Obserwatorzy

23.09.2012

Cz. I - Ciąża w UK

Pytałam czy chcecie posty porodowe... Chciałyście :)
Ostatecznie postanowiłam podzielić temat na 3 części - ciąża, poród i opieka po porodzie, bo zdaje sobie sprawę, że wygląda to zupełnie inaczej niż w Polsce.
Jest tutaj inne podejście... Ja nawet do pewnego momentu miałam wrażenie, że to dziecko dopóki się nie urodzi tak na prawdę się nie liczy... Szczerze mówiąc jeszcze się tego wrażenia nie pozbyłam... ;)

Jeśli zaś chodzi o traktowanie w codziennym życiu - zdarzyło mi się, że babcie ustępowały mi miejsca w autobusie, a w markecie czy banku ktoś podchodził żeby przekierować nas na kasę, gdzie byliśmy obsługiwani bez kolejki.

Zaczynam od części pierwszej - czyli jak wygląda prowadzenie ciąży w Anglii.

Po pierwsze może przytoczę trochę historii - za dwa dni Micho ma roczek i zebrało mi się na wspominki.
Moja ciąża nie była nie planowana - mimo mojego młodego wieku. Nie była też dla nas żadnym zaskoczeniem - zaskoczyło nas raczej to, że w ciąże nie zachodzi się ot tak i trzeba się przez kilka miesięcy starać żeby utrafić ;)
Wiedziałam, że jestem w ciąży już po tygodniu od chwili gdy się stało - i na ponad tydzień przed zrobieniem testu. Z testem chcieliśmy poczekać, bo wcześniejsze były negatywne i robiło się po ich zrobieniu nieco smutno ;)
A skąd?
Okrycia dokonałam... w pracy. Zrobiłam sobie kawę, tak jak lubię - pół na pół z mlekiem. Było to po urlopie w Polsce, biorę pierwszy łyk i myślę: "Kurde, w Polsce ta woda tak się zmieniła, kawa smakowała jak z kamieniem. Była niedobra nawet u Babci, która zawsze wodę ma pyszną... Ale żeby przez te dwa tygodnie kiedy nas nie było w Anglii też zrobiła się taka kamienista...?" Obudziłam się porządnie dopiero pod koniec tego zdania i już na drugim trybie wiedziałam co jest grane. Tak - kawa smakowała jakby w wodzie wcześniej ktoś wypłukał kamienie - to był mój pierwszy znak.

Ciąże znosiłam dobrze, wręcz bardzo dobrze. Nadal twierdze, że to w większość przypadków zależy od podejścia...Oczywiście były bóle, było zmęczenie, było owłosienie w dziwnych częściach ciała, było pocenie się jak mysz i były mdłości. Nie poranne, nie wieczorne - całodzienne! W szczytowym momencie wymiotowałam nawet po szklance wody. Była jedna rzecz, którą jadłam - na śniadanie, obiad i kolację - chleb (koniecznie polski) z masłem (tylko "prawdziwe" masło) i dżemem wiśniowym (ale wyłącznie z kawałkami owoców). Po 5 mc stopniowo w tej kwestii zaczęło się poprawiać - przybyły zachcianki, więc... zdarzało mi się do obowiązkowej kanapki z masłem i dżemem zagryzać śledzika ;)
Za to najgorzej do samego końca znosiłam ziemniaki (zazwyczaj je kocham) - "cuchnęły robalem", odmawiałam nawet ich obierania, więc Tomek jadał ryż, którego nie znosi... :)

Aaaale... Ciąża jest cudownym czasem w życiu kobiety :)
Pisałam o tym już wiele razy (i bliżej niż dalej planuje pisać znów ;) ), więc przejdę do konkretów.

Ciąża w UK

Po pierwsze - ciąże w Anglii prowadzą midwife - to takie połączenie położnej z pielęgniarką. Jeśli wasza ciąża przebiega prawidłowo, aż do końca nie ujrzycie lekarza ginekologa. Taki system z wykluczeniem lekarzy generuje po prostu mniejsze koszty...

Po dowiedzeniu się o ciąży należy zgłosić się do gp - czyli odpowiednika naszego rodzinnego. On założy Wam kartotekę, wypełni niezbędne papiery, zmierzy ciśnienie i waszą wagę. Dostaniecie torbę ulotek i gazetek. On też powiadamia midwife, że musi was wkrótce odwiedzić...
To on "załatwia" też dla was kartę na darmowe leki i opiekę dentystyczną ważną podczas ciąży i w rok po porodzie. Karta taka przychodzi pocztą.

Aborcja jest dozwolona do 12 tc (do 24 jeśli wystąpią względy medyczne) dlatego lekarz ma obowiązek (niezależnie od własnych przekonań)  zapytać czy w ogóle się z tej nowiny cieszycie czy może chcecie dziecka się pozbyć...

W okolicach 12 tc do waszego domu przybywa midwife. Przynosi kolejną górę ulotek i książeczek, jeszcze raz pyta czy aby na pewno chcecie urodzić i zakłada "zielony notes" - odtąd będzie on wam towarzyszył do samego porodu. Wklejane tam są wszystkie wyniki badań, scanów, uzupełniane "ankiety" nt. chorób w rodzinie, stanu zdrowia itd. Również tam składacie podpis po "pogadance" czyli potwierdzacie, że midwife opowiedziała wam o waszych prawach podczas ciąży.
Na tej wizycie dowiecie się też gdzie zostaniecie odtransportowane w razie gdyby dziecko urodziło się dużo za wcześnie (u nas to było Birmingham) - na przewóz do tego szpitala nie musicie się godzić (wtedy w razie dużo wcześniejszych narodzin dziecko po prostu nie będzie ratowane).

Ważne - na wszystko musicie wyrazić zgodę. Przed każdym usg, badaniem tętna dziecka czy pobraniem krwi jesteście pytane czy chcecie aby to zrobiono. Tu nic nie dzieje się bez waszej zgody ;)
Tomek podczas usg zapytał o płeć dziecka na co usłyszał, że to matka musi wyrazić zgodę by ją znać... Zdanie ojca nie jest brane pod uwagę.

Dopiero po 12 tc ma się pierwszy scan (usg). (Bo nie chcą go robić niepotrzebnie gdyby jednak a) kobieta poroniła lub b) postanowiła usunąć). Ja na nim jeszcze raz byłam zapytana czy chce tego dziecka...
Scany są 2 - w 12 i 20 tc. W razie uzasadnionego podejrzenia, że coś pójdzie nie tak (u mnie tak było) robi się dodatkowe dwa scany - w 28 i 32 tc.
Położnej nie widujecie zbyt często - rzadziej niż raz w miesiącu. Każda taka wizyta to rozmowa, zbadanie próbki moczu, słuchanie tętna dziecka. Nikt tu w "podwozie" nie zagląda - spodnie ściągacie dopiero podczas porodu ;)
Po 3 miesiącu wypada badanie krwi (przy czym musicie wyrazić zgodę jeśli ma być też sprawdzone ryzyko wystąpienia zespołu Downa). Łącznie badano mi krew 3 razy.
Testu z glukozą nie robi się tu rutynowo - ja miałam ze względu na cukrzyce w rodzinie, ale nie znam więcej dziewczyn, które też by go miały...

Pod koniec ciąży robicie wspólnie z midwife plan porodu. Oczywiście znów podpisujecie, że zostałyście powiadomione o dostępnych możliwościach znieczuleń, pozycji porodowych, tego co się dzieje podczas i po porodzie, jak on się zaczyna, czego można się spodziewać. Możecie wyrazić zgodę na obecność studentów podczas porodu, na podanie zastrzyku przyśpieszającego urodzenie łożyska.
Musicie też się określić czy chcecie, by dziecko dostało po urodzeniu witaminę K oraz czy życzycie sobie sztucznego wywoływania gdyby dziecko się nie pchało - wybieracie też wywoływania metodę (przy czym po więcej niż 2 tyg. "przenoszenia" wyboru już nie macie...)

Achh... Dopiero po 22 tc dostajecie od położnej zaświadczenie, że jesteście w ciąży. I tak w praktyce tylko to zaświadczenie wraz z oficjalnym pismem chroni was przed zwolnieniem z pracy. Zwłaszcza jeśli pracujecie przez agencję.
Ja się (głupia!) przyznałam wcześniej, bo pracowałam fizycznie, więc bardzo mi zależało żeby nie dźwigać itd. Dzięki temu mój pracodawca pod koniec trzeciego miesiąca zwyczajnie mnie zwolnił ;)

W razie jeśli macie grupę krwi "-" dostajecie zastrzyk z antygenem, żeby nie wystapił konflikt waszej krwi z krwią dziecka. Ja mam "ujemną" krew, więc takie zastrzyki mnie nie ominęły...

Jeśi sytuacja tego wymaga spotykacie się ze specjalistą - mi proponowano spotkanie z genetykiem, a także macie oferowane dodatkowe badania. Ja się na nie nie zgodziłam, bo proponowane mi badanie było inwazyjne i niebezpieczne dla dziecka, a na moje pytanie co jeśli się okaże, że jednak coś jest nie tak niestety nie odpowiedziano mi "zaplanujemy leczenie" tylko: "Jeszcze przez tydzień możemy ciąże przerwać" i poradzono mi się szybko decydować... Dla mnie to było lekko nie do przyjęcia biorąc pod uwagę, że byl to 23 tc i czułam już ruchy maluszka...

Z drugiej strony: kiedy już dobijecie do czasu przedporodowego i coś złego się dzieje (u nas midwife pewnego dnia nie mogła usłyszeć tętna Michałka...) reakcja jest szybka: była to wizyta w domu więc natychmiast byłam pytana czy mają wzywać ambulans czy ktoś mnie do szpitala zawiezie. W szpitalu zrobiono mi KTG - wyszło dobrze, więc zostałam uspokojona i odesłana do domu.

Na koniec: ponieważ nie ma tu badań "majtkowych" ogólnie się często zdarza przenoszenie. I mnie dotknęło - na 4 dni przed upływem 42tc miałam masaż szyjki macicy (nie pomógł), więc kolejny miałam 2 dni później (ruszyło..).
Szczerze? Poród przy tym to jest nic...
Nigdy wcześniej i nigdy później mi się nie zdarzyło trząść z bólu - dosłownie nie mogłam opanować drżenia nóg i płaczu.
Poród wspominam nieźle, ale na myśl o wywoływaniu tą metodą trzęsę się jeszcze dziś...
Spacerujcie, skaczcie, biegajcie, pijcie malinową herbatkę i "przytulajcie" się do tż żebyście tylko nie musiały tego przechodzić... Coś strasznego...

Ale ile radości poźniej...;)


21 komentarzy:

  1. Tyle tego napisałaś, że dosłownie nie wiem jak to skomentować. Czyli Polska jeśli chodzi o ciążę i o same dzieci jest chyba w stu procentach lepsza od anglików.. Bardziej dba o nie, o ich życie. Bo aborcja jest jednak zabroniona..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dozwolona w niektórych przypadkach...;)

      Wiesz... Skoro kobiety się same tłuką o prawo do aborcji to tak na chłopski rozum dla kraju (uk) jest to na rękę - nie trzeba później takiej kobiecie płacić macierzyńskiego, nie trzeba też płacić child benefitu no i "becikowe" odpada;)
      Państwo na tym zyskuje, a na niechcianych dzieciach nie...

      Chyba w pl będzie podobnie za parę lat...
      Głupawe wiatropylne nastolatki/kobiety ustanowią sobie aborcje jako alternatywną metodę antykoncepcji...

      Ja jestem przeciwna, ale zawsze się znajzie ktoś kto będzie twierdził, że aborcja nie jest morderstwem i tyle...

      Usuń
    2. Aborcja nie może stać się metoda antykoncepcji ale śmieszy mnie nazywanie tego morderstwem....

      Usuń
    3. Dla mnie moje dziecko od poczatku mialo imie i szybko uslyszelismy bicie jego serca, wiec bylo dla mnie "dzieckiem", chociaz niektorzy je nazywali "plodem". Dziecko, to czlowiek, a zabicie czlowieka, to morderstwo. Uwazam, ze zycie sie zaczyna od polaczenia komorek...

      Usuń
    4. Mam inne zdane co do tego, dlatego też nigdy nie sięgnę po tego typu określenie.

      Usuń
    5. I wlasnie stad sie biora rozbieznosci w pogladach...
      Nie chce sie klocic, bo po co? Tylko spytam o Twoje zdanie - tzn. od kiedy zycie jest zyciem? Jesli zechcesz wyjawic :)

      Usuń
    6. Tutaj nie chodzi o kłótnię ale oto jaki mamy światopogląd i jak zostałyśmy wychowane :)
      W mojej Rodzinie nigdy nie było tematów tabu, poza tym Mama ściśle powiązana ze Służbą Zdrowia a przez moją Połówkę poznałam świat genetyki itd. więc nie rozpatruję tego w takich kategoriach.

      Druga sprawa, dla Ciebie to już dziecko, dla mnie nadal płód i nie ma większego znaczenia jak mogę to sformułować.

      Ciąża, różne aspekty oraz aborcja to tematy ściśle powiązane. Każdy z nich odciska swoje piętno na kobiecie. Jednak jeżeli byłabym w sytuacji kiedy miałabym podjąć decyzję o aborcji to nie rozpatrywałabym tego, że odbieram życie. Po prostu - mam wybór, którego dokonuję.

      Usuń
    7. Ja bym z pewnością taki wybór musiała okrasić nieprzespanymi nocami i walką z sumieniem. Każdy ma jak uważa, o...

      U mnie w domu się nie rozmawiało na ten temat... Właściwie niewiele się rozmawiało w ogóle...

      Usuń
  2. Fajny i ciekawy post. Ja jestem w 29tc, jeszcze 11 zostalo :) Juz nie moge sie doczekac kiedy zobacze mojego maluszka;)))

    A porod - tego chyba boje sie najbardziej ;(

    Gratuluje wytrzmalosci! 42tyg ciazy i ten masaz - nie moge sobie tego wyobrazic.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś już bliżej niż dalej :)

      Rodzisz w Anglii?

      Następny post powinien być o porodzie, więc może się czegoś nowego dowiesz :) A jakbyś chciała zapytać, to pytaj :) Ja tam wstydliwa nie jestem - na wszystko odpowiem ...:)


      Wyjścia nie miałam - Mały się nie pchał i masaż był koniecznością... I tak urodziłam w niedziele, a na poniedziałek na 8 rano byłam już umówiona na kroplówe i wywoływanie w szpitalu :)

      Usuń
    2. Tak rodze w Anglii.

      Chetnie poczytam o porodzie. Juz nie dlugo czekaja mnie 'lekcje' na ten temat :)

      Co do aborcji. Jestem temu przeciwna i gdybym mogla to na pewno bym tego zabronila, chyba zeby bylo to konieczne.





      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Co do aborcji... Niestety, tak jest ten świat urządzony, że tego co niewidoczne się zazwyczaj nie szanuje...
      I będzie tak dopóki będą się znajdować tacy co wmawiają, że życie nie jest życiem od początku...

      Usuń
  3. o wow. są plusy i minusy ciąży w UK. chyba by mnie denerwowało jakby ktoś po połowie ciąży mówił mi o usunięciu jej! i brak badań tych "macanych łapką" - ja się sama prosiłam, żeby mnie doktór obejrzała, bo mnie bolało na początku ciązy tak skurczowo. w PL to ze dwa-trzy razy w trakcie ciąży badają. i nie uważam żeby to było coś złego:)
    ale w sumie to nie wiem - chyba jednak wolałabym urodzić w UK...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idzie się przyzwyczaić do takiej bezbadaniowej ciaży...

      Ja byłam szczęśliwa, że mi nikt "w podwozie" nie zagląał...

      Usuń
  4. Dla mnie aborcja to temat normalny jak każdy inny. Kobieta ma pełne prawo do decydowania sama czy z partnerem czy chce urodzić itd. Jeżeli wiedziałabym, że wystąpią jakiekolwiek problemy czy obciążenia genetyczne to na pewno nie chciałabym doprowadzić do urodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to tez normalny temat.

      Rozumiem jesli ktos ma wybor - przezyje dziecko albo ja i wybiera siebie...

      Ale aborcja "bo to nie czas", "bo robie kariere" itd jest dla mnie niedopuszczalna.
      Myslec nalezy przed faktem, a nie po...

      Usuń
    2. Tutaj w pełni się zgodzę, bo to egoistyczna praktyka. Jeżeli "nie ten czas", "kariera ma pierwszeństwo" to niech kobieta i mężczyzna myślą o tym na każdej płaszczyźnie.

      Dla niektórych osób aborcja jest tematem, którego nie powinno się poruszać. Nie rozumiem tego no ale...

      Usuń
    3. Jest wiele takich ogolnie "nieporuszalnych" tematow...
      We mnie sie gotuje przy temacie aborcji z bezmyslnosci... Chyba sie stalam wielka obronczynia dzieci odkad mam wlasne...

      (Mam problem z polskimi znakami, gdy pisze z telefonu - dlatego ich nie uzywam. Wiem, ze to brzydko wyglada...)

      Usuń
    4. Osobiście uważam, że to na wpływ wychowanie, światopogląd i milion innych rzeczy :)
      Mnie to nie porusza, nie znaczy, że brakuje mi empatii ale patrzę na to z innego punktu widzenia.
      Przez długi czas nie planowałam ciąży i skrupulatnie oto dbaliśmy oboje. Jednak poprzez zmianę decyzji nie utożsamiam się z resztą świata ;) bo to nadal tylko moje decyzje i odczucia.

      Moje poglądy są niezależne od tego, czy coś posiadam czy nie. Emocje są pewną stałą bo akurat mam takie a nie inne podejście do życia. Jeżeli będę matką to dla własnego dziecka zrobię wszystko ale nie oznacza to, że zmienię swoje nastawienie.

      Nie przeszkadza mi brak polskich znaków ;)

      Usuń
    5. A jednak coś się zmienia...

      Zawsze uważałam, że nie lubie dzieci. Wprawdzie się do mnie garnęły, ale większość mnie irytowała.
      Później (z decyzją o własnym) przyszły myśli, że własne to co innego (oj, rzeczywiście - traktuje się je w innych kategoriach...)
      Od pewnego czasu mam wrażenie, że "wszystkie dzieci moje są", jakaś "matka polka" się z mnie zrobiła. A najbardziej mi żal tych maluczkich, tych nieurodzonych też.
      Tak już mam.

      Chociaż jednego się nie wyzbyłam: nie znoszę rozwydrzonych efektów bezstresowego wychowania, z wieczną postawą roszczeniową... Może jednak nie taka idealna matka matka miłosierna ze mnie, jak mi się czasem wydaje...

      Usuń