Obserwatorzy

03.07.2013

Garnier, Fresh Essentials - krem nawilżający z wodą winogronową

Kolejny z kremów, który wpadł mi w ręce, gdy mojego ulubionego akurat na półce nie było.
Uznałam, że też Garnier i przecież opakowanie - poza kolorem - niemal identyczne, więc jaka może być różnica?
 
Ano może.
 

Krem zapakowany jest w solidny kartonik. Wewnątrz znajdziemy słoiczek z grubego plastiku - tym razem w kolorach zieleni. Ma pojemność 50 ml.



 
Krem jest lekko zielony - dosłownie odrobinka zieleni w morzu bieli. Bardzo ładnie, słodko pachnie.
Jest lekki, łatwo się rozprowadza po buzi i niewiele go trzeba na jedno użycie - starcza na długo.



O ile jego różowy brat spisywał się świetnie o tyle ten... niekoniecznie.
W sumie nie mogę mu wiele zarzucić w kwestii nawilżenia - moja cera nie była po nim masakrycznie sucha i podkłady się nie warzyły.
Niestety - o ile różowy wchłania się niemal natychmiast - o tyle ten zostawia na buzi tłustą warstewkę. Jest to o tyle irytujące, że ona nie znika - zostaje na twarzy przez kilka kolejnych godzin warstwa przypominająca ni to bazę silikonową ni to masło.
Tak mnie to irytowało, że czekałam pół godziny, a później maszerowałam wycierać to co zostało ręcznikiem.
 
Zauważyłam też, że wyskakiwało mi po nim znacznie więcej niespodzianek - po różowym tego nie ma.
 
Już do niego nie wrócę, ale różowemu pozostaję wierna :)

2 komentarze:

  1. Ja też ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad powrotem do różowego. Używam teraz takiego 'niby' całkiem naturalnego kremu, a mam wrazenie, jakby moja cera stała się przy nim znacznie gorsza pod względem ilości wyskakujących syfów! A tak poza tym - ohydne ma to opakowanie ten zielony Garnier...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Takie samo jak różowy tylko kolor inny :p

      Usuń