Obserwatorzy

10.02.2013

Cz. IV - po porodzie w UK. Co Was czeka jeszcze w szpitalu? + moja historia

Początkowo posty porodowe miały być 3. W trakcie pisania seria się nieco rozrosła :) Już wiem, ze części będzie 5, wiec oto przedostatnia...

Poprzednie części:
I  - Ciąża w UK
II - Poród w UK
III - Co zabrać ze sobą do szpitala jadąc rodzić


Kiedy już dziecko jest po tej stronie brzucha położna spyta Was lub partnera czy chcecie przeciąć pępowinę. Jeśli tak - dostaniecie do rąk nożyczki, jeśli nie - ktoś was w tym wyręczy.

Dziecko jest ważone, położna wypełnia "fioletowy notes" - czas urodzin, ile trwał poród, jak, rodzaje znieczuleń, czy łożysko wyszło całe, dziecko dostaje punktacje, itd.

Po zważeniu położna kładzie dziecko Wam na gołym brzuchu. Nazywa się to skin to skin i kładzie się tutaj na to ogromny nacisk. Ogólnie istnieje przekonanie (poparte badaniami), że to ułatwia dziecku sprawę - pomaga mu wyrównać puls, oddech i uspokaja, bo czuje bicie serca mamy (a to dla niego znajomy dźwięk).

Dziecko cały czas jest przy matce. Jeśli trzeba mu zrobić dodatkowe badania - jedziecie z nim. Jeśli potrzebna jest konsultacja - lekarz fatyguje się do was.

Kiedy już wszystko jest wypełnione i zbadane personel szpitala się ulatnia pozostawiając szczęśliwą rodzinkę, żeby nacieszyła się sobą.
 To ten moment dla Was na ochy i achy :)

W pewnej chwili dziecko zacznie wykazywać zainteresowanie piersią, można zawołać pielęgniarkę, żeby pokazała jak dziecko nakarmić, założyć pieluszkę lub ubrać (nie jest to takie hop siup na początku - ja płakałam ze strachu, że coś mu zrobię).

Przez pierwsze 2 godz. po porodzie absolutnie nie wolno wstawać z łóżka.
Po tym czasie powinna przyjść pielęgniarka i pomóc młodej mamie wziąć kąpiel (jest to jak wybawienie!).

Coś zasugeruję: wyśpijcie się. Ja jak głupia nie spałam, kiedy Tomek był, później w nocy co chwila się zrywałam, bo dzieci na oddziale płakały, a kolejny dzień to... w dalszej części...

W każdej chwili możecie poprosić o coś do jedzenia lub coś ciepłego do picia. Dzbanek z wodą na stałe jest w pokoju w którym rodzicie.

Gdy już jesteście po kąpieli, przebrane w czystą piżamę ktoś przyjdzie żeby przewieźć was na oddział poporodowy.
W moim szpitalu, to wyglądało jak wielka sala podzielona kotarami.
W każdym "boksie" jest łóżko, stolik, komoda, fotel dla taty, telewizor i oczywiście szpitalne "łóżeczko" dla dziecka.
Ja tam trafiłam już po 22, więc Tomek ze mną tam iść nie mógł.

Po drodze na rączkę i nóżkę dziecka założą plastikowe "bransoletki" z numerem nhs, nazwiskiem, datą porodu.
 Jeśli nie macie jeszcze wybranego imienia zostanie określone jako 'Baby Xxx (nazwisko mamy)"

Na oddziale poporodowym oczywiście zajmujecie się swoim Maluszkiem same... Możecie zadzwonić po pielęgniarkę gdyby nie szło wam np. karmienie... i oczywiście gdyby działo się coś niepokojącego.
Polecam: śpijcie. Moje dziecko prawie przespało tamtą noc, a ja jak durna zamiast spać co chwile patrzyłam czy oddycha (i to do dzisiaj mi zostało).

Rano wpadnie pielęgniarka zadać parę pytań, dostaniecie śniadanie (tosty z lemon curd), później znów pielęgniarka, badanie, pytania czy wszystko dobrze.
Przyjdzie pani opowiedzieć Wam o ćwiczeniach na nietrzymanie moczu i ogólnie omówi ten temat.
Prawie na pewno pojawi się fotograf z pytaniem czy chcecie sesje.
Dostaniecie ulotki, próbki, itd.
Na bieżąco wypełnia się fioletowy notes - wasz i dziecka. Oba dostaniecie do domu - w dalszej części będzie go wypełniała przychodząca położna.

Odwiedziny są w godzinach 10-22 (choć to może zależeć od szpitala).

Dostaniecie obiad (ryba, ziemniaki, warzywa + ciasto czekoladowe "z lawą" na deser) 

Posiadaczki krwi Rh- dostaną ostatnią dawkę zastrzyku z antygenem.

Może nie wiecie (bo w szkole nie uczą), ale po porodzie się krwawi. Bardzo. Przez wiele tygodni (chociaż podobno są szczęściary, które przechodzą to szybciej).
Warto zaopatrzyć się w megapodpaski (żeby się nie martwić o bieliznę) i takie duże maty poporodowe (żeby nie martwić się o ewentualne poplamienie łóżka... Niby ludzka rzecz, ale wiadomo - trochę to krępuje)

Jeśli macie szczęście i komplikacji brak jeszcze tego samego dnia wyjdziecie do domu.
Uwaga: pielęgniarka przy wyjściu sprawdzi czy macie fotelik dla noworodka! Bez niego nie wyjdziecie ze szpitala!


Ja szczęścia miałam troszkę mniej - nakarmiłam Micha około 4 w nocy, później jeszcze o 8...Domyślam się, że coś zjadł, bo zasnął, ale później... zaczął płakać. Potwornie. Przeraźliwie. Płakał i płakał, przyszedł Tomek, a dziecko się nie dawało uspokoić. Ja go przykładałam do piersi, a on odpychał się i wrzeszczał. Przyszła pielęgniarka i powiedziała, że robię to źle, pokazała jak, powiedziała, że już dobrze, bo dziecko je i poszła... Może i jadło, ale się nie najadło, bo po chwili płacz zaczął się od nowa. Trwało to cały dzień, z krótkimi przerwami, kiedy zasypiał ze zmęczenia. Pielęgniarki przychodziły wiele razy kontrolować czy dobrze karmię, twierdziły, że owszem, a on nadal płakał...
Około 16 przyszła pielęgniarka spytać czy dziecko sikało... Przyznaliśmy, że nie i byliśmy przerażeni, bo w mojej rodzinie były śmierci dzieci z powodu nerek... Możecie sobie tylko wyobrazić nasz strach...
Powiedziano nam, że nie będę mogła wyjść ze szpitala skoro mały nie sika. Popłakałam się na myśl, że zostanę sama na kolejną noc (kolejna doba bez snu!) z płaczącym non stop dzieckiem.
Tomek miał jechać do domu coś zjeść, przywieźć mi parę rzeczy na później.
Chyba Michałek wyczuł moją rozpacz, bo stał się cud - zrobił siku! Nic mnie tak nigdy nie cieszyło jak tamta pielucha... Szybko zadzwoniłam do Tomka, który akurat zdążył wyjechać z parkingu.
Wrócił, po odebraniu papierów i fioletowego notesu pojechaliśmy do domu już we trójkę...
ALE...
Cały wieczór i noc to było pasmo płaczu - naszego i dziecka.
Ludzie mnie wcześniej straszyli, że dzieci stale ryczą, więc ja myślałam, że tak to już jest... Zasypiałam z dzieckiem przy cycu, dosłownie na stojąco...
Nad ranem Tomek (wykończony) pojechał po puszkę mleka modyfikowanego. Zrobiliśmy, podaliśmy, Michałek wypił aż 20 ml ;) i zasnął na całe 3 godz...

Teraz mam straszny żal.
Dziecko płakało przez tyle godzin w szpitalu, pielęgniarki mówiły, że pije, a ja zupełnie, nic a nic nie miałam pokarmu!
Dziecko nie zrobiło siku przez tyle godzin, bo nie miało czym!
Mówiły, że dobrze karmię - wierzyłam. Mówiły, że widać jak pije - wierzyłam. W końcu one się znają, nie ja, prawda?
Nikomu nie przyszło do głowy sprawdzić czy ja cokolwiek w tych piersiach mam...
To nasze pierwsze dziecko, nie było z nami nikogo doświadczonego, nie mieliśmy pojęcia co się dzieje, a on biedny przez dobę głodował! Jednodniowy noworodek!
Zawsze mi się płakać chce, gdy o tym myślę...

Będąc jeszcze w ciąży byłam przekonana, że będę karmić piersią... Nie pozwalałam kupować butelek, ani mleka...
Nie popełnijcie mojego błędu. Kupcie butle i puszkę mleka "w razie co", bo może się wam zdarzyć taki koszmar jak nam...


W kolejnej części opisze poporodowe wizyty położnej i wszystko co z nimi związane... Czyli co znajdziecie w fioletowych notesach i czerwonej książce...

16 komentarzy:

  1. miałam to samo,brak pokarmu,ale na całe szczeście trafiłam na mądrą pielęgnairkę,która kazała dokarmiac sztucznie i w domu juz czekało mleko,a w szpitalu dostawałam gotowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi nikt nie powiedział, że nie mam pokarmu... Wręcz przeciwnie - zapewniali, że dziecko pije...

      Usuń
    2. rozumiem,przykro mi,aż trudno mi sobie wyobrazić co przeżyliście:(

      Usuń
    3. My jak my, ale to Maleństwo biedne...
      Na szczęście było, minęło i na przyszłość już będziemy mądrzejsi...

      Usuń
  2. Ojej, aż trudno mi sobię to wyobrazić.. Ale nie możesz siebie za to winić, nie miałaś o tym pojęcia. Ważne że teraz Michałek jest zdrowym i radosnym dzieckiem ;) A ty jesteś super mama! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. aaaale obszerna relacja, nigdy nawet nie zastanawiałam się jak to jest mieć takiego maluszka pod opieką, a teraz sie czuję jakbym tam z Wami była... To musiał być koszmar dla Ciebie, ale przetrwałaś, a to sie liczy :) No i maluszkowi nic nie było... bardzo ciekawa relacja, od innej strony :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie jesli Cie zaciekawila :)

      Usuń
    2. baardzo, a gdy tylko znajdę chwilkę czasu przejrzą też pozostałe części :)

      Usuń
    3. Tymbardziej sie cieszę :)
      Chociaż chyba w Polsce prowadzenie ciąży i "procedury" sie nieco różnią od tych z uk...

      Usuń
  4. nie wyobrażam sobie nawet co przeszliście, dobrze, że wszystko skończyło się dobrze:) ciekawie piszesz zabieram się za czytanie poprzednich części:) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ciekawy cykl postów, mimo że na razie nie planuję dzidziusia to na pewno taka wiedza się przyda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej sie "procedury" duzo nie zmienią, więc (w razie czego) kiedyś będziesz mogła wrócić po informacje :)

      Usuń
  6. a Ty sama nie sprawdziłaś czy masz pokarm?
    nie starałaś się wycisnąć trochę?
    nie starałaś się pobudzić laktacji? albo spróbować ściągać laktatorem, aby zobaczyć czy coś płynie??

    bardzo lubie czytać Twoje posty zwłaszcza o przeżyciach ciążowych.
    sama oczekuję, i dla moje te posty to taka lekcja:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :)

      Kurze, nie wiem... Pielęgniarki mi mówiły, że dziecko pije, więc im wierzyłam...
      Mogła mi któraś podpowiedzieć, żebym sprawdziła, a sama chyba na to nie wpadłam... Pierwsze dziecko, my w uk sami... dużo jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy...

      A laktatora nikt mi nie zaproponował - dopiero w domu... ale o tym będzie kolejna notka z serii porodowych :)

      Usuń