Obserwatorzy

06.12.2013

BareMinerals, Ready Eyeshadow Duo - The Phenomenon - mineralne prasowane cienie do powiek

Dawno nie było nic z kolorówki, więc odgrzebałam zdjęcia wykonane letnią porą i przedstawiam Wam dziś podwójne cienie BareMinerals. W każdym razie pokazuję, bo może już zostaliście sobie przedstawieni...
 
Właściwie mam całą górę różności do obfocenia, ale oczywiście nie ma odpowiedniego światła! Korzystając z kulasa i tego, że jestem takim bezbronnym choruszkiem wysłałam Majlorda do sklepu po żarówkę dająca białe światło... zapisałam mu dokładnie co i jak, bo wiadomo jacy są mężczyźni... Zgadnijcie? Tak. Wrócił ze sklepu ze zwykłą, ale megamocną żarówką i uznał, że to załatwia sprawę...
Musze się pospieszyć z wysłaniem go raz jeszcze, bo za parę dni zdejmuje ostatecznie taśmy trzymające paluch w jednym kawałku i już nic nie osiągnę :D
Najlepiej by było kupić żarówy samodzielnie, ale nadal nie mogę ubrać butów - mimo, że wczoraj zdjęli mi szwy...
 

Cienie wygrałam dawno temu w angielskim konkursie. Przybyły pocztą.
Zapakowane były w szary kartonik, przy czym otwarcie z jednej strony dawało dostęp do cieni, a z drugiej do kartonika z opisem... Taki ekskluzif bajer.
Same cienie mają czarne, matowe opakowanie, które bardzo mi się podoba i wręcz bym je uwielbiała, gdyby nie to, że brudzi się od byle dotknięcia... A wiadomo, że przy robieniu mejkapu człowiek czystych rączek nie ma, więc tu odcisk podkładu, tam jakiś brokat z rozświetlacza i przestaje być estetycznie...



Skład:


Moje kolory to Azure Iris i Golden Iris:


Prezentują się tak:
Tu lepiej jest oddany kolor liliowego...

 
...a tu złotego...


 
Do opakowania dołączono szpatułkę, ale nie powiedziałabym, żeby różniła się jakością od tradycyjnych tanich, targowych szpatułek...
Swatche w mniejszym i większym słonku:



 
Od razu się przyznam, że gdyby nie konkurs, to sama bym ich nie kupiła, choćby miały sprawić, że poleciałby na mnie książę Harry.
No dobra... Dla księcia Harrego bym kupiła, ale w każdym innym przypadku 19 funtów za dwa maleńkie cienie, to jakby...za dużo.
 
Są dobrze zmielone, zwarte - nie pylą i nie osypują się z pędzla.
Kolory są dobrze napigmentowane, chociaż łatwo je "zniknąć" podczas blendowania.
Dobrze się je nakłada i blenduje między sobą - łączenie z innymi kolorami sprawia czasem pewne trudności.
Nie znikają w tajemniczych okolicznościach, ani nie zbierają się w zagłębieniach i zmarszczkach.
 
Złoty jest... złoty, ale żadne tam pospolite i ordynarne brokaty, a lekka delikatna satyna. Liliowy jest matowy. (To mi się zrymowało - mało, że artysta malarz, to jeszcze poeta...)
 
Wytrzymują dzień nie zlewając się w jedną kolorową plamę.
 
Podobają mi się.
Pasuje mi ich konsystencja, nasycenie i przyjemność użytkowania.
 
W kolejnej notce pokaże je w makijażu... :) (A co?! Facet od fizyki w lo mówił, że "podniety należy stopniować"! :P)
 
Czy miałyście już cienie tej firmy?


4 komentarze:

  1. Nie miałam jeszcze styczności z tą firmą, cienie mają totalnie nie moje kolory, ale jestem ciekawa, jak je wykorzystałaś w makijażu :) Wpadnę jutro! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam je dobrze pokazać, więc tylko zestawiłam je razem - nic specjalnego :D
      Ale zapraszam :p

      Usuń
  2. Kolory jak najbardziej moje :D lubię takie delikatne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę intensywniejsze kolory, ale te mi akurat podeszły :)

      Usuń