Obserwatorzy

28.08.2013

Maybelline, Super Stay 10h Tint Gloss - Forever Coral

Odkąd odkryłam tinty jestem zakochana w tego typu produktach do ust.
Zawsze usta traktowałam po macoszemu, ewentualnie maziałam pierwszym lepszym błyszczykiem - teraz szminka to podstawa przy każdym wyjściu.
 
Wokół tego tinta długo krążyłam, ale wydać na niego 9 funtów średnio mi się widziało, bo czytałam o nim marne recenzje...
W końcu nadszedł Dzień Kobiet i PRZYPADKIEM wysłałam Majlorda do sklepu z listą i maleńką prośbą, że gdyby chciał i gdyby był tak miły, a także gdyby przypadkiem przechodził przez ten dział, to czy by mógł, bo jest taki specjalny dzień?
Mógł :D
 

Chciałam mocną czerwień, więc wybrałam nr 410 - Forever Coral. Kolor, który znajdziemy w opakowaniu sugeruje nakrętka.
Tint ma dość pękate opakowanie, ale jest bardzo poręczne i estetyczne. Napisy nie ścierają się po paru użyciach.



 
Skład znajdziemy na rozkładanej nalepce umieszczonej na nakrętce:


Ma lekko wygięty aplikator w kształcie ust, który ma ułatwiać nakładanie. Przyznam się uczciwie, że pierwszy tydzień jej użytkowania spędziłam zastanawiając się jak u licha mam tym czymś sprawniej nałożyć pomadkę?
Wreszcie odkryłam, że bardziej nachylona stroną maluje się dolna wargę, a odwrotną górną - odkąd to opanowałam żyje mi się lepiej, bo to rzeczywiście ułatwienie.
Gąbeczka jest duża i mięciutka, nabiera odpowiednią ilość produktu, a nadmiar pozostaje otarty o brzegi buteleczki.


Na dłoni wygląda tak:

 
Sprawia wrażenie transparentnego, ale dokładnie pokrywa usta i nadaje im krwisty, intensywny kolor.
Ma przyjemny zapach - przypomina mi słodki syrop na kaszel z dzieciństwa, smakuje lekko słodko.
 
Na ustach wygląda tak:
 
 
 
A więcej jej zdjęć w akcji znajdziecie TUTAJ.
 
Początkowo, po jej nałożeniu czułam mocne mrowienie ust, które ustępowało po kilku minutach, teraz już nie zwracam na to takiej uwagi. Tint po nałożeniu wygląda jak błyszczyk, ale podczas tego mrowienia "wżera się" w usta i efekt robi się ciekawszy.
 
Trochę podkreśla suchości, więc należy zadbać o usta przed jej nałożeniem.
 
Wytrzyma na ustach kilka godzin - przy czym nienaruszona tylko około dwóch, ale ślad po niej zostanie do około 5 godz. od nałożenia.
Lekki posiłek przetrwa, ale całego obiadu nie.
Niestety - muszę jej zarzucić nierównomierne ścieranie. Dalekie wspomnienie koloru zostaje na całości, ale miejscami (zazwyczaj tam, gdzie były jakieś "zadziorki") kolor się zbiera i zostaje bardzo intensywny - wygląda się wtedy jakby się wypiło wiadro krwi i zapomniało się oblizać. Niezbyt ciekawe zakończenie.
 
Ogólnie ją polubiłam i ten kolor zużyje z przyjemnością, ale na resztę się raczej nie skuszę - za taką cenę mogę kupić produkt, który będzie schodził na raz, a nie nieudolnie udawał, że wciąż jest na miejscu.
 
 


10 komentarzy:

  1. Ja osobiście go uwielbiam :) jest wydajny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Tym smakiem trochę mnie przeraziłaś... Bez nostalgii wspominam te syropki na kaszel z dzieciństwa. ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest bardzo tragiczny :d Da się przeżyć :)

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o moje usta, to właśnie traktuje je jakims balsamem albo błyszczykiem. Tint jest mi nieznanym [praktycznie] produktem i jakoś nie jest mi śpieszno, aby takowy wypróbować. ;)
    Ta czerwień mi sie podoba, szkoda tylko, że wysusza i się zbiera.

    Pozdrawiam,
    Klaudyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować - może Ci podejdzie efekt :)
      Niekoniecznie tego, bo drogi, ale są tańsze tinty np. Bell :)

      Usuń
  4. Super kolor :)
    Obserwuję

    http://mimblox.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie lubię i nie używam, poza tym nie dla mnie takie odważne kolory na ustach..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają chyba jakieś zwyklejsze kolory :p

      Usuń