Obserwatorzy

08.11.2013

Mamowo: Wyprawka dla dziecka - spis przedmiotów potrzebnych (i tych mniej)

...z moim komentarzem.
 
Przed przyszłymi rodzicami, jeszcze zanim dziecko pojawi się po tej stronie brzucha, stoi ogromne zadanie - kompletowanie wyprawki.
W sklepach - zarówno tych stacjonarnych jak i internetowych - jest gigantyczny wybór przedmiotów różnego zastosowania, kształtu, rozmiaru i ceny.
Część jest potrzebna, część zupełnie nie. Część z początku wydaje się "z czapy wzięta", a później bardzo się przydaje, część wydaje się przydatna póki się nie okaże, że jest zupełnie niefunkcjonalna.
 
Sami, jako świeżynki w temacie "rodzicielstwo" poczyniliśmy kilka zupełnie nietrafionych zakupów.
Chciałabym Was przed nimi przestrzec.
 
Oczywiście ostateczny wybór należy do Was - bez sporej części z tych rzeczy nasze mamy i babcie się z powodzeniem obchodziły. I jakoś nas wychowały.
Za to sprzedawca w sklepie będzie Wam wciskał, że wszystkie są absolutnie niezbędne, bo - wiadomo - on chce je sprzedać.
 
Zebrałam spis rzeczy, które wchodzą w skład CAŁKOWITEJ WYPRAWKI potrzebnej na przyjęcie dziecka, kilka na wiek późniejszy, a nawet kilka "niezbędników" dla świeżej mamy.
Podzieliłam je na kategorie, żeby było przejrzyście.
 
Nie zgadzam się na kopiowanie treści tego wpisu i podawanie za swoją pracę w jakimkolwiek innym zakątku internetu. I będę kradziejstwo ścigać.
 
 


Po porodzie - dla mamy:
- wkładki laktacyjne - do stanika, żeby pokarm nie przeciekał. Nie trzeba robić zapasów, bo może się okazać, że pokarmu się nie ma wcale, ale paczkę warto mieć. Taniej, albo w kryzysie - można się ratować zwykłymi wkładkami higienicznymi przeciętymi na pół.
- stanik do karmienia - przydatny w szpitalu, albo kiedy mama krępuje się ściągać za każdym razem zwykły stanik. Ja się na zakup nie pokusiłam - i tak prawie nie miałam pokarmu, a przez kilka pierwszych dni po porodzie piersi były tak wrażliwe, że ledwo mogłam znieść dotyk koszulki.
odciągacz do pokarmu - jeśli mama zamierza wrócić do pracy, albo ma problemy z laktacją. Są ręczne, małe i tanie laktatory, są duże, elektryczne - już znacznie droższe.
Uwaga dla mam z UK: w razie potrzeby można wypożyczyć laktator (należy pytać położną), koszt to około 7 f., sprzęt jest w dobrym stanie, a wszelkie wymienne końcówki dostaje się nowe.
- poduszka do karmienia - czyli tak zwany banan, często mamy kupują go już w ciąży, żeby wygodniej było spać. Tu znów - ja używałam zwykłych poduszek, ale jeśli ktoś ma możliwość tanio kupić, to czemu nie.
- podkłady poporodowe - mam tu na myśli zarówno te rozkładane na materac jak i rodzaj ogromnych podpasek. Wiele mam z tych pierwszych rezygnuje, a w drugim przypadku korzysta po prostu z największych nocnych podpasek - tak też można, ale dla własnego spokoju (zwłaszcza na czas pobytu w szpitalu) warto kupić kilka szt. Niewykorzystane podkłady na łóżko można zużyć podkładając pod dziecko podczas przewijania...


Noworodek:

KARMIENIE:
- podgrzewacz pokarmu - jeden z ułatwiających życie, ale jednak zbędnych gadżetów. Butle z mlekiem równie dobrze można wsadzić do gorącej wody. W podróży natomiast sprawdza się termos z TT - w jednej części trzyma się wrzątek, a do "nakrętki" można go wlać, żeby pogrzać butlę.
- sterylizator - można tanim kosztem wyparzać butelki polewając je wrzątkiem, ale jednak warto zainwestować w sterylizator. Ja używałam go dopóki dziecko nie skończyło roku. Sterylizacja w odpowiednim sprzęcie trwa dosłownie kilka minut, a butelki są tak ułożone, że gorąca para dotrze do każdego zakamarka.
- płyn do mycia butelek - jeśli nie chce się używać zwykłego płynu do naczyń. Uwaga! Wszelkie butelki i smoczki należy bardzo dokładnie wypłukać po użyciu jakiegokolwiek detergentu.
- termometr do mleka - jeśli się nie ufa "badaniu" na nadgarstku lub z zgięciu łokcia, które większość rodziców z powodzeniem stosuje. Mleko musi być ciepłe, ale nie gorące.
- butelki, smoczki, mleko modyfikowane - warto się zabezpieczyć i mieć choć po jednej sztuce na wypadek braku pokarmu. Ja upierałam się, że będę karmić piersią i nie musimy tego kupować - gdy przyszło co do czego Majlord nad ranem jechał do sklepu po mleko. W UK działa całodobowe Tesco, ale w Pl nie polecam tej metody...
- suszarka na butelki - można butelki suszyć na rozłożonym ręczniku, ale wtedy zawsze w środku zostaje trochę wilgoci. Warto suszyć na specjalnej suszarce (lub wkładzie ze sterylizatora), żeby powietrze miało przepływ do środka butelki.
- szczotka do mycia butelek - niezbędna. Najlepiej z końcówką do mycia smoczków.
- termos - możecie wstawać w nocy przed każdym karmieniem (w przypadku karmienia MM), gotować wodę, a później ją studzić, ale można wieczorem nalać ciepłej wody do termosu i mieć w nocy wodę na w sam raz.
- kubeczek do karmienia - plastikowy, z dołączoną rurką - w razie kłopotów z karmieniem piersią dostaniecie go od położnej.


PRZEWIJANIE:
pieluszki - nie poruszam tematu wielorazowych, bo się na nich nie znam. Najlepsze tuż po urodzeniu były pieluszki Huggies, ale producent przestał je produkować. Na cały dalszy czas  sprawdzał się Pampers. W Polsce podobno dobre są Biedronkowe pieluszki DaDa. Oczywiście kupujemy na początek najmniejszy rozmiar.
- chusteczki nawilżane / wata i woda - niezbędne przy przewijaniu. Na początek, przy wrażliwej skórze noworodka, warto się pomęczyć używając do podmywania waty zamoczonej w ciepłej wodzie, ale na dłuższą metę nie jest to wygodne rozwiązanie.
- kosz na pieluchy - jedno z naszych największych rozczarowań. Do takiego kosza wrzucamy brudne pieluchy i skręcamy "w serdelki". Początkowo byliśmy zachwycani, ale... wkład wystarcza tylko na około tydzień, a jego cena jest dość zaporowa. Dodatkowo wcale nie niweluje zapachu, więc można sobie wyobrazić aromaty przy wyrzucaniu raz dziennie takiego serdelka...
- mata do przewijania - plastikowa, składana - niezbędna na spacery. Warto ją po użyciu dezynfekować płynem antybakteryjnym i oczywiście każdorazowo myć.
- przewijak na łóżeczko - niestety, przydatny na dłużej tylko przy małym dziecku. Jeśli dziecko urodzi się duże już około 3-4 miesiąca zaczyna z niego wyrastać. Dla nas to było nieporęczne, bo łóżeczko stało w sypialni, a w dzień korzystaliśmy z salonu. Użyliśmy tego przewijaka może z trzy razy...
- komoda z przewijakiem - to już większy gadżet, wręcz mebel. Dobry, jeśli ktoś dla dziecka przeznacza od razu osobny pokój. W takiej komodzie na górze jest przewijak, a niżej miejsce na wanienkę, pieluchy i regalik na ubrania. Zajmuje sporo miejsca, więc warto się dobrze zastanowić czy będzie się go często używało.


MYCIE / HIGIENA
- pieluchy tetrowe - nawet jeśli zamierza się używać pampersów. Pieluchy tetrowe nie są drogie, ale niezbędne, kiedy dziecko ulewa - łatwiej podłożyć pieluszkę niż wieszać mu na szyi śliniak. Sprawdzają się też lepiej niż ręcznik do wycierania po pierwszych kąpielach.
- aspirator do nosa - obecnie nie stosuje się często - kiedyś popularnych - gruszek. Najprościej używać rurki, której jedną końcówkę wkłada się dziecku do noska, a drugą wciąga powietrze. Niestety trudno to utrzymać w czystości i łatwiej często wymieniać. Na szczęście nie jest drogie.
- nożyczki do paznokci - niektóre mamy czują się pewniej obgryzając malutkie paznokcie, ale małe nożyczki lub obcinaczki też się sprawdzą. Oczywiście należy się z nimi obchodzić ostrożnie.
- płyn do tkanin + proszek - dostosowany dla dzieci. W UK będą to proszki NonBio, w Pl hipoalergiczne. Polecam Fairy i Dzidziusia. Używałam tylko proszku, bo dziecko samo z siebie ładnie pachnie, więc nie trzeba dokładać chemii w postaci płynu.
- kosmetyki do mycia - choć początkowo dziecko można równie dobrze myć wodą.
- sudocrem - lub inny krem na oparzenia,
- ręcznik - miękki, sprawdzają się te z kapturkiem,
- wanienka - do dużej wanny przenosimy dziecko, gdy potrafi już samodzielnie siedzieć,
- fotelik kąpielowy - nie używałam, nie mam - kąpaliśmy dziecko zawsze we dwoje, więc jedno trzymało, a drugie myło. Taki fotelik może się sprawdzić, gdy nie ma kto przytrzymać dziecka, a mama boi się, że sama mokrymi dłońmi nie da rady,
- termometr do wody - polecam tańszy sposób czyli sprawdzanie łokciem. Woda ma być ciepła, ale nie gorąca!
- myjka - są specjalne materiałowe myjki dla dzieci. Przy noworodku sprawdzi się mycie ręką.
- szczotka do włosów - większość noworodków nie ma wielu włosów, można ten zakup odłożyć na później, ALE jeśli pojawi się ciemieniucha coś do wyczesywania będzie niezbędne...
- oliwka / oliwa z oliwek - do smarowania ciała. Zwłaszcza "późniaki" mają problem z przesuszoną skórą. Warto zainwestować w dobrej jakości oliwę z oliwek do smarowania.
- sól fizjologiczna - nie mieliśmy, nie używaliśmy. Aczkolwiek zazwyczaj pojawia się na listach rzeczy niezbędnych do kupienia, a w Polsce łatwo ją dostać. Ja pierwszy raz zetknęłam się z nią, kiedy Lordas miał zapalenie oskrzeli i potrzebował inhalacji.


SPANIE:
- podkład pod prześcieradło - można się obejść bez tego. Wydaje mi się, że każda mama zmienia dziecku pieluchę na tyle często, żeby nie obudzić się z mokrym materacem...
- pościel - przy czym niektórzy nie zalecają podkładania noworodkowi poduszki (my używamy dopiero od niedawna, a Lordas ma 2 lata),
- łóżeczko + materac - łóżeczko najlepsze z regulowana jedną stroną - noworodka łatwiej odkładać, gdy bok jest trochę opuszczony, a kiedy dziecko umie siadać/stać można podnieść bok na całkowitą wysokość.
Co do materacy, to jest ogrom wypełnień. Każdy musi wybrać wg swojego gustu / kieszeni. My mieliśmy najzwyklejszy materac bez udziwnień.
- kocyk - a najlepiej kilka. Warto mieć jeden ażurowy.
- koszyk wiklinowy do spania - dziecko szybko z niego wyrasta, ale dla mnie to niezbędny gadżet. Dziecko łatwiej w nim zasypia, bo ma ciasno wokół, a młoda mama, może mieć go zawsze na oku - każdy wiklinowy koszyk dla dzieci ma "uszy" do noszenia.
- elektroniczna niania - oczywiście niektórzy nie wyobrażają sobie bez niej życia, ale w taniej wersji można równie dobrze położyć w okolicy dziecka telefon komórkowy połączony z drugim, który mama ma przy sobie, ustawionym na tryb głośnomówiący. Oczywiście tylko przy darmowych minutach.
- monitor oddechu - temat dyskusyjny. My poradziliśmy sobie świetnie bez tego, ale ktoś może uznać, że mu to potrzebne, dla własnego spokoju...
- rożek - szkoda kasy na kupowanie - rożek można zwinąć z każdego koca.
- prześcieradło z gumką - jest przydatniejsze, bo dziecko nie ma możliwości go skopać.
 - smoczki dydusie - my nie uznajemy takiego "zapychania" dziecka i użyliśmy tylko raz (od razu wypluł). Pamiętajcie, że od tego trudno dziecko odzwyczaić.
- pozytywka zawieszana nad łóżeczko - noworodek się nią nie zainteresuje, ale niemowlak już owszem. Warto zwrócić uwagę, żeby była dobrej jakości. My dostaliśmy pozytywkę w prezencie i pewnego dnia karuzela zerwała się i spadła na dziecko. Sprawdzajcie ZAWSZE solidność wykonania.

PRZEMIESZCZANIE SIĘ:
- fotelik samochodowy - w UK mama z dzieckiem nie zostanie wypuszczona ze szpitala dopóki położna nie upewni się, że posiadają odpowiedni fotelik. Jest to spory wydatek, ale obecnie można spotkać wózki "w kompakcie" z fotelikiem. Polecam kupowanie od znajomych. Ważne: fotelik nie może być po wypadku.
My mieliśmy taki. Zwracamy uwagę, żeby styropianowe wypełnienie było nienaruszone, żeby szelki miały regulowaną wysokość, żeby miał dodatkowe poduszeczki (noworodek nie jest w stanie utrzymać główki, a ona nie może "latać"). Dodatkowo szelki powinny mieć materiałowe osłonki.
- wózek - chyba najbardziej kosztowna rzecz w wyprawce - jak wyżej: polecam kupić od znajomych / rodziny / na aukcjach internetowych / carbootach.
Niektórzy rodzice rezygnują z głębokiej gondoli na rzecz wożenia dziecka właśnie w foteliku samochodowych (trzeba mieć specjalne przejściówki) - jest to w wielu przypadkach wygodniejsze, ale ogólnie uznane za niezdrowe dla dziecka.
Wybierając wózek sprawdzamy czy jest bezpieczny, solidnie wykonany, czy wszystkie zaczepy trzymają się bez problemu, czy są szelki (to już w wózku dla dziecka siedzącego - szelki można dokupić).
Można kupić wózek 3 albo 4 kołowy, na dużych albo małych kołach - zależnie od tego po jakiej powierzchni będziemy się poruszać.
Tu widać nasz - jest bardzo ciężki, więc nie polecam jeśli trzeba by go wnosić po schodach, ale jest bardzo solidny, dobrze zrobiony, przejedzie po każdym gruncie.
- torba do wózka, folia, śpiwór, moskitiera, parasol - obecnie są na wyposażeniu większości wózków.
- nosidełko na ramiona lub chusta - u nas nosidełko się zupełnie nie sprawdziło - szelki nie trzymały się na ramionach, tylko zsuwały i całość nie była bezpieczna.
Co do chust się nie wypowiem - nie miałam nikogo, kto by mi pokazał jak jej używać, a sama wolałam nie kombinować.


UBRANIA:
- kombinezon lub kurtka/ płaszczyk - jeśli dziecko ma się urodzić zimą. Jako mama nie mogłam się oprzeć kombinezonom - zwierzaczkom, więc nasz Lordas był przebierany za mysz... Kombinezon jest wygodniejszy u tak małego dziecka, bo macie pewność, że z żadnej strony mu nie zawiewa...
- śpioszki, body, pajacyki - body z krótkim i długim rękawem + pajacyki na chłodniejsze dni - polecam mieć spory zapas, bo małe dziecko łatwo się brudzi (ulewa, sika i strzela kupą na 3 metry)
- czapki, rękawiczki - na sezon jesienno-zimowy + tzw. "niedrapki", które zakłada się dziecku tuż po urodzeniu, żeby się nie podrapało.
- sweterki / bluzy, bluzeczki na krótki rękaw,
- spodenki, rajstopki, skarpetki - ubrania z naturalnych materiałów, niezbyt ciasne.
Warto kupić kilka szt. z najmniejszego rozmiaru, a kilka z nieco większego - nigdy nie wiemy jak duże dziecko się urodzi i trzeba być przygotowanym.
Nie ubieramy latem dziecka w kurtkę. Jemu też jest gorąco!
Ilość sztuk poszczególnych rzeczy zależy od tego jak często macie zamiar dziecko przebierać i robić pranie. Ja miałam swojego rodzaju manię na tym punkcie i przebierałam dziecko po każdym wyjściu. Do prania wędrowało wszystko w co był ubrany czyli od bodziaka do kurtki. Do tego dwa razy w tygodniu zmieniałam pościel i kocyki, raz w tygodniu pranie materiałów wyścielających wózek. Również robiłam generalne pranie po każdej wizycie u lekarza / w szpitalu - wtedy do prania wędrował też materiał z fotelika samochodowego i buciki ;)
Obecnie dowiedziono, że pranie w niskich temperaturach sprzyja namnażaniu bakterii, ALE w wyższych ubranka bardzo szybko się niszą, mechacą i rozciągają. Jeśli upieramy się przy delikatnym praniu w 30 st. - należy wyprasować ubrania.
Spotkałam się raz z opinią, że kupować ubrania dla dziecka w lumpeksie to wstyd - większej bzdury w życiu nie słyszałam. Moja mama zaczęła robić ubraniowe zapasy jak tylko dowiedziała się, że będzie babcią i przysłała nam dwa ponad dwudziestokilogramowe kartony ubrań. Miałam w czym przebierać i mogłam sobie pozwalać na zmienianie kurteczki po każdym spacerze. Pamiętajmy, że młodzi rodzice dostają ogrom ubrań od rodziny / znajomych - niektóre nietrafione rozmiarem czy nie dostosowane do pory roku. Sama mam pełno takich, których Lordas nawet raz nie miał ubranych. W lumpeksach można znaleźć ubranka dla dzieci nowe z metkami - po praniu i prasowaniu, to żaden wstyd.
Trzeba być ekologicznym ;)

Niemowlak:
- chodzik - NIE POLECAM. Lordas był leniwy w kwestii ruchu i mając 8 miesięcy nawet nie przewracał się na boki (nie to, że nie umiał - umiał i czasem mu się zdarzyło, ale generalnie wolał leżeć i patrzeć w sufit). Do chodzenia (ani raczkowania) też się nie brał - skusiliśmy się na chodzik. BŁĄD, BŁĄD, BŁĄD. Szybko załapał i stał się mobilny, więc już zupełnie nie wykazywał chęci do samodzielnego stawiania kroków - podpełzywał lekko w stronę chodzika i płakał tak długo, aż go do niego wsadziliśmy. Z perspektywy czasu już wiem, że to tylko opóźniło jego chodzenie.
Mało tego - w pewnym momencie zaczął się bardzo w nim wychylać na boki, a także odchylać do tyłu - kiedyś, przy mojej chwili nieuwagi, bo tego dnia jechaliśmy do Polski i pakowałam rzeczy, tak się odchylił to tyłu, że grzmotnął o posadzkę.
Pierwszy raz w życiu tak się wtedy bałam - zrobił się lejący, dosłownie leciał mi z rąk i tak przeraźliwie płakał. Zaczął od tego płaczu zasypiać, a ja byłam tak przerażona, że zapomniałam, że to jego pora snu i myślałam, że mdleje... Szybki telefon do Majlorda, który rzucił pracę jak stała i jechał z nim na wariackich papierach do lekarza - za parę godzin mieliśmy ruszać w podróż, a tu nie wiadomo co z dzieckiem.
Na szczęście tylko nas wyśmiali, że dziecko sobie nabiło guza, a u nas pełna panika.
To był ostatni podryg chodzika i więcej go u siebie nie chcemy.
- mata edukacyjna - im bardziej kolorowa, tym lepiej. Uwaga, żeby muzyka nie była zbyt głośna i żeby całość nie miała małych elementów. Matę kładziemy na podłodze, NIGDY na łóżku!
- gryzak do owoców - kiedy zaczynamy wprowadzać stałe pokarmy bywa pomocny. Do siateczki ładujemy soczysty owoc (truskawka, kawałek arbuza), zakręcamy, a dziecko wysysa sok bez możliwości zadławienia.
-bujaczek - leżaczek - dla mnie nieoceniony. Miałam dwa - w salonie i w kuchni. Zajmuje dziecko na kilka chwil, więc można w tym czasie pozmywać albo zrobić sobie kanapkę.
Zawsze zapinamy dziecko pasami
- krzesełko do karmienia - dalszy etap. Zwracamy uwagę, żeby miało regulowane oparcie i wysokość, lepiej jeśli ma stoliczek - dziecko szybciej się uczy jeść, kiedy może samo podłubać w misce.
- mata z przyssawką na miseczki - silikonowa, przyczepiana do stolika, która ma chronić miskę przed wylądowaniem na ścianie. Moje dziecko nauczyło się ją odklejać w 15 sekund - całkowicie zbędny wydatek.
- śliniaczki - konieczne przy nauce jedzenia, wprowadzaniu nowych pokarmów i ząbkowaniu (dziecko wtedy mocno się ślini). Odradzam plastikowe "kaftaniki", które mają chronić tułów i rękawy przed zabrudzeniem - nieporęczne i dziecko czuje się w tym jak w zbroi.
- grzechotki, kolorowe zabawki, materiałowe książeczki - zwracamy uwagę na solidność wykonania, na rodzaj użytych materiałów i na to czy zabawka nie ma luźnych drobnych części, które mogłyby się oderwać. Zabawki (zwłaszcza te na baterie) nie powinny być zbyt głośne.
- skarpetki z pamperkami -idealne, kiedy dziecko uczy się podnosić nóżki. Można kupić specjalne np. w internecie, a można do zwykłych skarpetek doszyć małe maskotki, które zainteresują dziecko.



 
Jejku - tak długaśnej notki chyba tu jeszcze nie było.
Podziwiam jeśli ktoś dotarł do końca.
 
 


8 komentarzy:

  1. Czytałam z wielkim zaciekawieniem i dotarłam do końca :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo :D
      Myślałam, że nikomu się to nie uda :)

      Usuń
  2. :D jeszcze nie planuję posiadania potomstwa, ale dobrze wiedzieć, tak na przyszłość, co warto kupować a co jest tylko chwytem marketingowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, warto poczytać, albo popytać znajomych - ceny dziecięcych rzeczy zabijają, a niektóre są zupełnie do niczego...

      Usuń
    2. Ceny zabijają i to jak!

      Usuń
    3. Weź... I później się dziwią czemu się mało dzieci rodzi... A cena mleka modyfikowanego - 40 zł...starcza na tydzień... ;/

      Usuń
  3. Czytalam i nawet sieprzy tym nie nudzilam.
    Lubie Twoje posty tego typu:)
    A dzidziusia nie planujemy ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Cieszę się, że dobrnęłaś :D

      A dzidziusie czasem się same w życiu planują... Tak czy owak warto wiedzieć :D

      Usuń