Obserwatorzy

30.05.2013

Wolę wackiem orać pole niż... iść do fryzjera

Serio.
Nie wiem czy wszelcy fryzjerzy tej planety mają swój własny unikalny język, którego reszta świata nie rozumie.
Czy może po prostu mają zbyt mało okazji, żeby sobie twórczo ulżyć i zamiast kupić sobie plastikową głowę ćwiczą na głowach klientów?
W każdym razie ja królikiem doświadczalnym być zamiaru nie mam.
 
Gdy chce mieć podcięte KOŃCÓWKI - co podkreślam 1000 razy i dodaje, że "NAJMNIEJ JAK SIĘ DA", to mam chyba prawo oczekiwać, że nie wyjdę ścięta na zapałkę?
Ano widać nie.
Bo zdarzyło mi się iść podciąć końcówki z włosami sięgającymi niżej stanika, a wrócić z takimi do szyi.
Zaraz się ktoś znajdzie, kto powie, że widocznie tyle było zniszczone...
Serio? 30 cm włosa?
 
Z racji, że NIGDY nie wyszłam od fryzjera w pełni zadowolona, zakupiłam nożyczki fryzjerskie i biorę (w)los we własne ręce.
U fryzjera nie byłam już dobre 3 lata i być zamiaru nie mam.
Jak sobie sama utnę źle - to źle będę miała, ale przynajmniej 3 lat zapuszczania nie zgarnę lekką ręka do kosza.
 
Nie zależy mi na jakiś cudach wiankach wymyślnościach - włosy ścięte prosto mnie nie rażą... Teraz akurat poniosły mnie wodze fantazji i ścięłam sobie na wielki szpic. Za duży ten szpic, ale już wiem co poprawić i następnym razem zrobię mniejszy.
Aczkolwiek płakać nie płacze - oryginalnie jest i twórczo ;)
 
 


Chociaż zestawienie dwóch jednej wielkości zdjęć przekracza moje możliwości graficzne, mam nadzieję, że widać ile i jak uciachałam..
 
Nie widać tego (mój Nikon takich sztuczek nie zna), ale końcówki były już bardzo zniszczone. Rozdwajały się, a nawet rozczwarzały - najwyższy był czas coś z tym zrobić.
I zrobiłam.
Kilka cm od końca machnęłam też nożyczkami do cieniowania - aczkolwiek póki co nie wiem na czym ich czar polega (i go nie widzę).

Tak, tak - następnym razem postaram się o wyraźniejsze zdjęcia.


Ścinacie włosy same czy oddajecie się w ręce "fachowców"?
 


28 komentarzy:

  1. Właśnie czytam pierwszy wpis i już mam ochote na kolejny. Coś czuje że troche tu czasu spędze jeszcze :). Może obserwujemy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chcesz obserwować, to obserwuj :)

      Usuń
  2. Też prosiłam kiedyś o końcówki i upierdzielił do ramion, miałam ochotę zabić gamonia :/
    I już nie chodzę, chyba że po kolor, jak mnie najdzie ochota, chociaż dawno nie byłam, zapuszczam i schodzę z koloru czyli odrost mam mega :D

    Ale ci włosiska zgęstniały!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie farbuje, bo długo je po farbach leczyłam :)

      A gdzie tam zgęstniały... 3 na krzyż nadal :(

      Usuń
  3. Sama się raczej nie podejmę, do dziś mi córka wypomina grzywkę ściętą dosłownie 22 lata temu. ;) Nie znoszę też jak mi obcina więcej niż ja sobie życzę. Znam ten ból i postanowiłam rzadziej ich odwiedzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się co bać! Jak człowiek sobie sam zetnie, to nie może mieć do siebie pretensji :)

      Usuń
  4. Ja sama nie potrafię i nawet nie próbuję. Mam dobrą fryzjerkę, której ufam. Wie co robi robi to dobrze. Co nie zmienia faktu, że do fryzjera chodzę raz na rok :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nieczęsto chodziłam - nawet zanim powiedziałam "dość" :)
      Szczęściara z Ciebie skoro nikt na Tobie nie eksperymentuje :)

      Usuń
  5. Moja kuzynka jest po szkole średniej fryzjerskiej, i mam wrażenie, że tylko ona rozumie co to znaczy podciąć końcówki. Więc kwalifikacji nie musi mieć, ważne że jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... Zależy co rozumiesz pod słowem "kwalifikacje". Moim zdanie starczy jako takie pojęcie i SŁUCHANIE KLIENTA.

      Usuń
  6. wolę samodzielnie, z tych samych powodów :)

    OdpowiedzUsuń
  7. długi czas obcinalam sama, BO mialam podobne przezycia, że tracilam za dużo włosów, ale odkąd zmieniłam fryzjerkę to wręcz przeciwnie obcina mi minimalnie, prawie wychodze od niej w takich samych jakie mialam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęściara :)
      Ja już szukać nie mam zamiaru :)

      Usuń
  8. Zgadzam się, że dobrego fryzjera jest ciężko znaleźć... w końcu sama pracuję w salonie fryzjerskim i wiem jak to jest. Nasi fryzjerzy na szczęście rozumieją ile to jest 1 cm - dzięki temu klienci wracają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż miło czytać, że gdzieś są fryzjerzy, którzy nie ścinają (włosowego) dobytku życia za jednym pochopnym zamachem :)

      Usuń
  9. Niestety taki już los, miałam kiedyś przypadek do Twojego. Chciałam podciąć końcówki, jak najmniej, miałam włosy za stanik, wróciłam z włosami do ramion..Do fryzjera nie chodzę od 2 lat, wolę podciąć sama. ;)
    Twój efekt bardzo mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Przyznasz, że można się wściec po takiej "usłudze"...

      Usuń
  10. Ostatnio u fryzjera byłam chyba 6 lat temu. Moja mama dba o to, abym miała podcięte końcówki :) Wie, że dla mnie liczy się każdy centymetr, dlatego robi to tak jak być powinno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I prawidłowo.
      Ja kiedyś Tomka wykorzystywałam do takiego minimalnego ścięcia, ale teraz akurat miałam ochotę ciachnąć więcej, więc zrobiłam to sama :)

      Usuń
  11. fakt, oni nie rozumieją ,że nie przychodzisz tam po to , aby wyjść ze spektakularnymi zmianami, tylko chcesz odswieżyć końcówki . Też na tym poległam wielokrotnie ,dlatego teraz również sama podcinam włosy, no chyba ,że potrzebuje akurat cieniowania , to wtedy ide do fryzjerki i ona robi niemal TYLKO TO. Swoją drogą spoko Ci to wyszło nawet ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)

      Pójść pocieniować też bym się bała, bo kiedyś przy samym cieniowaniu straciłam pół włosów - zostały mi same takie cieniuteńkie (jak to ujęła fryzjerka) "piórka"... ;/

      Usuń
  12. ja zawsze chodzę do fryzjera, bo boję się sama wziąć (w)los (jak to Ty pięknie napisałaś) w swoje ręce :) i często wychodzę z niesmakiem, gdyż z 1cm zostało obcięte 10... znam ten ból :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czego bać :)
      Spróbuj kiedyś, bo w sumie warto :)

      A ten "ból", to chyba najgorsze połączenie złości z niemocą... Bo przecież jak już tyle włosów uciacha, to ich nie wezmę i nie przykleję... A w tydzień też nie odrosną...
      Czy oni tego nie rozumieją?

      Usuń
  13. Ja zawsze idę ścinać końcówki z włosami do ok. łopatek. Wychodzę z takimi do ramion.
    Właśnie dopiero co odwiedziłam fryzjera i dopiero patrząc na fotki przed i po zauważyłam ile mnie ciachnął. Prawie połowę długości!
    Na szczęście włosy mi szybko rosną i jakoś mi aż tak bardzo nie żal :)
    Podziwiam że sama się tniesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi szybko rosną - raz sobie ciachnęłam końcówki, z miesiąc się zbierałam żeby zrobić zdjęcia, a gdy już zrobiłam różnicy przed/po nie było widać...
      Ale jednak z włosów ledwo sięgających szyi do "przedfryzjerowych" za stanik w miesiąc nie zapuszczę...

      Tnę sama, bo w sumie...zwisa mi co ktoś pomyśli. Jako nastolatka nosiłam włosy czerwone / pomarańczowe /fioletowe i potrafiłam kite obciąć szkolnymi nożyczkami przy odrabianiu lekcji, więc gorzej już nie będzie :D
      Ostatecznie mają się podobać tylko mi, więc jeśli zetnę źle, to po prostu nie będę się od tyłu oglądać w lustrze :D
      Co mi tam. Raz się żyje.

      Usuń
  14. Wow jakie mega dlugie włosy. Ja jeśli chcę tylko podciąć końcówki to robię to sama bo mam podobne doświadczenia z fryzjerami.

    OdpowiedzUsuń