Obserwatorzy

28.08.2012

Lullworth Cove i Durdle Door - podróżowo :)

Korzystając z dłuższego weekendu wybraliśmy się nad morze. Tym razem angielskie. Padło na Wybrzeże Jurajskie na południu Anglii.
Zacumowaliśmy w przepięknej mieścinie Lullworth, która ma boską zatoczkę z kamienistą plażą, a później przenieśliśmy się kawałek dalej w okolice Durdle Door.
Niestety - tym razem też nie dotarliśmy do samego łuku, bo z wózkiem tam nie ma mowy dojść.
Dlatego wierzymy, że do trzech razy sztuka i za rok jedziemy tam na dłużej :))

Wybrałam dla Was kilka zdjęć :)

Po zaparkowaniu trzeba kawałeczek dojść do plaży w takich okolicznościach przyrody:


Idziemy uliczką, widzimy kawałek niebieskości, który się coraz bardziej przybliża...


...i przybliża...


...i przybliża...


Aż w końcu jest!


Zatoczkę otaczają zielone wzgórza:



Fale rozbijają się o brzeg (Ach ten kapuściany smród glonów!):


Pływają łódki:



Można posiedzieć i ponapawać wzrok... Węchu niestety nie...
Ale któż by się przejmował?

Mieliśmy na krótko wykupiony parking, więc ruszyliśmy za niego dopłacić po drodze przystając na lody:


Półtora roczne dzieci w wózkach, to - wg niektórych rodziców - idealne osoby w idealnym wieku, żeby dostać wielką gałkę lodów "Made in China", zrobionych nie wiadomo z czego i nie wiadomo w jakich warunkach.
Aż musiałam zrobić zdjęcie, bo by mi niektórzy nie wierzyli :P


Zmęczeni lekkim pagórkiem na którym znajdował się parking - w drodze do Durdle Door:

Taaaaatoooo, a długo jeeeszczeeee...?


I prześwietlona słit focia z ręki:




Okolice Durdle Door:


Niestety - sama atrakcja tylko z daleka... Tym razem ;)


Przypominam, że jest to naturalny łuk wapienny, wydrążony przez wodę. Staruszek datowany jest na 140 mln lat, a więc sporo pamięta...


Zarówno zatoka jak i łuk są wpisane na listę dziedzictwa UNESCO




Mały człowiek i Morze...:))


I ostatni rzut oka znad parkingu:


Uwielbiam takie miejsca!
Na starość kupimy tam domek :)

25.08.2012

Nivea Visage, Daily Essentials - mocno nawilżający krem na dzień

Mam suchą skórę twarzy. Bardzo suchą.
Mam też pewną wadę - czasem brak mi systematyczności.

Skończył mi się krem nawilżający, nie kupiłam następnego przy jednych zakupach, przy kolejnych też nie i nie przy następnych...
Minęło kilka(naście?) tygodni, a moja buzia była wyschnięta na wiór. Dosłownie. Gdy nakładałam podkład na brodę, ten na czole już się łuszczył. Bez podkładu nie było lepiej.

W końcu wpisałam krem na listę zakupów i nawet nie zapomniałam pójść do odpowiedniej alejki w sklepie.
Wybór padł na krem Nivea.


Czy słusznie?
Był stosunkowo tani - przy okazji promocji jakieś 3 f. za 50 ml.
Niebrzydka biała tubka, różowy korek.
Przeznaczenie do skóry suchej i delikatnej.


Niestety - po zużyciu jakiejś połowy kremu z tubki było coraz trudniej cokolwiek wycisnąć. Mogłam ją wyrzucić i zmarnować połowę kremu, albo przeciąć i się babrać zasychającym na wolnym powietrzu kosmetykiem.
Oczywiście przecięłam...

Krem jest biały, tłusty, ładnie pachnie, niby jest wydajny, ale trzeba go sporo na posmarowanie całej buzi. Zostawia na twarzy tłusty film (mi to nie pasowało, że jeszcze parę godz. później się świeciłam). Trzeba sporo odczekać, żeby móc nałożyć na niego makijaż.


Efekt?
Po zużyciu całego opakowania nawilżenia nie zauważyłam. Już pod wieczór każdego dnia skóra robiła się sucha, podkład łuszczył się niewiele mniej niż wcześniej. 
Gdy krem się skończył buzia była taka, jakbym jej nigdy nie nawilżała.
Właściwie odniosłam wrażenie, że skóra była "nawilżona" dopóki trzymała się na niej ta tłusta powłoka.
A nie o to chodzi, prawda?


Dodatkowo nie można mu dać plusa za brak zapychania - podczas jego stosowania dużo częściej niż zazwyczaj znajdowałam na buzi "niespodzianki".
Nic przyjemnego.

Nie polecam.


Teraz używam innego i jestem zadowolona - wkrótce recenzja!

21.08.2012

Łupy z Polski :)

Po przeprowadzce do UK byłam zachwycona możliwościami jakie się przede mną otworzyły w kwestii zakupów - pierwszy raz w życiu pracowałam, mogłam sobie pozwolić na wiele zbędnych pierdół, a do tego wybór był większy i dostęp do pewnych marek radował (np. Sleek na wyciągnięcie ręki, a nie tylko w sklepie internetowym).
Kupowałam, wydawałam, założyłam bloga i... wtedy odkryłam, że strasznie mnie irytuje, gdy mi leżą 3 szampony, a jeszcze nie skończyłam używać jednego...
Do tego zrobiłam się skąpa, a gdyby tego było mało postanowiłam zostać wzorową panią domu i dbać rozważniej o domowy budżet...

Doszło do tego - o czym już parę razy pisałam - że w drogerii jestem od wielkiego dzwonu i kupuję nowe kosmetyki tylko wtedy, gdy stare sięgają dna.
Jakoś mi to weszło w nawyk, a nie jest to specjalnie kosmetykoholiczne :)

Właśnie dlatego moje zakupy z Polski nie zajmą mi kilku notek, a tylko jedną:)
Trochę podkradłam mamie, trochę siostrze, obrobiłam Biedronę, zgarnęłam zaległą paczkę z wygraną z rozdania i oto jest.

Nie szalałam w kwestii kosmetycznej, za to moje ulubione lompeksy przewaliłam jak huragan xD
Jednym z głównych powodów do radości na myśl o powrocie do Pl są sh :)
Uwielbiam szperać, a Wy?



Wzięłam się za ciało od wewnątrz - postanowiłam zadbać i od zewnątrz.
Rozpoczęłam akcję regularnego balsamowania i smarowania, bo ostatnio marnie mi szła systematyczność w pielegnacji (i było to widać)


Kosmetyki Nivea podebrałam siostrze.
Tylko keratyna była planowanym zakupem :)


Zaopatrzyłam się też w zapas Białego Jelenia do higieny intymnej - mój faworyt, a płynów miałam wiele.


Aż mnie strzeliło, gdy odkryłam, że BB z Maybelline kosztuje niecałe 20 zł... Za swój płaciłam 8 funtów...
Widzicie też podkład z Lovely - nie maluje się na wyjścia, najwyżej na wyjście o sklepu, a żeby przez te 2 godziny pod wieczór nie czuć się "nago" ten podkład jest idealny.

Ostatnio znienawidzona odżywka Eveline co do której dopiero wyrabiam sobie zdanie i kilka kradzionych z domowych kosmetyczek lakierów + wygrane z rozdania :)


Niewiele, żadnych drogich marek, a mam wrażenie, że kupiłam nieprzyzwoicie dużo :P
Ostatnio więcej uwagi poświęcam na wybór kaszek niż tego czym się umaluję... Nie wiem - czy taka jest przypadłość wszystkich młodych mam?

20.08.2012

Prywatnie - podróżowo: Jantar

Będąc w rodzinnych stronach Tomka postanowiliśmy odbić kawałek i wybrać się nad morze...
Morze jak morze - czy wyjdę na bardzo złą, gdy napisze, że wolę angielskie? Mamy takie miejsce nad angielskim morzem, gdzie są boskie widoki, można się powspinać, cuda wianki - zresztą wstawiałam tu kiedyś zdjęcia :) (W zeszłym roku w marcu bodajże)
NA SZCZĘŚCIE pogoda się zepsuła - widok tłumów złażących z plaży był najpiękniejszy na świecie :)

Może to dziwne, ale uważam, że Bałtyk zyskuje bez "przyozdobienia" w postaci kilometrowego pasa ciał kształtów i rozmiarów wszelakich...

Nie mam wielu zdjęć, bo miałam focha za wybranie takiego miejsca...;)






Kooonik:


Foch mi przeszedł, gdy dostałam pierścionek z bursztynem:


A tu jeszcze się zaplątało kilka zdjęć z Gołuchowa:






A Wy jakie wolicie morze - nasłonecznione i zatłoczone czy zachmurzone i puste?

18.08.2012

Gdzie Essence w UK?

Chyba żyję jak zombie.

Jakimś cudem nigdy mieszkając w Polsce nie odryłam Essence.
A teraz na urlopie i owszem... I kupiłam oszałamiającą ilość kosmetyków: 3.

Żebym ich chociaż od razu użyła - pobiegłabym po kolejne. Ale użyłam dopiero teraz... i klops, bo ja tu nigdzie Essence nie widziałam...


Czy któraś się może orientuje gdzie w Anglii można kupić te kosmetyki? I czy w ogóle?


Zakochałam się! Zakochałam się w ich lakierze do paznokci i oszaleje jeśli nie dostanę kolejnych odcieni!

16.08.2012

Podróżowo - Gołuchów

Gołuchów leży całkiem niedaleko mojego rodzinnego miasta, więc będąc w Polsce chętnie się tam wybraliśmy.
Mnie ciągnęło tym bardziej, że tym razem miałam zamiar załapać się na zwiedzanie zamku, a nie tylko żubry i ogrody. Uwielbiam takie klimaty - najchętniej bym ubrała suknie beze i chodziła po zamkach udając, że to moje :D
Troszkę się rozczarowałam, bo do zwiedzania udostępniona była tylko część, prędkość spora (wręcz się czułam poganiana) i zdjęć dla Was nie mam, bo to bardzo ciemne wnętrza, a z fleszem oczywiście nie wolno...
Wiem też, że Tomek drugi raz ze mną nie pójdzie, bo odtąd "Już raz byłem" i nie mam pojęcia jak zdobyć pieniądze, żeby sobie taki zamczek kupić.

Może mała blogowa zrzutka na rzecz Kempka?:D
Żeby Was zmiękczyć wypomnę, że miałam 16 dni temu urodziny :P