Obserwatorzy

06.10.2012

Cz. II - poród w Anglii

Czas na drugą część serii - jak wygląda poród w Anglii. Notkę o prowadzeniu tu ciąży znajdziecie 2 posty wstecz. Notka o opiece poporodowej będzie następna.

Poród... Jak o nim pisać, żeby napisać, ale żeby nikogo nie zniechęcić i nie wywołać w czytelniku konwulsji? Chyba najprościej krwawe fragmenty pominąć... ALE są rzeczy o których pojęcia nie miałam w kwestii porodowej dopóki nie nadeszły - nikt ze mną o porodzie nigdy nie rozmawiał (poza midwife oczywiście). A wiedzieć by się chciało, prawda?

Kto nie chce niech nie czyta.
Będzie bardzo cieleśnie... ;)

Michałek był "przenoszony" - specjalnie mnie to nie dziwiło, bo ja w brzuchy też siedziałam dużo za długo (gdy mama wreszcie postanowiła poczłapać do szpitala ja już się dusiłam resztką wód płodowych...)
Na 26.09 - poniedziałek miałam umówione wywoływanie w szpitalu. 22.09 i 24.09 - o czym już pisałam - dość mnie zmaltretowano przy zabiegu zwanym masażem szyjki macicy. Przy pierwszym rozwarcie było zerowe, przy drugim miało jakieś tam pół cm i on chyba trochę pomógł, bo...

W niedzielę, 25.09 wstałam sobie o wpół do 7 na zwyczajowe "siku". Kto był w ciąży wie, że pęcherz ciśnie - zwłaszcza pod koniec - dosłownie co chwilę. Wróciłam do łóżka jeszcze dospać, o 6.40 zaczął mnie boleć brzuch, myślałam, że muszę do toalety, poszłam i... nic. Uznałam, że raczej już nie zasnę, więc postanowiłam się umyć i ubrać... Nagle patrzę: krew...!
Musicie sobie wyobrazić jaka byłam spanikowana, bo - uwaga - żyłam w świętym przekonaniu, że krew wypływa razem z dzieckiem a nie już z pierwszymi skurczami... (Teraz na tą myśl robię klasyczny facepalm...). Bałam się strasznie, bo w związku z powyższą niewiedzą uznałam, że coś się dzieje z dzieckiem!
Poczłapałam do sypialni - nie mieliśmy wtedy łóżka, spaliśmy na podłodze, a Tomek na wołanie, gdy śpi nie reaguje. Schylić się bałam, żeby sytuacji nie pogorszyć, więc obudziłam go kopniakiem... xD (lekkim)
On oczywiście nieprzytomny, pyta mnie co się dzieje, ja mu w panice krzyczę, że krew mi leci, a on... pyta SKĄD... Wtedy ja jeszcze większa panika, mówię mu skąd - chyba z dzieckiem się coś dzieje złego...
Była to mniej więcej 6.50 - dostałam drugi skurcz. Kolejny był o 7.00, 7.10, 7.15, 7.20 - szło ekspresem.

Ok, w takim razie telefon do szpitala.
Musicie wiedzieć, że tu przed przyjazdem dzwoni się poinformować o nim, wtedy pielęgniarki pytają co ile skurcze i ew. każą jeszcze zostać w domu lub po prostu wiedzą, że mają szykować miejsce.
Była niedziela, "zatrzęsienie porodowe" i usłyszeliśmy, że skoro to pierwszy poród, to z pewnością nic do wieczora nie ruszy...

W międzyczasie szybkie mycie, ubieranie, dopakowywanie szpitalnego bagażu, ból straszny, ale do przeżycia. Skurcze coraz częstsze i coraz mocniejsze, już co 4-5 min (po 4 minutach słaby, 5 minut później bardzo bolesny, po 4 znów słaby i znów bolesny).
Usłyszeliśmy, że to na pewno nie jest jeszcze poród i że mamy zadzwonić, gdy skurcze będą REGULARNE.
W tamtej chwili zdążyłam zwątpić co dla tutejszych pielęgniarek znaczy słowo "regularny", bo jak dla mnie coś co jest co 4 i 5 min. jest bardzo, ale to bardzo regularne...)

Około 10 skurcze zaczęły być częstsze - co 3-4 min., a po 10.15 już regularnie co 3 min. Wkrótce poczułam jakby coś od środka rozrywało mi kości. Ekspertem nie byłam, ale wywrzeszczałam do Tomka, że to chyba parte, że ma dzwonić, że jedziemy i że jak powiedzą, że mamy jeszcze zostać w domu, to &#%$* (pip pip pip - przekleństwa) urodzę pod szpitalem.

O 11.20 zapisaliśmy ostatni skurcz, a to znaczy, że zaczęliśmy mnie ubierać, wiązać sznurówki i człapać do auta. Wysiadając pod szpitalem miałam skurcze co 2 min.
Wpuszczona nas na oddział, zabrali moją zieloną książkę (o której Wam wspominałam w poprzedniej części) i zaprowadzili mnie do pokoju. (Suche fakty jak co wyglądało będą za chwilę).

Wprowadzono mnie do pokoju dokładnie o 12. Trochę pokrzyczałam i poklnęłam (cóż...), miałam już skurcze co minutę, a położna przyszła o 12.20...
Wcześniej mi mówili, że na porodówce dostanę koszulkę do rodzenia, więc czekając na nią położyłam się na łóżku w czym stałam, zostałam od razu zbadana i okazało się, że pełne rozwarcie - główkę już widać. Położna szybko spytała mnie tylko czy może mi przebić pęcherz płodowy (miała to w planie porodu, ale mogłam zmienić zdanie, więc - jak poprzednio - przed każdym ruchem jesteście pytane i nie robi się wokół was nic na co nie wyrazicie zgody). Oczywiście się zgodziłam, wody wypłynęły (Nie, nie chlustają jak w filmach...) i... się zaczęło.
O 13.53 Szkrab już był. Mierzył sobie 53 cm i ważył 3940 g :) Duuuży był chłopak :)

Położna powiedziała, że prawie całą robotę odwaliłam w domu i że życzyłaby sobie więcej takich pacjentek. Dodała też, że jeszcze chwila, a rodziłabym w aucie...

Niektórzy mówią, że tego bólu nie zapomnieli, ale ja w to nie wierzę :)
Nie pamiętam wiele z tego co się działo dalej, bólu już z pewnością nie (choć mam jego własną definicję).
Od tamtej chwili uważam się za najszczęśliwszego Kempka świata, a Michałek codziennie daje nowe powody do radości :)




A tak "na sucho":
Przed każdą czynnością musicie wyrazić zgodę - już pisałam. Uważam, że to jest bardzo w porządku, bo po prostu DECYDUJECIE O SOBIE.

Rodzić można z kim się chce - partnerem, przyjaciółką, mamą, siostrą. O ile się nie mylę przy waszym porodzie mogą być 2 bliskie osoby. Za obecność tej osoby nie płacicie, macie prawo do tego, żeby ktoś was wspierał i tyle.

W każdej chwili porodu możecie poprosić o coś do jedzenia lub picia. Osoba towarzysząca nie, ale można się dzielić :))

Rodzić można w szpitalu lub w domu, ALE w domu tylko jeśli to nie jest pierwszy poród i tylko jeśli poprzednie były bez komplikacji. W decydującym momencie dzwonicie po położną, która wam pomoże. Podczas porodu w domu nie możecie liczyć na znieczulenie, więc zaleca się wypożyczenie basenu do porodu. Za poród w domu się nie dopłaca.
Jeśli wystąpią komplikacje karetka zabiera was do szpitala.

Można rodzić w wodzie - jest to uznawane za jedną z metod znieczulenia. Ale w moim szpitalu basen jest jeden i jeśli inna kobieta już tam rodzi, to jej nie wyproszą, żebyście wy mogły zacząć - z tym trzeba się liczyć. Poród w wodzie jest darmowy.

Nie praktykuje się rutynowego nacinania krocza - zostaniecie nacięte tylko wtedy, gdy zajdzie taka absolutna konieczność.

Nie robi się tutaj przed porodem lewatywy - nawet niełatwo samemu kupić zestaw do niej.
Szczerze mówiąc trochę mnie to przerażało, ale wraz z którymś partym nadeszła myśl, że zwisa mi co ze mnie wypłynie lub wyskoczy - chce tylko urodzić.

Możecie rodzić w dowolnej pozycji - leżąc, klęcząc, stojąc czy kucając. Położna nie ma prawa odmówić Wam tego - to wam ma być wygodnie. Pamiętam, że podczas jednego z telefonów pielęgniarki chciały porozmawiać ze mną nie z Tomkiem, a ja zwisałam akurat w pozycji nietoperza przez oparcie kanapy... xD Róbcie co chcecie żeby uśmierzyć swój ból.

Nie wiem czy wszędzie (raczej tak) rodzi się w pojedyńczych salach. Od momentu przyjęcia do przeniesienia na oddział poporodowy jesteście w sali same + osoba towarzysząca + położna + praktykanci (jeśli wyrazicie zgodę).
W tej sali same sterujecie klimatyzacją, ciepłem, elektrycznym łóżkiem i co tam jest na stanie. Z niej też macie wyjście do toalety i wanny (z wszystkimi wygodami i ulepszeniami, gdzie możecie się później umyć). Toaleta i wanna przynależą do dwóch sal, czyli możecie spotkać panią rodzącą obok. Obie są sprzątane i dezynfekowane co 2 godz.

Oddział poporodowy to taki wielki hol, podzielony na poszczególne "pokoiki" - jesteście same, macie swoją szafkę, stolik i telewizor, ale od innych matek nie dzieli was ściana, tylko tkanina. Konkretniej kotary.
Mozna wynająć "murowany" oddzielny pokój - to jest odpłatne.

...A sensu płacić nie ma, bo po bezproblemowym porodzie zostajecie w szpitalu przez 6 godz. Jeśli to wasz pierwszy poród - 1 dzień.

Po narodzinach dziecku podaje się witaminę K w zastrzyku - o ile wyrazicie zgodę.

Zgodę wyrażacie też jeśli chcecie dostać zastrzyk przyśpieszający urodzenie łożyska - ja wyraziłam i dostałam, ale o tym wiem od Tomka, bo ja z tamtych chwil nic nie pamiętam poza Michałkiem :)
Warto taki zastrzyk przyjąć - dostaje się go w udo.
Położna pomaga urodzić łożysko ciągnąc za pępowine.

Znieczulenia
Po pierwsze - są bezpłatne.
- poród w wodzie (wtedy nie możecie użyć jako dodatkowego znieczulenia maszynki TENS i raczej odradza się epidural),
- terapie naturalne: aromaterapia, refleksologia, hipnoza ;)
- TENS - przyczepiacie na plecach nakładki przez które przechodzą impulsy elekryczne łagodzące skurcze,
- entonox - szerzej znany jako gas&air - mogę powiedzieć najszerzej, bo miałam to ja. Dostajecie (jednorazową) maskę przyczepioną do butli z mieszaniną tlenu i podtlenku azotu. Działa tylko chwilę po wdechu, a przyjmujecie go, gdy czujecie, że nadchodzi skurcz (w żadnym razie podczas parcia - gdy skurcz już jest przestajecie go wdychać). Gas&air nie usuwa bólu... raczej sprawia, że się na nim nie skupiacie, wywołuje efekt podobny do stanu nietrzeźwości - lekko kręci się w głowie i ma się wrażenie, że wszystko się dzieje gdzieś obok.
- zastrzyk morfinopochodny (najczęściej w nogę) - czyli silniejszy środek przeciwbólowy,
- zastrzyk w krzyż (epidural) czyli znieczulenie od pasa w dół - nie czujecie bólu... nie czujecie nic - kiedy przeć mówi wam położna.


Plus coś co mnie zaskoczyło - opowiadała mi o tym koleżanka, ale nie wierzyłam... póki mne nie spotkało :) Otóż: podczas porodu położna pyta czy chcecie dotknąć główki dziecka (gdy już wychodzi), a nawet zachęca żebyście sobie na nią zerknęły (gdy już wystaje). Ja odmówiłam, Tomek się na zerknięcie skusił, ale nie dotykał...


Nie wiem czy o czymś nie zapomniałam, ale piszę to już tak długo... zdążyłam w tym czasie ugotować i zjesć obiad, Tomek mi już mruczy, więc kończę. Dzieciem się idę zająć :)

Jeśli mogę Wam coś doradzić - skupcie się na parciu, nie powstrzymujcie skurczy, bo to tylko całość przedłuża. Ok - ból będzie okropny, ale im bardziej się skupicie, tym szybciej przejdzie.

Co do widzianych na filmach technikach oddychania ze szkół rodzenia - cóż... Dla mnie bzdura. Łapałam gaz jak ryba, zaciskałam zęby i parłam z całej siły. Z pewnością nie liczyłam oddechów i chyba słusznie, bo poszło w niecałe 8 godz :) Nie skupiajcie się w tej wielkiej chwili na pierdołach... Im szybciej urodzicie tym lepiej... dla Was i dla Maluszka... ;)

PS. To test też dla Taty ;)
Mój się sprawdził i zachował zimną krew. Byłam z niego bardzo dumna... Zwłaszcza, że przy jednym skurczu wrzeszczałam, żeby mnie nie dotykał (...boli mnie jak mnie dotykasz!!), a przy kolejnym płakałam, że mógłby mnie przytulić (...sama rodzę, nawet mnie nie obejmiesz...!)

20 komentarzy:

  1. Ale fajnie to opisalas, musze przyznac ze bardzo pomocne :)
    Mozee mialabys ochote napisac co zabrac do szpitala, jakie potrzebne rzeczy. Niby to jest w ksiazce napisane ale wolalabym dowiedziec sie od Ciebie.

    Pozdrawiam.
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram sie :)
      Tylko przypomnij mi jak bardzo to pilne, bo nie wiem czy dodac to przed czy zdaze po poscie o opiece poporodowej :)

      Usuń
    2. Zostaly mi rowne 2 miesiace ;) ale trzeba przygotowac sie wczesniej, moze to za szybko ale lepiej teraz na spokojnie niz pozniej w biegu :)

      Usuń
    3. Napisze :)
      I postaram się szybko :)

      Usuń
  2. Ostatnio ogłaałam jakiś film, zdziwiło mnie właśnie, że kobieta rodziła w basenie z wodą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W szpitalach raczej bardziej przypomina to okragla wanne, ale ten, ktory wypozycza sie do domu, to rzeczywiscie bardziej dmuchany basen :)

      Usuń
  3. Ahahaha poważnie kopnęłaś go leżącego na podłodze w dodatku śpiącego ?! osz ty!
    Ale z tego co napisałaś to dramaturgi i ogromnego bólu nie wyłapałam. Ahh, ciekawe czy kiedyś i mnie to spotka :D Puki co nie planuje, ale nie wiadomo co przyszłość pokaże..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inaczej by sie nie obudzil - mogloby nawet ufo ladowac :p

      Dramatu nie bylo, lekka panika owszem... A bol... pozniej sie o nim nie mysli :p

      Usuń
  4. Jestem z tych dziewczyn, które bardzo, bardzo chciałyby już mieć swoje maleństwo, chciałabym być w ciąży, patrzeć na ten brzuszek, urodzić własnymi siłami, przezwyciężyć ten ból, dać takiemu Skarbowi życie...
    Mój Tomek kiedyś zaskoczył mnie tym, że nie wyobraża sobie tego, że mogłoby go nie być przy porodzie. A ja na to: "CO?!" Zawsze mówiłam, że ewentualnie siostrę wpuszczę, a tak to chcę być sama i koniec. I kiedyś obiecałam mu wreszcie, że mu na to pozwolę. Teraz z kolei nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej (uważam, że jak na parę z nie tak długim 'stażem' jesteśmy sobie wyjątkowo bliscy :) ).
    Gratulacje dla Ciebie i dla Twojego T. Skarba macie cudnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekujemy :)
      Powoli myslimy juz o kolejnym :)

      Mi chyba od zawsze pasowala idea wspolnych porodow. Uwazam, ze to noe zaszkodzi jesli facet zobaczy ile kobieta zniosla by mu to dzieciatko urodzic...

      Ale jest jedna rzecz, ktora mnie... zniesmacza (smieszy...?): jest juz dziecko, kobieta ma do urodzenia jeszcze lozysko, wzglednie ja zszywaja, morze krwi, a dumny tatus zamiast jej pomoc - podac wode, przytrzymac za reke, chwyta za komorke i robi dziecku niewytartemu jeszcze z krwi i sluzu zdjecia... I oczywiscie jak najszybciej zdjecie malego golasa sle na fejsbusia... Jakby pozniej mialo na to nie byc czasu...
      Byc moze dziwni w tym jestesmy, bo dopiero jakies 3 godz. od porodu ja powiedzialam do Tomka: "Kurcze, zrobmy mu jakies zdjecie, wyslij do domu, bo pewnie czekaja"

      Usuń
  5. Ja jestem pełna podziwu, i dla Ciebie i dla Tomka.
    Tomek Ci kiedyś mówił jakie miał wrażenia po tym jak pokusił się o zerknięcie, kiedy główka była już widoczna? =) Ja bym się bała... choć pewnie i tak bym tego nie zapamiętała.
    A kazali Ci krótko po porodzie wstawać z łóżka i chodzić, wtedy kiedy nie miałaś jeszcze na to zupełnie sił? Bo w Polsce ponoć każą, ponoć szybciej do siebie dochodzisz czy coś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówił i uważam, że to kara dla niego, bo miał tam nie zerkać :P

      Nieee, nie kazali mi wstawać dopóki ktoś nie przyjdzie i nie zaprowadzi mnie do wanny - co miało nastąpić po 2 godz., a nastąpiło po 4.
      Leżysz i czekasz czy nie dostaniesz krwotoku... Ale i tak wstawałam popatrzeć na Misieńka :D

      Usuń
  6. Z tego co tu piszesz to wnioskuję, że nie ma różnicy między tym co jest u nas w Polsce, a tym co w Anglii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce jeszcze nie rodziłam, więc nie wiem, ale chyba jest większy wybór znieczuleń w uk...
      I chyba szacunek do rodzącej - ona decyduje jak jej jest dobrze/wygodnie, a nie pielęgniara zła, że się jej przerywa picie kawy...

      Chociaż podobno moje rodzinne miasto ma teraz bardzo dobry i bardzo chwalony oddział położniczy, więc mam zamiar to w niedługim czasie sprawdzić :))

      Usuń
  7. Z tych znieczuleń co wymieniłaś to w Polsce z tego co mi wiadomo to nie ma dwóch rodzajów.

    Ja się spotkałam w szpitalu z bardzo dobrą opieka. Nikt nie miał pretensji jak go wołałam. Ja decydowałam o tym czy chcę znieczulenie czy nie i mogę powiedzieć śmiało że panie pracujące w szpitalu były bardzo miłe.

    Mi się wydaje, że większość kobiet sporo negatywnych rzeczy wymyśla.
    Ja przed porodem tyle się nasłuchałam, że myślałam, że do rzeźni jadę.

    he he he Spora część moim zdaniem ma bardzo bujną wyobraźnie.

    Sama połoza mi powiedziała, że jak się zbierze sześć kobiet i zaczynają rozmawiać jaki to one miały ciężki poród to pięć z nich powinno nie żyć.

    Najlepiej nie słuchać tych opowieści wyssanych z palca.
    Pozdrawiam. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie uważam, żeby poród był niewiadomo jak straszny, ale też się dużo opowieści nasłuchałam...;)

      Faktem jest, że niektóre szpitale każą kupić "cegiełkę" za możliwość porodu rodzinnego oraz niektóre wciskają ściemy, że znieczulenia nie są za darmo... Niestety. Ale chyba program "Rodzić po ludzku" uświadomił ludzi i już się nie dają tak łatwo nabierać...

      Usuń
  8. Uwielbiam Cie!:) alez sie usmialam:D lezymy teraz z mezem przed telewizorem a ja czytam Twojego bloga na telefonie. Przeczytalam mu wlasnie na glos fragment o kopniaku, pytaniu skad 'leci' i pozycji nietoperza:DD swietnie to opisalas. Sama mieszkam w Uk i planuje zajsc w ciaze w przyszlym roku, wiec post jest jak najbardziej przydatny. Tez nie wiedzialam, ze krwawi sie juz przy skurczach. Pozdrawiam Cie serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :)

      Powodzenia w staraniach o maluszka - jakby coś, to pytaj :)

      Usuń