeń... Ale kolor boski!


Mało teraz gotuje, bo zwyczajnie mi się nie chce - Lordas je jak kurczak, zazwyczaj nic, a dla mnie samej stać nad garem, to żadna radocha... Kończę zazwyczaj z bułą i a'la gziką z serka... ;)
Tu się wysiliłam na cukinie z nadzieniem z mięsa, kukurydzy i fasoli:

W Biedronce wyprzedawali Pecany za 2.99! Mniam! A do tego danonki z maskotą xD

Wreszcie odwiedziłam YR - zakochałam się w ich żelach... Biovax i Lirene to zdobycze z Biedry - krem przeciwzmarszczkowy i to mleczko było w zestawie za obłędne 9 zł...
Do tego kolorowe tabletki do kąpieli Lordasa i żel - to już Rossmann, ale żel nadaje się tylko do golenia gier - co za lepik.

Koszyczek też z Biedronki (1.99!)... i mój biedny poległy... :(


Podkradłam mamie starą szkatułkę - w dzieciństwie porywałam jej z niej szminki :D
I... o maj gad... jaki kurz na tym kielichu :D

Znów Biedra... Wyjdzie na to, że nic nie robię, tylko po Biedronce krążę.
Szklanki były w gazetce za 4.99, ale nie znalazłam ani jednej... Zdążyłam o nich zapomnieć i wtedy trafiłam na nie za 3.99... I za to lubię Biedronkę :D


Mata do ćwiczeń... Nie napisze skąd.

Za to Lidl miał -20% na czekolady... Wśród nich odkryłam ta gorzką z imbirem.
Pycha!

O tej książce dużo słyszałam, a ostatecznie... nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia... Była przerażająca, ale jednak... czegoś jej brakowało. A to przecież na strasznych faktach, więc może po prostu zbyt lekko napisana...

Bardzo smutna książka o bardzo smutnych ludziach... Czytałam ją drugi raz. Jako dzieciak uwielbiałam Dianę, a nie lubiłam "tego okropnego Karola"... Teraz obojga mi żal.


Wychodzi na to, że cały luty siedziałam w bibliotece lub w dyskontach...
Ale to nieprawda.
Siedziałam też w urzędach i powiem Wam jedną rzecz... jeśli macie jakiekolwiek pieniądze, to kupcie sobie bilet w jedną stronę do Londynu. A jeśli właśnie chcecie sobie kupić bilet w drugą stronę, to puknijcie się w łeb. I jeszcze raz, na wszelki wypadek...

01.03.2014

Twisted Sista, 30 second curl spray - wyczaruj sobie loki ;)

Kolejny z produktów na które się skusiłam, bo skoro są specjalnie do loków, to muszą być dobre...
Ale czy na pewno?
 
Butla z grubego plastiku, poręczna, nieprzejrzysta.
Atomizer jest, ale... jakby go nie było - nie psika mgiełką tylko grubym strumieniem w jedno miejsce. Niezbyt to pomocne, gdy człowiek chce spryskać każdy pukiel... Dobitniej mówiąc: piekielnie upierdliwe.
 

Produkt należy mocno wstrząsnąć przed użyciem - jest to gęsta, biała ciecz. Bardzo przyjemnie, jakby owocowo pachnie.


Skład:


Działanie... Cóż...
Jakieś jest, ale bez rewelacji.
 
Po użyciu, ugnieceniu i zostawieniu do wyschnięcia są... lekkie loki.
Efekt pewnie zadowoliłby kogoś, kto ma włosy z natury proste i chciał lekko pofalować, ale u mnie o niebo lepszy look daje użycie żelu lnianego...
Poszczególne kosmyki są ładnie rozdzielone, nie puszą się, a przy tym włosy nie są przyklapnięte, ale to wszystko.
 
Za to rozczesanie ich po kolejnym myciu jest tragedią... Nie wiem jak to się dzieje, ale sklejają się w kołtuny jak nigdy i trudno w nie wbić grzebień...
 
Zawiodłam się... Spodziewałam się jakiegoś "efektu wow"...
Miałyście coś z tej firmy?