Obserwatorzy

11.11.2013

Dr.Hauschka - Melissa day cream

Wiecie, że zmagam się z tragicznie sucha cerą - parę dni zaniedbania i skórę mam tak ściągniętą, że boję się, że popęka, kiedy się poruszę.
Dotąd wystarczały mi kremy, które znajdowałam w Tesco... ale jakiś czas temu wpadł mi w ręce ten krem:
 

Trochę czekał na swoją wielką chwile, bo u mnie wszystko ma swoją kolejność, a miałam zapas innego...
Początkowo trochę zniechęcała mnie metalowa tubka - kojarzyła mi się z maścią z apteki i niekoniecznie było to miłe skojarzenie. Ale ostatecznie to tylko opakowanie...


W końcu się przyzwyczaiłam, chociaż trochę mnie irytowało, że nie mogę go postawić w łazience, tylko musi leżeć taki pogięty...


Skład - na tym się nie znam - ale widzę dużo olejów:


Od wejścia pewność, że nikt nie macał:


Krem nie jest wcale tłusty, ma lekką konsystencje, łatwo się rozprowadza.
Tubka wystarczyła na równy miesiąc (z kalendarzem w ręku) - nakładałam na raz porcję wielkości dwóch ziarenek groszku (wystarcza na całą twarz).
Jest jasnożółty i genialnie pachnie cytrusami - w to mi graj - kojarzy mi się z kremem do rąk, którego kiedyś używała mama, ale zapach ten nie jest ani trochę chemiczny.


Właściwie za sam zapach mogłabym go pokochać, ale poza tym wchłania się w pół chwili i nie pozostawia po sobie żadnego irytującego filmu...


Mimo, że w związku z potwornym zapryszczeniem jakiś czas temu zmieniłam pielęgnacje dodając kilka z założenia mocno wysuszających czyścideł - po rozpoczęciu stosowania tego kremu sytuacja nie zmieniła się na gorsze.
Tzn. nie mam zamiast skóry Sahary - czego się spodziewałam. Wręcz przeciwnie: cera jest nawilżona, gładka, powiedziałabym, że ideał.
Udało się też powstrzymać atak zmutowanych pryszczy, więc wnioskuje, że ten krem się do ich powstawania nie dokłada.
 
Byłby moim absolutnym faworytem, bo uważam go za kremową miłość życia, ale...cena.
O to się zazwyczaj w życiu wszystko rozbija.
Koszt tego kremu, to około 25 funtów... Mogłabym uznać, że warto skoro ma się po nim buzię jak niemowlak, ale za równowartość jednej takiej tubki mogłabym sobie kupić kolejną różdżkę, a za roczny zapas nawet replikę Nimbusa 2000... (chociaż Majlord by powiedział, że to nowa wanna, albo kafelki do remontu łazienki) Trzeba mieć priorytety ;)
 
Być może, kiedy już kupię wszystkie różdżki, które chce... i nawet zdobędę Nimbusa, a także trafi się jakaś większa promocja - pomyślę o regularnym używaniu tego kremu.
Tymczasem Wam serdecznie polecam jeśli cena Was nie zraża...
Warto.
 
Miałyście może ten krem, albo coś tej firmy?
Bo dla mnie była - przed tym kremem - zupełnie nieznana...


6 komentarzy:

  1. Swojego czasu przerobiłam większość oferty z Dr. Hauschki i mnie najbardziej pasuje krem z płatków róży oraz balsam do ciała też o zapachu różanym. Bardzo lubię do nich wracać, służą mojej skórze a to dla mnie jest priorytet :)
    Tego kremu akurat nie miałam, tzn. wariantu jaki opisujesz, ale wierzę Ci na słowo, że zachowuje się w taki sposób jak opisałaś :) Tym bardziej, że wersja z płatków róż, to jeden z przyjemniejszych kremów dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemuż mnie nie dziwi, że miałaś różany? :D
      Może ja też kiedyś do niego wrócę, ale póki co cena zbyt zaporowa, żeby go używać dzień po dniu i miesiąc po miesiącu...

      Usuń
    2. :))) ale wybierałam go z innego powodu niż zapach. Jakoś tak wyszło :D
      Muszę odszukać stronę, gdzie czasami Hauschka jest w świetnych cenach, podeślę Ci linka.

      Usuń
  2. ja mam różany i także ta tubka mnie irytuje :D jest taka brzydka jak maść :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa... Póki cała, to jeszcze, ale przy dłuższym używaniu wygląda strasznie...

      Usuń