Obserwatorzy

03.01.2014

Kempkowy grudzień w zdjęciach - część pierwsza

W tym miesiącu przychodzę do Was z pierdyliardem zdjęć.
Grudzień był dla mnie bardzo trudnym miesiącem, nadszedł czas poważnych życiowych kroków... Pstrykałam setki zdjęć i to nie z myślą o blogu, a tak po prostu - żeby zapamiętać klimat tamtego domu, tamtego miasta, kraju...
Tu pokazuje Wam tylko maleńki ułamek, a i tak jest ich tyle, że musiałam je podzielić na dwie notki (początkowo nawet planowałam 3, ale wzięłam się w garść).
 
Korzystam z okazji, że jestem na dnie otchłani rozpaczy - żeby nie rozmyślać i nie zajadać smutków wzięłam się za zmniejszanie zdjęć do notki... Wczoraj Majlord wrócił do Anglii, a my z Lordaskiem zostaliśmy i smutno... oj smutno... :((
Ja mam piekielny charakter i ciągle wszczynam awantury, ale... wiadomo. Bez Majlorda żyć nie mogę.
Planowałam zapić smutki tanim winem, ale z pewnych względów chwilowo unikam, więc pozostało mi sprzątanie i dodawanie notek...
Musicie to jakoś znieść.
 
Nie miałam pojęcia jak je logicznie podzielić, więc dziś zobaczycie część, którą zrobiłam przed powrotem do Polski - gdy je teraz oglądam, tamten czas wydaje mi się bardzo odległy...
 
 
Jedno z moich ulubionych śniadań - sandwicz z masłem orzechowym i bananem... Mniam!


Sprytna spryciula robi akrobacje:

Okropiczne antybiotyki, żeby takie ciamajdy jak Kempek mogły sobie bezkarnie wbijać noże w stópki:

Lordasowy kalendarz adwentowy:

Zestaw małego Kempka chirurga - pierwsza zmiana opatrunku, która mnie przerażała... Ale byłam dzielna!

Nagroda po zakończeniu brania antybiotyków :D

Stylowa stópka czeka na zdjęcie szwów:

Przy robieniu porządków ze starymi gazetami Lordas miał raj... Nagle mu się wzięło na układanie ich w rządku...

Nasz składzik, który musiałam ogarnąć przed pakowaniem... Kto mi wytłumaczy po co tam trzymałam ekspres do kawy, który nie działał od dawna albo mikser, który się zepsuł dwa mieszkania wstecz?

U kogoś był Mikołaj...

Lordas ma naturalne ombre... i to jakie długie ;)

Zaklęty krąg...


Kotlety z ziemniaków i krewetek + góóóóra surówki - kto nie jadł, niech pędzi zrobić!

Pieczary faszerowane mięsem - pycha!

Wielgachny telebim przed Tesco:


Sąsiadka miała fajną wycieraczkę:

Tak kończą nielubiane gazety...


Jak mi się nagle zachciało tłustych frytek z oleju zamiast tych z piekarnika! Nie było rady... :D

Gdzie jest bobas?

Nie wygląda dobrze, ale to pychotka - banan pieczony z gorzką czekoladą :D


Świąteczne centrum handlowe:

I jeszcze więcej:

Wieeeelgachna choina:

Uwielbiam świąteczny klimat i mogłabym go oglądać już od sierpnia :D

Redditch z najwyższego poziomu parkingu...

... :( ...

Zdrowy posiłek po szopingu... ;)


Dostałam od Majlorda z okazji zakupów <3

Domowe rafaello - słodkie jak sto choler!

Lampki!

A to mój najulubieńszy zakątek dzielnicy - w poprzednich latach środkowy dom też był oświetlony... Magicznie to wyglądało!

Cudowną ktoś miał rejestracje: JEM :D Jak stworzona dla Kempka :D

Ostatnia ulubiona pizza z pieca chlebowego - nie ma sobie równych!


Znak z niebiesów, że mam zostać...


Nie ma to jak w tunelu reklamować film o tunelowych strachach...

Już na kontynencie - wyjazd z Eurotunelu...
 
 
Kto dotrwał i jeszcze ma siłę na drugą część?
 
 


11 komentarzy:

  1. Ja! :-) :-P
    Mycha :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie proszę o odrobinę cierpliwości :D
      Jutro, najdalej pojutrze będzie... ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dokładnie takiej bez pieca opalanego drewnem chyba się nie da...

      Usuń
  3. Czytając na początku o tym winie, na myśl przyszła mi tylko jedna rzecz :D Ale nie będę tutaj tego pisać :D
    Powiedz mi lepiej, w której części Polski wylądowałaś, zapewne daleko ode mnie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D

      Ostrów Wielkopolski - moje rodzinne miasto :p
      Daleko :(

      Usuń
  4. I już od pierwszego zdjęcia zrobiłam się głodna:)

    OdpowiedzUsuń