Obserwatorzy

31.03.2013

Eveline - 8w1 Total Action - odżywka do paznokci

Nie uwierzę, że jest jeszcze ktoś kto o niej nie słyszał.
Sama odkryłam ją w zeszłe wakacje, kiedy podpatrzyłam ją u siostry. Ja jak ta sroka - skoro ona ma, to ja też muszę :)
Kupiłam czym prędzej, akurat tuż przed tym jak gruchnęła na nią fala krytyki.
Dobrze, że zdążyłam, bo gdybym najpierw o niej poczytała, to pewnie bym się nie zdecydowała...
 

 
Po tym jak naczytałam się jakich to bóli i cyrków nie robi na paznokciach - trochę się przestraszyłam. Początkowo używałam ją jak zaleca producent - codziennie jedna warstwa i tak przez 4 dni, a później zmycie. Po tych wszystkich negatywnych recenzjach zaczęłam kłaść tylko jedną nieśmiała warstwę, a na nią lakier.
Używałam jej też na paznokcie od stóp :)


 
Odżywka zamknięta jest w typowo lakierowej buteleczce. Mieści 12 ml. Kosztuje około 10 zł.
Nałożona na paznokcie ma lekko mleczną barwę, po 4 warstwach "mleczność" jest bardzo wyraźna. Mi się ten efekt podobał.
Śmierdzi trochę mocniej niż zwykłe lakiery, ale szybko schnie i zapach znika.
Z pomalowanych nią paznokci nie ścierają się końcówki - spokojnie 3 dni lakier był nienaruszony (gdy zawsze każdy ściera się już następnego dnia - często mocze ręce). Dlatego tak chętnie stosowałam ją jako podkład pod lakier :)


 
A tu ten znienawidzony i szeroko komentowany skład:


Od razu zaznaczę, że ja nie miałam z nią żadnych problemów. Nie bolały mnie paznokcie po nałożeniu, nie rozwaliło mi płytki.
Oczywiście jeśli miałam zerwane skórki i odżywka się na nie dostało, to szczypały, ale to raczej normalne.
Skończyła mi się kilka tygodni temu... tzn. na dnie jeszcze jest, ale pędzelek już do niej nie sięga - a to minus. Żadnych "niespodzianek" nie uświadczyłam.
 
Działanie:
Na paznokciach od rąk, gdzie nakładałam ją "po macoszemu" pomogła. Bardzo przedłużała trwałość lakieru i to było w porządku. Moje paznokcie są bardzo słabe - wręcz przezroczyste - po niej końcówki zrobiły się białe, wyraźnie twardsze.
Zanim zaczęłam jej używać mogłam swoje paznokcie zrywać płatami - miałam takie zadziorki, które po pociągnięciu zrywały czasem warstewkę paznokcia aż do połowy płytki. Oczywiście zazwyczaj je szarpałam, a kończyło się to paznokciami, których prawie nie było widać i które się elastycznie wyginały przy uderzeniu o blat... Po odżywce Eveline zrobiły się wyraźnie twardsze, mocniejsze.
Nie mam już tych zadziorów - płytka mi się nie rozdwaja (a raczej nie rozdziesięciokrotnia).
 
Jeśli chodzi o paznokcie od stóp, to... prawie ich nie miałam. Zawsze jakoś tak byłam nauczona ścinać je bardzo, bardzo krótko, więc zdarzało się, że mój paznokieć miał milimetr długości... (Poza dużymi - te są w porządku).
Odżywkę na nie używałam zgodnie z zaleceniami - tzn. malowałam kilka warstw, zmywałam i od nowa...
Tak samo bardzo pomogła! Szybko po niej rosły, więc udało mi się "zapuścić" logicznie wyglądające paznokcie. Wyraźnie się też wzmocniły, stwardniały. Pierwszy raz w życiu nie muszę ich szukać z lupą.
 
Jak już pisałam - skończyła mi się.
I z pewnością zrobię zapas.
 
Jak dla mnie ma tylko jeden minus - rzeczywiście przyśpiesza wzrost paznokcia. U nóg mi to pasowało, ale u rąk potrzebuje krótkich i bardzo mnie irytowało obcinanie ich 2 razy częściej niż zwykle.
Ale dla niektórych to chyba zaleta...
 
Miałyście?
Zaliczacie się do zwolenniczek czy przeciwniczek?


26.03.2013

Czym naolejować włosy - mój pomocnik :)

Olejować włosy zaczęłam całkiem niedawno - póki co na palcach rąk można by zliczyć ile razy to zrobiłam.
Stale staram się do tej metody przekonać i wymęczyć buteleczkę oleju migdałowego.
 
Od początku jednak zastanawiałam się jak to szybko zrobić. Dłonie całe w oleju, do których lepią się włosy trochę mnie irytowały, metoda "rosołkowa" nie przekonywała.
W końcu przypomniałam sobie o tym:
 
 

 
Jest to... szczoteczka do nakładania farby.
Będąc jeszcze w ciąży rejestrowałam się na stronie L'oreal - jakimś cudem po kilku tygodniach w drzwiach znalazłam paczkę z... odsiwiaczem do włosów. Dla mężczyzn. Jakim cudem się u mnie znalazł - do dziś nie wiem...
Tomek stanowczo odmówił użycia, odsiwiacz się przeterminował, ale szczoteczkę zapobiegawczo zostawiłam, bo "może się przyda".



Niedawno rzuciła mi się przypadkiem w oczy i uznałam, że powinna nałożyć olej tak samo sprawnie jak farbę...
 
Rzeczywiście - sprawdziła się.
Nalewam olej do malutkiej miseczki, zanurzam szczotkę i rozprowadzam olej po włosach.
Bez brudzenia rąk, równomiernie, a olej dociera do każdego - pojedynczego nawet - włoska.
Ewentualnie - jeśli chce to zrobić szybciej - rozcieram porcje oleju w dłoniach, ugniatam nimi włosy i wtedy rozczesuje. Też działa :)



A Wy jak nakładacie oleje?

25.03.2013

Nivea, Pearl & Beauty - dezodorant

Bardzo rzadko na blogach kosmetycznych widuje recenzje dezodorantów.
Nie wiem czemu, bo to przecież... kosmetyczna podstawa.
Ja ciągle szukam swojego ideału i w każdym widzę wady, chociaż problemów z nadmiernym poceniem raczej nie mam.
 
W poszukiwaniu kulki idealnej trafiłam na Nivea Pearl & Beauty.
Kończę już drugie opakowanie, ale raczej cud to nie jest. Po prostu z braku laku i przeciętniak ryba. O.
 
 
Opakowanie jest szklane, przezroczyste - bardzo na plus, bo lubię wiedzieć kiedy powinnam robić zapasy. Są wersje zwykłe i mini - czyli "samolotowe". W opakowaniu po skończeniu nie zostaje dużo produktu (tak jak w balsamach, które trzeba przecinać, żeby jeszcze z tydzień móc ich poużywać...).
Standardowa plastikowa kulka - bardzo dobra, bo się nie zacina. Nie ma chyba nic gorszego niż zacięte kulka w dezodorancie, gdy człowiek się spieszy.
 

Produkt jest biały, niespecjalnie gęsty, ładnie pachnie w buteleczce, ale na ciele zapach robi się subtelny, nie jest mocno wyczuwalny.
Niestety - nie zasycha szybko. To znaczy - tragedii nie ma - nie czuję mokrości dezodorantu jeszcze godzinę po nałożeniu (a i takie już miałam...), ale dobrze też nie jest - kilka minut trzeba odczekać, a i tak część zetrze się o ubranie.
Białych śladów na ubraniach nie zostawia, więc takie pocieszenie w powyższym.
 
Najważniejsze - działanie.
Zwyczajowo:
Jak pisałam - problemów z nadmiernym poceniem nie mam, ale zazwyczaj już pod koniec dnia ten dezodorant działać przestaje. Tym większy śmiech na sali, bo na butli jak byk stoi "48h". Serio - nie wymagam dwóch dni bez smrodku, myje się przecież, ale chociaż od wczesnego ranka do późnego wieczoru mógłby podziałać.
Może i trochę hamuje wydzielanie potu, bo nie mam wrażenia "mokrych pach" w ciągu dnia, ale chciałabym też wieczorem móc się w panice nie obwąchiwać.
 
Po ćwiczeniach:
Nie ćwiczę jakoś wybitnie - ot, 20 - 40 min. dziennie z Ewką, albo kołem. Niestety wtedy działanie sporo słabnie. O ile po kole nie jest źle, bo aż tak ono nie męczy, o tyle po treningu z Ewką zapominam, że w ogóle czegokolwiek użyłam.
Licho. Wiem, że się człowiek po ćwiczeniach powinien od razu umyć i przebrać, ale nie każdy ma możliwość. Ja ćwiczę, kiedy moje dziecko ma drzemkę, a często zdarza mu się obudzić z krzykiem i przerwać mi w połowie. Nie mam wtedy czasu biec pod prysznic, bo muszę go uspokoić i uśpić na nowo.
Po prostu uważam, że od antyperspirantu mogę wymagać ochrony przed tymi i owymi zapachami, zwłaszcza jeśli chwilowo mocno się zzipałam, a nie mam fizycznej możliwości się wykąpać.

Ideału szukam dalej.
Gdybym miała ten ocenić w skali 1-10, to dostałby jakieś 6 i pół.
To i tak najwięcej z wszystkich, których dotąd używałam...

Polecacie jakąś dobrą kulkę, która nie schnie  po nałożeniu godzinami, nie robi plam i działa przez cały dzień?


22.03.2013

Dzidziuś - mydło w kostce

Żel do mycia "Dzidziuś" bardzo lubię i zawsze przywożę z Polski zapas.
Ostatnio pokusiłam się też o kostkę do mycia, bo jednak zajmuje mniej miejsca i łatwiej przewieźć.
 
Czy dorównała żelowi?
 

 
Standardowa, biała kostka mydła.  Kosztuje około złotówki. Bardzo ładnie pachnie.
Nie uczula, nie podrażnia, nie szczypie w oczy.
Jak to mydła mają w zwyczaju - nie jest specjalnie poręczna. Właściwie wcale nie jest... Próbowaliście kiedyś mokrymi dłońmi trzymać mokrą kostkę mydła i próbować jednocześnie myć dziecko, które się stale rusza, wierci, wyrywa, rozrzuca zabawki, liże płytki, albo stara się wypić wodę z wanny...?
Taaak...
Trochę głupi i ledwo co wykonalny pomysł :)



 
Sprawdzała się w swojej podstawowej funkcji - myła dokładnie. Przez czas używania nie zauważyłam lepszego nawilżenia, ani natłuszczenia Maluszka.
Za to umyte kostką włoski robiły się szorstkie i suche...
 
Przydało się za to bardzo mi - używałam zamiennie z żelem do higieny intymnej, jako delikatnego mydła do mycia rąk, twarzy oraz do drobnych "przepierek".
 
Mimo wszystko dla dziecka pozostanę przy płynnym żelu "Dzidziuś".


20.03.2013

Eveline Slim extreme 3D - superskoncentrowane serum modelujące do biustu

Oooookeeeej - pokusiło mnie.
Na chirurga mnie przecież nie stać, skarpetkami staników nie wypcham... Trafiłam na takie oto cudo w drogerii i uznałam, że może chociaż ujędrni i podniesie (a przy okazji zwiększy o rozmiar, albo dwa... ewentualnie cztery) moje to i owo...
 
 
Serum kosztuje około 17 zł. Zamknięte jest w różowej, plastikowej tubie. Nie wiem jak z wydajnością i ile zostaje w tubce przy końcu, bo póki co nie zużyłam.
Klasyczna pokrywka z klasyczną sporą dziurką pomaga wydobyć optymalną ilość produktu.


 
Krem jest gęsty, ładnie pachnie, dobrze się rozprowadza, w miarę szybko wchłania.
Nie podrażnia, nie uczula, nie swędzi po aplikacji. Nie ziębi, nie grzeje (żadnego mentolu:))
Stosowany regularnie porządnie biust nawilża i... tylko nawilża.
 
Niestety nie zauważyłam nawet znikomego ujędrnienia, ściągnięcia, a co za tym idzie podniesienia biustu w górę.
Oczywiście mi też od smarowania nie urósł... (Nooo dobra - niby w to nie wierzyłam, ale przyjemnie byłoby obudzić się rano z biustem jak Siwiec)
Efektu wypełnienia nie widzę.
 
Przyjemny produkt do masażu (a masaż zawsze wskazany...), można przy okazji sobie ręcznie biust przebadać, nawilżenie jest - dlatego całkiem na straty go nie spiszę.
 
Stosuję obecnie sporadycznie jako balsam nawilżający na biust i całą resztę ciała - w tym się sprawdza.
 
Mówi się trudno i robi się dalej oczy kota ze Shreka w stronę doktora Szczyta :D


19.03.2013

Nivea, Flexible Curls - balsam podkreślający loki

Balsam dostałam od siostry, której nie podszedł. Zawsze jestem chętna na nowości, więc uznałam, że "może u mnie zadziała"...
Taaaak...
 
 
Balsam dostajemy w plastikowej butelce. Wypustki po bokach prawdopodobnie mają ułatwiać trzymanie.
Ceny nie znam.
Wydajności nie znam i już nie poznam...
 
Produkt jest biały, dość rzadki, pachnie całkiem mocno, ale przyjemnie.


Wydobywa się go przez taki "dziubek" jak w niektórych butelkach z sokiem dla dzieci.
 
Stosować należy na mokre włosy, po myciu.
 
Wg producenta:
"Balsam podkreślający loki Flexible Curls zamienia naturalnie kręcone włosy we wspaniałe loki, nadając im sprężystość i blask. Balsam pielęgnuje włosy, jednocześnie zapewniając odpowiedni poziom utrwalenia fryzury.
(...)
  • podkreśla loki, aby były sprężyste i piękne
  • zapewnia długotrwały efekt
PODKREŚLA LOKI I ZAPOBIEGA PUSZENIU SIĘ."
 
 
Sprężystość? Blask? Zapobieganie puszeniu?
Pięknie opisany bubel...
 
Jeśli produktu nałoży się tylko odrobinkę - efekt jest żaden, po prostu go nie ma.
Jeśli produktu weźmiemy odrobinę więcej - rano otrzymujemy piękne, zwarte... strąki. Trudno to inaczej nazwać. Włosy oklapnięte już u nasady, a niżej wyglądające jak wysmarowane tłuszczem, ciężkie strąki.
Gdyby jeszcze te strąki były miękkie i miłe w dotyku... Niestety - są okropne, szorstkie, wyraźnie czuć pod palcami resztki produktu. Takie włosy strasznie się plączą, mają dokładnie zero blasku.
Jeśli ich nie rozczeszemy - zamieniają się w kołtuny.
Jeśli podejmiemy próbę rozczesania - szarpią niemiłosiernie.
Nie, nie użyłam za dużo - porcje mniej więcej dwóch łyżeczek na włosy sięgające za pas.
 
Użyłam kilka razy, bo próbowałam dać mu szansę.
Więcej nie mam zamiaru.
 
Ani ja, ani moja siostra nie polecamy...


17.03.2013

Eveline Slim Extreme 3d - serum intensywnie wyszczuplające + ujędrniające

O jednym produkcie z tej serii już pisałam.
Wtedy był to krem, dziś pora na recenzje serum.
Oba produkty przywiozłam z  urlopu w Polsce, ale nie skorzystałam z sugestii i nie używałam na raz, tylko jeden po drugim...
 
Muszę przyznać, że nie zauważyłam szczególnej różnicy w działaniu, wyglądzie ani właściwościach. Chociaż miło się wierzy, że serum, to taki nadkrem - krem z mocą specjalną :)
 
 
Serum zamknięte jest w plastikowej tubie. Tradycyjnie - ciężko produkt wydobyć do końca bez rozcinania opakowania. Już kiedy zostaje go około 1/5 ściskanie i miętolenie tubki niewiele daje - po prostu nie chce wypływać.
Kosztuje około 17 zł.
 
Serum jest dość gęste, białe, pachnie mentolowo.
Nałożone na skórę łatwo się rozprowadza, szybko wchłania, ale pozostawia na dłużej uczucie chłodu.
 
Wydajność przy stosowaniu 2 razy dziennie na brzuch, pośladki i uda - maksymalnie 3 tygodnie.
 
Producent zapewnia, że:
- Redukuje tkankę tłuszczową
- Wysmukla sylwetkę, modeluje ramiona, uda, brzuch i pośladki
- Skutecznie walczy z „upartym” cellulitem, wygładza rozstępy i przeciwdziała ich powstawaniu
 
No dobra - kto się nabrał?
Tkanki tłuszczowej nie redukuje - zrobi to dla Was tylko dieta, ruch lub chirurg plastyczny.
Z wysmukleniem bym się zgodziła, ale jest to efekt ujędrnienia, dzięki któremu całość wygląda szczuplej.
Z cellulitem może walczy, ale czy wygrywa? Co najwyżej lekko rozbija oddziały wroga. Skóra jest wygładzona, ujędrniona, górek jakby mniej, ale nie znikają!
A co do wygładzania rozstępów... żart. Takie cuda się nie dzieją.
 
Ogólnie - na lato idealny przez uczucie chłodu po nałożeniu. W pozostałe pory roku - do polubienia, bo nieczęsto spotyka się coś tak szybko wchłaniającego. Do tego widocznie ujędrnia i lekko wygładza, a przede wszystkim - nawilża skórę.
Za taką cenę nie można pragnąć więcej :)
 


14.03.2013

Szaro-bury dzienniak

Dosłownie szaro-bury... Nie wiem co mnie wtedy podkusiło, ale w takich szarościach się nie czuję i już więcej się na taki makijaż nie pokusiłam...
 
Ostatni ze znalezionych przy przenosinach na nowy sprzęt... Dlatego zdjęcia tylko 3.
Na dodatek dojść do ładu nie mogę z kolorami - to co na starym laptopie było brązowe - tu jest pomarańczowe, to co było szare - tu jest fioletowe.
Ehh... technika to nie dla mnie ;)
 



10.03.2013

Złotawy dzienniak

Jednym z moich ulubionych cieni jest pewien złociak z Inglota. Niedługo pewnie będę się musiała z nim rozstać, bo jego czas nadchodzi... ;)

Pasuje mi, bo nie jest bardzo brokatowy i nachalny, a daje przyjemny połysk w zwykłym, nudnym dzienniaku.

Daję go na ruchomą powiekę, a w zagłębieniu rozcieram z matowym brązowym cieniem. Dorzucam czarną kredkę i tusz... i kolejny szybki dzienniak gotowy :)

Niestety - nie ma zdjęcia całej twarzy... To zaległe zdjęcia, które wykorzystuje nim przeniosę co ważniejsze rzeczy na nowy sprzęt...






Używacie złota na co dzień?

09.03.2013

Maybelline - Dream fresh BB, 8in1

Swego czasu angielskie Maybelline prowadziło na fb akcje promocyjną tego "BB" - rozsyłali darmowe próbki. Udało mi się załapać i tak się "rozsmakowałam", że kończę już drugie opakowanie :)
Wiem, że to z prawdziwym bb kremem nie ma nic wspólnego, ale nie przeszkadza mi to - używam jako lżejszego podkładu.

 

 Podkład zamknięty jest w plastikowej tubce. Nie jest kanciasta, tylko bardziej okrągła w kształtach. Plastik miękki, ale zdradziecki - sporo podkładu znajdziemy w nim po rozcięciu opakowania, kiedy już niby "się skończył".
Dozuje się go przez dziurkę - czyli standardowo. Otwór jest mały i można wylać tyle podkładu ile trzeba.
Podkład kosztuje 8 funtów... a w Polsce na promocji 19 zł - także nie zawsze Polska taka zła... ;)

Teoretycznie jest 5 odcieni, ale po tej stronie oceanu dostępne są tylko 3...
Nie ma problemu ze znalezieniem najjaśniejszego odcienia (fair) i ja właśnie go używam. Wcześniej miałam drugi w kolejności (light) i też nie wyglądałam jak pomarańcza.


 Byłam pewna, że mam gdzieś swatche, ale nie mogę odnaleźć (zmiana laptopa), więc dodam na życzenie ;)


Producent obiecuje, że: koryguje niedoskonałości, wyrównuje koloryt, rozświetla, podkreśla odcień skóry, widocznie wygładza, nawilża, chroni przed UV dzięki SPF 30, nie jest tłusty i daje uczucie świeżości.

A ja na to:
Niedoskonałości nie koryguje - nie ma co liczyć na zakrycie pryszczy, bo krycie to on ma prawie żadne. Osób, które potrzebują ukryć to i owo nie zadowoli...
Kolor buzi jest ładnie wyrównany, dopasowuje się do koloru cery i z nią stapia - bardzo na plus.
Rozświetla i lekko nawilża - nie warzy się na suchej skórze, nie mam wrażenia, że podkreśla suche skórki.
Produkt jest lekki, ma delikatną konsystencje, łatwo się rozprowadza, jest wydajny, ma łądny nienachalny zapach.
Nie zauważyłam wzmożonego zapychania, nie robi maski, nie pomarańczowieje, nie mam uczucia, że moja skóra się pod nim dusi.
Nie jest zbyt trwały i raczej szybko znika z twarzy.

Ogólnie: większych niespodzianek nie zakryje, rumieńce ledwo co - kto szuka cudu niech szuka dalej, ALE jako lekki podkład na lato jest wręcz idealny i do tej roli mogę go polecić.

05.03.2013

Brązowo - złoty nudziak

Kiedy mam siły i chęci robić makijaż większy niż podkład + róż + tusz, ale brak mi ich na wymyślności sprawiam sobie takiego nudziaka.

Brązowy, matowy cień rozcieram złotym brokatowym cieniem, dorzucam kreskę z kredki, tusz i...już.







Zalegał mi na dysku od lata, więc na szybko wrzucam - co mi tam :)

Krytykę chętnie przyjmę jeśli nie będzie dotyczyła czarnej kredki na wodnej i prostych rzęs (moje się nie kręcą) ;)

02.03.2013

Label.m, Warming oil treatment - rozgrzewające olejki przyśpieszające wzrost włosów

Te olejki wygrałam w maju 2012 w konkursie angielskiego Glamour.
Wprawdzie niespecjalnie wierzyłam, że przyśpieszą wzrost włosów, ale po solidnym podcięciu końcówek uznałam, że na nie czas...

 

Z tyłu opakowania była informacja, że są przeznaczone tylko dla profesjonalnych sklepów fryzjerskich. Znalazłam je w jednym z polskich sklepów internetowych przecenione ze 109 zł na 79 zł. Chyba nie są dostępne w stacjonarnej sprzedaży.
W pudełku znajdują się 4 buteleczki po 15 ml każda.
Nie są zbyt szczelne, więc moje przyszły dość tłuste...
 

Buteleczki są zrobione z białego, nieprzejrzystego plastiku. Niezbyt trafiony pomysł, bo przez to nie widać ile produktu jest w opakowaniu. 15 ml powinno wystarczać na 2 użycia, ale przez brak możliwości sprawdzenia ile wylałam czasem wystarczało mi na jedno, a czasem na 4 użycia...
Drugi minus - ten plastik jest bardzo twardy, więc wylewanie z niego produktu jest co najmniej utrudnione. Rzecz zupełnie niemożliwa z mokrymi dłońmi - siłowanie się z twardym jak kamień plastikiem. Nawet po pozornym zużyciu niemało olejku zostawało w środku.


Olejek należy nałożyć na umytą skórę głowy i wmasowywać przez około minute, po czym zostawić na kolejne dwie i porządnie spłukać.
Przez pobudzanie krążenia ma stymulować włosy do wzrostu i je wzmocnić.

Olejek jest bezbarwny, teoretycznie bezzapachowy, ale wg mnie "wali plastikiem". Jest rzadki i to bardzo przeszkadza  - spływa z dłoni zanim się ją podniesie do głowy.
Po minucie masażu w głowę zaczyna być bardzo bardzo ciepło, jeśli się jej po tych dwóch minutach nie spłucze będzie bardzo piekła...


Nie wiem czy moje włosy szybciej po nim rosły. Fakt, że obcięłam i że już różnicy nie widać, ale one akurat zawsze odrastają ekspresem...
 Jednocześnie włosów wypadało tyle samo co zawsze, więc wyjdzie na zero.
Pojawiło się sporo baby hair, a może po prostu... zaczęło je być widać, bo olejek fenomenalnie podnosi włosy do góry - pierwsza rzecz po której nie miałam totalnego przyklapu na głowie. Serio - pierwszy raz w życiu wyglądałam jakbym miała lwią grzywę... ;) Choć efekt był lekko zaburzony, bo te najkrótsze włoski się napuszyły i sterczały we wszystkie strony...
Wyjątkowo jak na mnie - nie miałam po nim łupieżu.
Wzmocnienia nie zauważyłam.

Podsumowując: chyba mamy wierzyć, że rzeczywiście urosło nam nagle multum włosów, przez to, że zobaczymy je podniesione...
Ostatecznie niby można by go polubić za ich uniesienie... Ja jednak jestem skąpa i wolę swój standardowy przyklap niż wydawanie 100 zł miesięcznie na wątpliwą kurację niespecjalnie przyjemnym w użyciu olejkiem...

A Wy... Skusiłybyście się za tą cenę na 60 ml olejku?