Obserwatorzy

28.07.2013

L'Oreal, Dermo Expertise, Gentle make-up remover

 
Najwyższy czas przybyć z recenzją tego płynu, bo niedawno go zdenkowałam.
Nie mam absolutnego faworyta w dziedzinie zmywania makijażu, więc stale w sklepie sięgam po co bądź (czyt. na co akurat jest promocja).
 
Ceny tego już nie pamiętam - około 3 funty za 125ml.
Butla plastikowa, przezroczysta, solidna.
 

 
Zatyczka jest na klik, ale szczególnie nią nie machałam, więc nie powiem na pewno czy by się w podróży nie wylała.



Płyn jest bezbarwny, lekko, przyjemnie pachnie.
Nie jest tłusty - przypomina wodę.
Bez problemu radzi sobie ze zmyciem podkładu, różu, cieni i tuszu. Nie podrażnia oczu, nie szczypie, nie piecze.
Za to zupełnie sobie nie radzi ze zmywaniem eyelinera - potrafi zrobić bardzo efektowną pandę, od oka aż po wąs.
 
Jest wydajny, bo przez swoją rzadka konsystencje wystarczy niewielka ilość, żeby pokryć wacik.
Dzięki temu, że jest taki wodnisty nie zostawia na oku tłustej warstwy (nie znoszę!) i tej okropnej mgły, która zostaje po dwufazowych płynach.
 
Niczego sobie produkt - gdybym nie miała potrzeby zmywać linera, to chętnie bym do niego kiedyś wróciła.

26.07.2013

Makijaż w stylu Rosalie

Być może pamiętacie, że w jednej z notek z recenzjami produktów z wampirze kolekcji Essence wspomniałam, że podziwiam makijaż Rosalie z jednego z filmów.
Wprawdzie widziałam ją tylko raz czy dwa, a do tego krótką chwilę, a pamięć do szczegółów mam zerową, ale próbowałam go odtworzyć.
 
Wydaje mi się, że to były takie kolory, ale równie dobrze w filmie mógł być szaro-bury.
 
W sumie jestem z niego zadowolona, choć długo przeleżał czekając na swoją kolej...
 
Wybaczcie jakość zdjęć - postanowiłam je wyostrzyć w programie graficznym i - oczywiście - wyszło gorzej niż przed obróbką. Spostrzegłam prawie rychło w czas - dwa ostatnie są już bez wyostrzania...
Więcej nie będę łap pchać, gdzie mnie nie chcą! :)
 
 









O ile dobrze pamiętam wszystkie cienie na oku to sypkie pigmenty NYX.

25.07.2013

KKCenterhk - JOJO Stereo Feminine Blush - makijaż

Róż recenzowałam tutaj, a kupić go możecie tutaj.
 
Planowałam makijaż w stylu pin-up. Yhhm... planowałam... Bo wyszło jak zawsze.
 
Przynajmniej kreska mi ładnie wyszła. W każdym razie na jednym oku.
No i udało mi się uchwycić efekt jaki daje róż JOJO.
To już więcej niż zazwyczaj :)
 
 










Lubicie takie klasyczne makijaże?

23.07.2013

KKCenterhk, JOJO Make up - Stereo femine blush w kolorze "Salmon pink"

Kiedy odezwała się do mnie firma KKCenterhk od razu się ucieszyłam. Zaproponowano mi, żebym wybrała sobie coś do testów. Odrzuciłam sztuczne rzęsy, bo nie za dobrze mi idzie ich montowanie, po chwili zastanowienia i obejrzeniu dokładnie wszystkiego padło na róż.
 
Dokładnie TEN.
 
Dotarł dość szybko jak na paczkę idącą z drugiego końca świata i był dobrze zabezpieczony w bąbelkowej kopercie i dodatkową warstwą bąbelkowej folii.
 
Sam róż zapakowany był w sztywny kartonik:
 

 
Na spodzie ma nazwę i numer, ale brak składu:


 
Całość to czarne plastikowe opakowanie z przejrzystą szybką.
Jestem zadowolona, bo akurat takiego koloru mi brakowało, a bardzo taki lubię... :)

 
Od spodu jest "drugie dno", gdzie można znaleźć maleńkie lusterko i pędzelek. O ile pomysł z lusterkiem jest cudowny, o tyle pędzelek do nałożenia różu się nie nadaje zupełnie (przynajmniej wg mnie).
 

 
Kolor to bardzo delikatny, lekki, całkowicie matowy jasny róż:



 
A na dłoni prezentuje się tak:




Róż jest miękki i bardzo pyli przy próbie nabrania na pędzel - bardzo mi to przeszkadza, bo wszystko wokół robi się różowe.
(Aczkolwiek zdążył mi już spaść i się nie rozkruszył.)
Jest dobrze napigmentowany i łatwo przenieść kolor z opakowania na buzię.
Ma skłonność do robienia plam i placków, dość trudno go wycieniować już po nałożeniu - dlatego trzeba bardzo uważać, żeby od razu nie pacnąć za dużo.
Wytrzymuje na policzkach w nienaruszonym stanie kilka godzin.
 
Nie wymagam od różu dużo - ma mieć ładny kolor i trzymać się na policzkach, tak, żebym nie musiała go poprawiać. Ten moje oczekiwania spełnia. Prawdopodobnie - przez skłonność do pylenia - nie będzie zbyt wydajny (już jest spore wgłębienie), ale żadnego problemu mi to nie robi, bo nigdy nie udało mi się różu choć w połowie zużyć nim się popsuł.
 
W następnej notce pojawi się makijaż z jego udziałem :)
 
Znacie KKCenterhk? Robiłyście już u nich zakupy?


16.07.2013

Clubworks, Eye Palette - niebieski zestaw cieni do oczu z Superdruga

Cienie te wygrałam w zeszłym roku w jednej z angielskich gazet.
Od tamtej pory na nią nawet nie patrzę, gdy mijam półki z prasą.
Po pierwsze - wygrałam 3 rzeczy, a przyszła jedna. Po drugie - po moim mejlu z pretensjami dostałam drugą, trzeciej nie zobaczyłam nigdy.
Cienie były wrzucone w kopertę bez jakiegokolwiek zabezpieczenia, a gdy listonosz wsunął je w drzwi i klapły o podłogę, byłam pewna, że nie będę miała czego zbierać...
Jakoś przetrwały, więc dla smaczku dodam, że wygrałam paletkę z zielonymi cieniami. Dostałam niebieskie. Może to komuś nie robi różnicy, ale mi tak. W zielonych wyglądam przyzwoicie, w niebieskich jak Kleczkowska.
Ano, bywa...
 

Cieni jest 5, wielkość standardowa. Całość zamknięta w plastikowej paletce, ma srebrne napisy (które się bardzo szybko ścierają). Nie używam ich zbyt często, ale solidne to to nie jest...




Kolory samych cieni są skomponowane tak, żeby zrobić cały makijaż oka - jest i biel pod łuk brwiowy i czerń, gdyby się człowiekowi zachciało smokiego...
Wszystkie poza tym pastelowym niebieskim są z brokatem.
 
Swatche:
 


 
Przyznacie, że jakość nie jest tragiczna jak na bardzo tanie cienie.
Są miękkie, dość pylą przy nakładaniu, kolor na powiece jest intensywny, ale przy próbie blendowania potrafią znikać...
 
Skład:



Nie używam ich.
Chciałam - mimo efektu Elżuni. Ale chcieć nie zawsze znaczy móc...
Nie znam się na składach i nie mam zbyt wrażliwych oczu. Miałam w życiu multum cieni i żadne mnie nie uczuliły, ale te...
Po kilkunastu/kilkudziesięciu minutach od nałożenia na powieki oczy zaczynają potwornie piec, uczucie jest jakby ktoś nasypał mi do nich piasku.
Zmycie niestety nic nie daje - po każdym użyciu (dawałam im szanse!) kilka kolejnych dni (!) to koszmar - oczy łzawią, swędzą, pieką i są czerwone jak u królika.
 
Być może nie wszystkich by uczulały, ale - tak jak pisałam - nie mam wrażliwych oczu i wcześniej mi się to przy cieniach nie zdarzało.
 
Ja już do nich nie wrócę, trafiły na dno kufra.
Niby darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda, ale jest jak jest.
 
Chętnie oddam (jeśli ktoś się nie boi i to jego kolory!) - lekko macane.

14.07.2013

Olej kokosowy

Kiedy zaczęłam olejować włosy sięgnęłam po olej migdałowy - przeczytałam gdzieś nawet, że jest przeciwłupieżowy. A taka figa! Kilka użyć i nie mogłam pochylić głowy, żeby nie mieć wrażenia, że pada śnieg! Wiosną.
Czym prędzej go wykończyłam, tu i ówdzie PRZYPADKIEM mi się trochę wylało i pozbyłam się go bez żalu.
 
Tym bardziej, że czekał na mnie już olej kokosowy, który dostałam na Walentynki.
 

 
Mój jest akurat z firmy The Groovy Food i został kupiony w Tesco. Duży słój kosztuje 8 funtów.
Właściwie firma nie jest istotna - ważne, żeby olej był tłoczony na zimno i z tłoczenia pierwszego.
 
Widywałam też olej w butelce, ale dla mnie to poroniony pomysł, bo olej ma formę stałą. Fakt - ostatnio w Anglii mamy falę upałów i nawet mój zamienił się w płyn, ale ogrzewanie butli przed każdym użyciem to nadkładanie roboty.



 
Olej ma (w formie stałej) biały kolor, a jako płyn jest przezroczysty. Jest miękki i łatwo się rozpuszcza w dłoniach.
Pachnie tak, że nawet partia pieczonych właśnie kokosanek przy nim wydaje się bezzapachowa.
 
Ja nakładam go tak, że wyjmuję solidną łyżkę produktu, a później skubie z niej po trochu, ogrzewam w dłoniach i wtedy rozpuszczony olej nakładam na włosy.
Łatwo się rozprowadza i na długie włosy łyżka stołowa jest w sam raz.
Teraz w wersji płynnej niezbyt mi odpowiada babranie się w nim, więc odkładam olejowanie na czas gdy człowiek się nie będzie topił (razem z olejem).


 
A jak działanie?
A tak, że ja już innego oleju szukać, ani próbować nie mam zamiaru!
 
Po pierwsze - zero łupieżu, co przy mojej głowie jest niemal cudem.
Po drugie - włosy błyszczą już z daleka.
Po trzecie - są mięciutkie.
 
Po prostu wyglądają zdrowiej!
 
Mój absolutny faworyt.
 
A Wy... Poznałyście już kokosowy olej?

13.07.2013

Cosmopolitan Beauty Expert - Blend Perfection Sponge

Wiele z Was kusiło różowymi jajami na swoich blogach... Może bym się i oparła, ale odkryłam, że można je dostać w Tesco i babska natura zwyciężyła - trafiło na moją listę prezentową.
Skoro trafiło, to je dostałam :D
I mam...
 
Użytkuje je już ponad pół roku, więc recenzja będzie rzetelna. Wprawdzie cudem jest jeśli w tygodniu pomaluje się więcej niż 3 razy, ale swoje już zaobserwowałam.
 


 
Jak wiecie (lub nie) trwają spory które jajo było pierwsze - Cosmopolitan czy BB. W wielu miejscach czytałam, że pierwsze było jajo, które ja posiadam. Jestem skłonna w to uwierzyć, bo to by tłumaczyło "zwykły" kształt BB.
 
Jajo to nic innego jak wyprofilowany kawałek twardej gąbki. Przypomina bardzo gąbki do makijażu z Rossmanna - jest bardzo zbite, a pory w nim są (na sucho) wręcz niewidoczne.



Jego zwężający się kształt jest zaprojektowany tak, żeby idealnie nałożyć podkład - stożkowatą końcówka można dotrzeć do skrzydełek nosa i pod oczy, a grubszą oblecieć resztę twarzy.
 
Jajo przed użyciem należy nasączyć wodą i dokładnie odcisnąć - wtedy powiększa się nawet 3 krotnie i mięknie.

 
A jak z działaniem? Czym się różni podkład nim nałożony od tego nałożonego np. pędzlem?
Ja widzę dużą różnice, bo mój pędzel ostatnimi czasy zaczął potwornie smużyć - nałożenie nim równo podkładu jest wręcz niemożliwością. Za to jajo nie zostawia smug - podkład delikatnie się nim wklepuje, więc jest równo i estetycznie.
 
Nie "zjada" podkładu, a przynajmniej nie więcej niż zwykła gąba.
 
Jajo należy prać po każdym użyciu - przyznam szczerze, że zazwyczaj robię to dopiero po powrocie (z tego miejsca do którego się malowałam), albo wręcz następnego dnia - jeśli mi się w porę nie przytomni.
Dobrze się spiera, ale przy niektórych (i ciemniejszych) podkładach zostają na nim brudne smugi.
Moje się niestety podczas prania trochę poszarpało - myślę, że to zasługa czepiających o nie pierścionka i obrączki... A piorę czym się da - zazwyczaj płynem do mycia mojego dziecka, ale zdarzało mi się też płynem do naczyń. Uwaga! Trzeba je bardzo dokładnie płukać!
 
Schnie przez kilka godzin, ale w miarę upływu czasu długość schnięcia się zwiększa.
Zauważyłam też (po kilku miesiącach), że nie robi się już takie małe jak było fabrycznie.
 
Myślę, że moje posłuży mi jeszcze co najmniej kolejne pół roku.
Czy po tym czasie kupię nowe?
Nie.
Ale tylko ze względu na cenę! Moim zdaniem 6 funtów za kawałek gąbeczki, to jednak za dużo.
Fakt - w życiu nie miałam równiej nałożonego podkładu, który by sprawiał wrażenie wręcz stopienia się ze skórą, ale ta cena...
Jeśli dostanę go znów w prezencie, to z pewnością kręcić nosem nie będę. :)

12.07.2013

Delikatny pastelowy

Koniecznie chce tu wstawiać więcej makijaży... a żeby wstawiać trzeba je wcześniej zmalować...
 
Dłużej nie zwlekając spinam poślady, maluje i foce (w ostatnie 2 tygodnie zrobiłam aż 3...) - przy moim tempie obróbki za jakieś pół roku zobaczycie je na blogu :D
 
Tymczasem wygrzebałam jeden stary z dysku - pochodzi chyba z Sylwestra i mam mało zdjęć, bo było już ciemno, kiedy powstał... Właściwie mam tylko dwa.
Wybaczycie?
Będzie więcej - przysięgam!
 



Z tego co pamiętam (i widzę) poczyniłam go sypkimi cieniami NYX.
 
Lubicie takie delikatności?

10.07.2013

Collection 2000, Cream Puff - lip cream Powder Puff

Wspominałam, że mam 3 lip creamy z firmy Collection 2000.
Pokazywałam Wam już mój ulubiony różowy, dziś pokaże najsłabszy - nude.


Lip cream zamknięty jest w błyszczykowej tubce i ma błyszczykowy aplikator na patyczku.
Gąbeczka jest miękka i nabiera tyle mazidła ile trzeba.


O ile na ręce wygląda w miarę porządnie:



O tyle na ustach tragedia! Nie pokrywa ich porządnie, tylko smuży. Mało tego - zasychając podkreśla każdą skórkę, górkę i zmarszczkę na ustach.
Ostatecznie wygląda to tak:




Moim zdaniem więcej niż fatalnie - jakby człowiek nad grobem stał, albo miesiąc pływał tyłkiem do góry...
O wydajności, ani trwałości się nie wypowiem - co parę dni daję mu szansę na wykazanie się, ale zawsze wygląda tak samo i zawsze zmywam go pędzikiem...

Szkoda, bo pozostałe dwa kolory są niczego sobie - jeden wręcz cudowny.

Nie jest drogi, bo kosztuje około 3 funtów, ale uważam, że lepszy efekt można uzyskać po prostu pokrywając usta podkładem - nie wygląda się wtedy jak zaginiony na pustyni



Lubicie cieliste usta czy już Wam się ten trend przejadł?

07.07.2013

Czerwiec w zdjęciach

Dotąd nie było tej serii u mnie na blogu - nie mam zwyczaju zabierać wszędzie komórki i wszystkiemu pstrykać zdjęć.
Właściwie leży ona stale w tym samym miejscu w domu (a ludzie się później dziwią czemu nie odpisuje na smsy, albo nie odbieram).
Ale właściwie... co ja, gorsza?:)
 
Spięłam w czerwcu poślady i brałam telefon na spacery :)
 
Moje dziecko na POMie (Powolnym Objeździe Miasta):
 

 
Jeden z moich najlepszych zakupów - książka Gordona.
A dopadłam ją za PIĘĆ RAZY MNIEJ niż cena na okładce. Mówcie mi Królowo :D
Żeby było ciekawiej - drugie długie słowo mojego dziecka to GORDON :)


 
Tort z okazji Dnia Ojca, który dostał od nad Tomek - kakaowy biszkopt przełożony masą z nutelli, mascarpone, orzechów i orzechowych wafelków :)


 
Kupiłam sobie wreszcie buty do ćwiczeń - pierwszy raz w życiu porządne, a nie z bazarku.
Przyznam się, że wcześniej uważałam, że na pewno nie ma różnicy i że to zwykłe przepłacanie... Jak ja się myliłam!
To pierwsze buty w życiu, które mnie nie obtarły!


 
Pierwsze kwiatki, które dostałam od mojego dziecka:


 
Kto wrażliwszy niech zatyka oczy! Kempek prawie bez mejkapu!


 
Rodzinny spacer:
 

 
Prawowity właściciel czapki zrywa kwiatki:
 


Uciekaaaam:



 
Kilka tygodni temu szafka kuchenna spadła nagle na ziemię - straciliśmy jakieś 95% kubków, talerzy, szklanek, pater na ciasta itd.
W ramach odbudowywania majątku kupiłam sobie kubek z Kłapouchem (mój ulubieniec!)



Nie było eventów, imprez, ślubów - zwyczajnie i rodzinnie.
W tym miesiącu będę focić posiłki!
Następny post z tej serii będzie się ciągnął stąd do kosmosu... ;)
 
 
***
 
Przypominam, że od wczoraj można mnie lubić na fejbuku
lub klikiem po prawej w like box :)