Obserwatorzy

02.03.2013

Label.m, Warming oil treatment - rozgrzewające olejki przyśpieszające wzrost włosów

Te olejki wygrałam w maju 2012 w konkursie angielskiego Glamour.
Wprawdzie niespecjalnie wierzyłam, że przyśpieszą wzrost włosów, ale po solidnym podcięciu końcówek uznałam, że na nie czas...

 

Z tyłu opakowania była informacja, że są przeznaczone tylko dla profesjonalnych sklepów fryzjerskich. Znalazłam je w jednym z polskich sklepów internetowych przecenione ze 109 zł na 79 zł. Chyba nie są dostępne w stacjonarnej sprzedaży.
W pudełku znajdują się 4 buteleczki po 15 ml każda.
Nie są zbyt szczelne, więc moje przyszły dość tłuste...
 

Buteleczki są zrobione z białego, nieprzejrzystego plastiku. Niezbyt trafiony pomysł, bo przez to nie widać ile produktu jest w opakowaniu. 15 ml powinno wystarczać na 2 użycia, ale przez brak możliwości sprawdzenia ile wylałam czasem wystarczało mi na jedno, a czasem na 4 użycia...
Drugi minus - ten plastik jest bardzo twardy, więc wylewanie z niego produktu jest co najmniej utrudnione. Rzecz zupełnie niemożliwa z mokrymi dłońmi - siłowanie się z twardym jak kamień plastikiem. Nawet po pozornym zużyciu niemało olejku zostawało w środku.


Olejek należy nałożyć na umytą skórę głowy i wmasowywać przez około minute, po czym zostawić na kolejne dwie i porządnie spłukać.
Przez pobudzanie krążenia ma stymulować włosy do wzrostu i je wzmocnić.

Olejek jest bezbarwny, teoretycznie bezzapachowy, ale wg mnie "wali plastikiem". Jest rzadki i to bardzo przeszkadza  - spływa z dłoni zanim się ją podniesie do głowy.
Po minucie masażu w głowę zaczyna być bardzo bardzo ciepło, jeśli się jej po tych dwóch minutach nie spłucze będzie bardzo piekła...


Nie wiem czy moje włosy szybciej po nim rosły. Fakt, że obcięłam i że już różnicy nie widać, ale one akurat zawsze odrastają ekspresem...
 Jednocześnie włosów wypadało tyle samo co zawsze, więc wyjdzie na zero.
Pojawiło się sporo baby hair, a może po prostu... zaczęło je być widać, bo olejek fenomenalnie podnosi włosy do góry - pierwsza rzecz po której nie miałam totalnego przyklapu na głowie. Serio - pierwszy raz w życiu wyglądałam jakbym miała lwią grzywę... ;) Choć efekt był lekko zaburzony, bo te najkrótsze włoski się napuszyły i sterczały we wszystkie strony...
Wyjątkowo jak na mnie - nie miałam po nim łupieżu.
Wzmocnienia nie zauważyłam.

Podsumowując: chyba mamy wierzyć, że rzeczywiście urosło nam nagle multum włosów, przez to, że zobaczymy je podniesione...
Ostatecznie niby można by go polubić za ich uniesienie... Ja jednak jestem skąpa i wolę swój standardowy przyklap niż wydawanie 100 zł miesięcznie na wątpliwą kurację niespecjalnie przyjemnym w użyciu olejkiem...

A Wy... Skusiłybyście się za tą cenę na 60 ml olejku?

8 komentarzy:

  1. Hmmm... no faktycznie cen dosc duza jak za 60ml... ale ja zapewne na wszystko co do wlosow bym sie skusila ;D juz takie moje zboczenie ale teraz tylko jutro pedze do sklepu po maroccan oil bo nawet moja fryzjerka dzis powiedziala ze to jedyne co moge uzywac aby ochronic koncowki bo nic innego podono moje wlosy nie potrzebuja...i dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porządna fryzjerka :)
      I zazdroszcze w takim razie kondycji włosów :)

      Usuń
  2. Po co w takim razie rozkładać te 60 ml na 4 butelki? No chyba, że olejek ma jakąś krótką datę przydatności po otwarciu.
    Ja niedawno podcięłam 10 cm suchych końców i robię wszystko żeby jak najszybciej odrosły, ale na ten produkt się nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było żadnej daty na nim...
      To produkt typowo fryzjerski, więc może mały żeby każda klientka myślała, że ma swój? :D

      Usuń
  3. hmm chyba nic już nie przebije jantar

    OdpowiedzUsuń
  4. Po dwóch minutach piecze skóra głowy ?! ;ooooooooooooo o w dupe! Masakra, to nie dla mnie takie eksperymenty! I ogólnie dość droga zabawa..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie spłuczesz dokładnie, to efekt rozgrzania się wymyka spod kontroli :p

      Usuń