Obserwatorzy

19.11.2013

Elemental Herbology, Detox - Botanical Bathing Infusion


Pokaże Wam dziś produkt o którym nie sądziłam, że się tu kiedyś pojawi... Po prawdzie nie sądziłam nawet, że kiedykolwiek go otworzę i zacznę z niego korzystać...
Wygrałam go w pewnym konkursie i niezbyt mnie ucieszył (bo chciałam wygrać coś innego), nawet kiedy dotarł się nim nie zainteresowałam - przeczytałam nazwę, olałam ulotkę i skład i odstawiłam go na półkę...
Powód jest prosty - jest to produkt do kąpieli, a ja baaaardzo rzadko wyleguje się w wannie. Wolę prysznic, bo szybciej i wygodniej...
Ostatnio jednak naszła mnie ochota na długie moczenie tyłka, więc przypomniałam sobie o tym dziwaku.
 
Butelka przypominająca syrop raczej nie zachęca:
 

Wreszcie zerknęłam na skład i okazało się, że to nie jakiś mendelejowy zbierak, tylko mieszanina różnych olejków.



Trudno uchwycić skład z okrągłej butelki, więc przeklejam:
 
Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil *,Prunus Persica (Peach) Kernel Oil*, C12-13 Pareth-3 Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil*,Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil*, Juniperus Communis Fruit Oil*, Pelargonium Graveolens Flower Oil*, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Citral*, Geraniol*, Citronellol*, Limonene*, Linalool*.
 
Wprawdzie w kwestii składów się nie wypowiadam, bo się nie znam, ale ilość olejków imponuje.




Należy wlać 2-3 korki produktu do wanny pełnej wody i cieszyć się kąpielą...
Tak zrobiłam.
Czułam się trochę dziwnie, bo nie jestem przyzwyczajona do olejków w kąpieli, a na wodzie pływały tłuste oka i czułam się jak w rosole...
Skóra też szybko oblepiła się olejem - co było całkiem przyjemne (zero zacięć przy goleniu nóg - pierwszy raz w życiu).
 
Zapach jest bardzo intensywny - dla mnie zbyt nużący. Najbardziej mi przypomina eukaliptusowe cukierki na gardło - utrzymywał się w łazience jeszcze następnego dnia, ale ze skóry zniknął prawie od razu po wytarciu.
 
Trzeba po użyciu wymyć wannę - ja się rozleniwiłam, uznałam, że jak z większego ją opłuczę, to Majlord nie zauważy... O matko, jego wrzask był słyszalny chyba nawet w Polsce :D
 
150 ml kosztuje 20 funtów i nie wiem czy to jest dużo czy mało, bo w tego typu produktach "nie siedzę". Sądząc po składzie, to adekwatnie, ale taki ludek jak ja, który długie kąpiele bierze raz na kwartał, uzna to za zbędny gadżet.
 
Wg producenta "pomaga zredukować zastój płynów w organizmie, pobudza krążenie i eliminuje toksyny, jednocześnie dodając energii i ożywiając"
Czy płyny ruszyły, a toksyny wyszły nie mam jak sprawdzić (sprytne), z moim krążeniem wszystko w porządku, a co do energii... spałam później jak zabita.
 
Skóra po użyciu była mięciutka i nawilżona, ale efekt nie utrzymał się długo - może gdybym stosowała regularnie, to jakieś zewnętrzne korzyści też by miało...
Wg ulotki można tego używać też podczas prysznica, ale ta forma mnie nie przekonuje (smarować się olejem zamiast myć?)
 
Ogólnie chyba go zużyję, choć pewnie zejdą mi na tym ze dwa lata...
Mimo mocnego zapachu i wrażenia oblepienia, kąpiel była przyjemna - odprężająca i dobra dla skóry.
 
Używacie tego typu produktów, czy - jak ja - traktujecie jak dziwactwo?


6 komentarzy:

  1. Ciekawy produkt,szczerze powiedziawszy myślałam,ze detoks zaczyna się od środka:)

    OdpowiedzUsuń
  2. jak mialam wanne to stosowalam takie olejki-teraz wanny brak to i olejki poszly w odstawkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie wanna przez większość czasu może nie istnieć, ale jak mi się zachce, to musi być :D

      Usuń