Obserwatorzy

31.01.2014

Neutrogena formuła norweska - krem do rąk - OSTRZEŻENIE, bo się pewne rzeczy nie mieszczą w głowie

O tym kremie pisałam Wam tutaj.
 
Dziś ostrzeżenie.
 
Używałam go bardziej i mniej regularnie, ale z powodzeniem. Kupiłam nawet tubkę Babci, która ma bardzo suchą skórę, bo ma problemy z poruszaniem dłonią...
 
Wreszcie dobrnęłam prawie do końcówki, więc - zgodnie ze zwyczajem - przecięłam tubkę, żeby wybrać resztki. W środku było jeszcze sporo kremu, tak na oko - na ponad tydzień używania...
 
Użyłam jednego dnia, użyłam drugiego, a trzeciego... nałożyłam krem na dłoń i poparzył mi skórę!
Dosłownie - nabrałam krem i wytarłam o dłoń, żeby odłożyć tubkę i rozsmarować. W miejscu, gdzie go nałożyłam zaczęło mnie nagle nieprzyjemnie grzać, później przeszło w pieczenie, a w końcu w potworny ból!
Krem szybko starłam, zostało zaczerwienienie - dziś mijają dwa dni, a ja mam w tym miejscu czerwoną, podrażnioną skórę. Wygląda to mniej więcej jakbym przez pół dnia robiła ręczne pranie, a później wyszła z mokrymi dłońmi na trzaskający mróz!
 
 
Jestem w szoku, bo nie sądziłam, że tak rzecz może się stać.
Co innego, gdybym go pierwszy raz użyła, ale przecież stosowałam go od dawna i nic się nie działo!
Często też smarowałam sobie dłonie razem z Lordasem - pomyślcie co by było, gdyby i tym razem podstawił rączki po krem...
 
Spotkałyście się kiedyś z czymś takim?

25.01.2014

Do włosów się nada czy nie nada?

Pisałam Wam niedawno o takim wynalazku.
 
 
Serio bym chciała, ale nie mam czasu na długie kąpiele, a nawet jeśli mi się akurat trafi, to nie chce mi się później przez godzinę szorować wanny z oleju...
 
Zerknęłam do swojego słoika z olejem kokosowym i widzę dno, więc pomyślałam, że wykorzystam sobie wspomniany olejek EH do włosów...
 
Skład ma taki:
 
 
 
Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil *,Prunus Persica (Peach) Kernel Oil*, C12-13 Pareth-3 Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil*,Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil*, Juniperus Communis Fruit Oil*, Pelargonium Graveolens Flower Oil*, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Citral*, Geraniol*, Citronellol*, Limonene*, Linalool*.
 
Ja się nie znam zupełnie, a kusi mnie... Niby prawie same oleje, ale nie chce sobie zrobić siana...
 
Ryzykować?:D
 
Ktoś się zna na składach lepiej niż ja i odradzi?


18.01.2014

Collection 2000, Lasting Perfection - osławiony korektor w kolorze 1 (fair)

Kyrie eleeeeejson - jak mi się trudno zabrać do notki! Siadam do laptopa dopiero gdy Lordas zaśnie i - najszczerzej mówiąc - po sprawdzeniu poczty, fejsbuka i Waszych blogów najzwyczajniej w świecie PADAM... Wtedy z myślą, że Lordas jutro wstanie o 7, a ja znów będę nieprzytomna - idę spać...
 
Ale pisać trzeba i warto... :) Toteż ruszyłam spasły zadek i próbuję dokończyć notkę rozpoczętą gdzieś w połowie grudnia... Jeśli możecie ją przeczytać, to znaczy, że mi się udało... ;)
 
Sporo czasu minęło zanim wreszcie zdecydowałam się kupić ten słynny korektor.
W sumie nigdy wcześniej nie używałam produktów tego typu i pewnie dlatego tak długo się bez niego obchodziłam...
 

Wybrałam dla siebie najjaśniejszy odcień, bo moja skóra słońca nie widziała od dawna (coś jak wampir) i był to strzał w dziesiątkę...


Skład:


Korektor ma "błyszczykowe" opakowanie z patyczkowym aplikatorem. Musze przyznać, że to im się udało - nabiera akurat tyle produktu, żeby zakryć wszystkie niespodzianki, albo żeby wystarczyło na zamalowanie dwóch sińców pod oczami.


Tak wygląda pacnięte:


A tak z grubsza rozsmarowane:


Od razu widać, że jest gęsty, treściwy i porządnie kryje.
 
Pamiętacie Straszliwą Historię Pociętej Giery? Brałam po niej bardzo silne antybiotyki przeciwzakażeniowe... Czego tam namieszali nie wiem, ale pryszcze po nich na policzkach miałam takie, że nie mogłam spać na boku, a w konkursie na największy siniec pod oczami niejedna matka kolkującego niemowlaka by ze mną przegrała...;)
 
Pacnęłam wtedy na jeden z sińców korektora w celu udowodnienia działąnia- lewa strona goło, prawa z korektorem...




Widać różnice?
Widać!
 
Na pryszcze raczej go nie używam, wiec się nie wypowiem - i tak tam przecież widać wielką gulę, a poza tym: kto na mnie patrzy?
Na sińce pod oczami działa tak jak widzicie... :)
 
Trzyma się dzielnie przez kilka godzin, choć z pewnością daleko mu do całego dnia. Nie zauważyłam, żeby się zbierał w zmarszczkach, ciemniał czy choćby zaczynał udawać klej do płytek... Zachowuje się przyzwoicie (niczym dziewica w kościele - jeeeezzuuuuu, ja czytam za dużo Clarksona! Stale mi teraz przychodzą na myśl głupawe przenośnie xD) i choć jest bardzo gęsty, to nie mam wrażenie, żebym na twarzy miała grubą maskę (chociaż bym może miała, gdybym go nakładała na całość, a nie punktowo...)
 
Powyższym i niniejszym przyłączam się do grona jego zachwyconych entuzjastek.
Jedyny jego minus, to dostępność dla dziewczyn spoza UK - tam jest nawet w Tesco, a w Polsce zostają internety... ;)


11.01.2014

Jak zrzucić pół kilograma w 6 minut? Rewolucyjna dieta Kempka!

Jak już wspominałam - ważę się zawsze nago, przed śniadaniem, po siku i bez ozdób... Wmawiam sobie, że to ma znaczenie :D
Mam też niezły sposób na sprawienie, by na wadze było jeszcze o pół kg mniej i skrupulatnie go uskuteczniam - o ile akurat jestem w Polsce i mogę...
 
Żeby było mało - tą metodą nie tylko poprawiam sobie humor, ale i pomagam innym...
O czym mowa...?
Oczywiście: o oddawaniu krwi!
 
Panicznie boję się zastrzyków i wszelkiego kłucia - przy szyciu giery kwiczałam jak prosiak, aż ten biedny angielski lekarz musiał mi powtarzać jaka jestem dzielna i że już tylko chwilkę... ;)
Ale - jak to się mówi - pewne rzeczy robi się dla większego dobra, więc walczę ze swoją słabością...
 
Oddawać krew zapragnęłam jako 16latka po przeczytaniu artykułu w gazecie i marzenie spełniłam, gdy tylko wybiła mi 18tka... Od tamtej pory oddałam ją już 9 razy (sporo możliwości mi wyskoczyło, gdy nie mieszkałam w Polsce + 2 razy mnie odesłali z niską hemoglobiną...).
Kobiety mogą oddawać krew co 3 miesiące, a mężczyźni co 2.
 
Byłam też w ten wtorek, więc machnęłam Wam fotkę podglądową jak to wygląda z góry:
 

 
Pewnie zaraz znajdą się głosy jak to boli itd., ale NIC BARDZIEJ MYLNEGO. Samo pobieranie krwi nie boli wcale - wkłucie owszem, ale tylko takich panikarzy jak ja... ;)
Pobranie tych 450 ml trwa chwilę (u mnie teraz 6 min i 20 sek, a maksymalnie może trwać 12 min.)
Nic strasznego, co?
 
A do tego po zakończeniu dostajecie 7 czekolad (i Grześka:D)... U nas w tym roku dają z Goplany :D


(gorzka powędrowała do przyjaciółki za towarzyszenie, a jedna z bakaliowych do mamy za zajęcie się Lordasem)
 
Jeśli bonus czekoladowy Was nie przekonuje (serio? czyście powariowali?!), to dowiedzcie się, że po oddaniu krwi przysługuje Wam dzień wolny od pracy/ szkoły, wgląd do swoich wyników badań (pełna morfologia, a także test na hpv, żółtaczkę, hiv i podobne), a także zwrot kosztów dojazdu, jeśli w Waszym mieście nie ma stacji krwiodastwa...
A jeśli naprawdę złapiecie krwawego bakcyla, to po oddaniu 5 litrów (mężczyźni sześciu) otrzymacie prawo do darmowych leków podstawowych, darmowych przejazdów komunikacją miejską (zależnie od miasta), pierwszeństwa w aptece i omijania kolejek u lekarzy... Co to znaczy w praktyce? Jeśli teraz umawiacie się na wizytę do okulisty i każą Wam czekać 2 miesiące (prywatnie), albo pół roku (nfz), to z kartą HDK zostaniecie przyjęci następnego dnia, a nawet tego samego - poza kolejką...
Brzmi zachęcająco? ;)
 
Po wszystkim zostaje taka mała dziurka:
 


...i po strachu...
 
Oczywiście są i przeciwwskazania: choroby przenoszone przez krew, choroby skóry, niektóre przyjmowane leki, ciąża i wieeeele innych - możecie o nich przeczytać chociażby tutaj.

Gdy zaczynałam, wiele osób próbowało mi wmówić, że oddawanie krwi "uzależnia" i że później będą mnie boleć żyły i już będę musiała oddawać... Odpowiedź miałam jedną: w takim razie będę to robić.
Choć oczywiście samo stwierdzenie jest bzdurą... Bywało, że nie byłam w Polsce ponad półtora roku, nie oddawałam w tym czasie i żył mi nie rozsadziło... ;)

Są też osoby, które mówią, że nie oddają, bo nie chcą, żeby ich krew trafiła do mordercy, albo innej kanalii... Niby jest w tym trochę racji, ale ja wolę myśleć, że moja krew ratuje jakieś dziecko, albo porządnego ojca rodziny... Tak lepiej, co?

I ostatni mit na dziś: krążą słuchy, że nadwyżki krwi są wylewane, więc nie warto oddawać... Akurat ostatnio w krwiodawstwie ktoś o to zapytał i już wiem: z takiej niewykorzystanej krwi odzyskuje się osocze, które może być zamrożone przez 3 lata, albo też przerabia się ją na leki.

Ja tam to lubię... Jestem raczej leniwa i niezbyt pożyteczna, więc chociaż w ten sposób spełniam obywatelski obowiązek ;)

Macie jeszcze jakieś wymówki?
Oddajecie / oddawałyście kiedykolwiek?

Obiecacie, że choć z ciekawości sprawdzicie, gdzie jest w Waszym mieście stacja krwiodawstwa? :)
 



05.01.2014

Kempkowy grudzień w zdjęciach - część druga

 Część druga Kempkowego grudnia - tym razem zdjęcia robione na polskiej ziemi... Część pierwszą (angielską) możecie zobaczyć tutaj.
 
 
Zapodział się taki prawie bezmejkapowy Kempek... I to z czapą!
A toć czy ja Was nie ostrzegałam przed oglądaniem?


Siostra nie chciała ze mną zdjęć, więc trzasnęłam sobie radosną serię z jej plecami :D

Robi się kruche pod sernik...

"Kobitki, jak tak tu sobie pieczemy, to ja skocze po prowiancik"

Siostra kręci ser - jej ogromny wkład w te Święta... ;)

Moja choinka prawie się ugięła, bo udało mi się upchać do auta paczkę naszych angielskich bombek, a nie zmieściłam dużej choinki... Więc na tym maleństwie wieszałam po 3 bomby na badyl xD

I Mikołaja tez se mam...

Kartki świąteczne - uwielbiam!

Spakowałam prezenty:

Kempki i kempkowa siostra położyli swoje prezenty pod choinką i się czuli jak paniska, bo takich gór giftów u nas jeszcze nie było...
 
...wtedy Mama zaczęła wnosić swoje paczki i zakrzywiła czasoprzestrzeń...

Drzemy... Jednak co dzieciak w domu, to szczęście :D W Gwiazdkę musi być jakieś dziecko do rozpieszczania :) (+ moja stylowa skarpeta w papciu)

Lordas dostał trampolinę, ale jest tak leniwy, że kładzie się i czeka, aż mu ją ktoś rozbuja...

Tort dla Majlorda, bo Gwiazdka = Boże Narodzenie i właśnie mu się przytrafiły 32 lata :))  (:** <3)

A tego nikt z Was nie ma i tylko fani Harrego zrozumieją! Ha!

Moje paczuchy :D

Rozpakowane - już się nimi tutaj chwaliłam...

U drugich dziadków Lordasek też dostał prezenty... Sanki i książka z bajkami :))

Spacerek po wsi Wąbrzeskiej :D

Ryneczek u Majlordów...

Taka wieś, ale mają Rossmann :D I dopiero tam dopadłam srebrny lakier z limitki Lovely (w moim mieście w dwóch nie było...)

Tu Wam robią płatki:

Clarkson - mój idol!

Kupiłam jego książkę Majlordowi, ale - oczywiście - ja pierwsza czytam :)

Czyż ten człowiek nie jest wspaniały?:D Coraz więcej ludzi pyta/ podsuwa / nalega, żebym się zbierała do robienia prawa jazdy. Nie. Niektórzy się do tego nie nadają... W tym ja. Ludzie, rozcinam sobie stopy do kości przy robieniu kanapek! Jak bym miała prowadzić wóz?!

Po powrocie z rodzinnego miasta Majlorda czekał na mnie taki list... Brzmi nieźle, trochę jak własny list z Hogwartu... Szkoda, że towarzystwo jakieś sekciarskie... Tylko kto im mój adres podał?:P

Niewiele mówi, ale już pilnie czyta... ;)
 
Wróciłam na stare śmiecie i znalazłam powieszony na ścianie lata temu napis... Żeby nigdy nie zapomnieć istoty rzeczy...


Jako dzieciak miałam cały szkolny sprzęt z Harrym - uchował się ołówek, więc sfociłam... ;)

Śliczne cudeńka - świeczniki:

Capnęłam w Biedrze w celu sprawdzenia...

Lordasowa paka ze słodyczami... Dobrze, że ją skonfiskowałam i chwilowo zapomniał... ;)

Przybyyyyli ułaaani pod okieeenko, wołają, pukają, "Wpuść nas Kempkuuu!"

Zapomniałam zabrać z domu, więc kupiliśmy nowy różowy na pociechę ;)

Biała Studencka - Majlord dostał od żonci, ale się podzielił :)
 
Malowałam siostrę na Sylwestra i tragedii nie było... ;)

Balety na sto dwa! Czipsy z Biedry, chrupki orzechowe i gazeta dla Lordasa, a Teściowa i Zięciu oglądają tv... Kto biednemu zabroni bawić się jak bogacz?:D

Koooooocham fajerwerki, ale życie mnie styrało - w tym roku oglądałam je w piżamie i tylko zza okna... :(

A to mi się zaplątało w skrinach... Czemu dzieci teraz nie czytają? I skoro już nie czytają, to czy by też mogły nie pisać na ryjbuku?
 
 
Żyjecie?
Kto mnie przebije intensywniejszym grudniem? :P