Obserwatorzy

20.07.2012

Paszport dla dziecka w UK, a konkretnie Ambasada RP z perspektywy petenta...

 Że się dużo polskich dzieci rodzi w Anglii - wiadomo nie od dziś.
Trudno się temu dziwić - emigrują głównie młodzi ludzie, a tu łatwiej sobie życie ułożyć, przyzwoite mieszkanie znaleźć, kupić czy wynająć, a przede wszystkim paczka pieluch nie kosztuje tutaj tyle ile przeciętna dniówka...
Łatwo też się domyślić, że niemowlaki potrzebują dowodów tożsamości, żeby móc w Polsce odwiedzić dziadków czy załatwić sprawy z polskim aktem urodzenia...

Spora część kraju, o ile nie większa podlega w takim załatwianiu pod Londyn.

Składanie wniosku idzie nadzwyczaj szybko - trzeba się zapisać przez internet, datę i godzinę wizyty w POSK ma się z góry wyznaczoną, kolejek większych tam brak, przestronny hol w którym można poczekać czy nakarmić dziecko jest do dyspozycji, miła pani w okienku przyjmuje wniosek i wyznacza datę odbioru na za 6 tygodni...
Jak dotąd miodzio - obsługa wg angielskich standardów :)

ALE

Paszport trzeba też odebrać...

Czy już wyrobiony, czy może ma jakieś spóźnienie dowiedzieć się nie sposób...
Numer telefonu istnieje, ale... podobno ktoś, kiedyś, w odległej galaktyce się tam dodzwonił...

Trza jechać w ciemno.

My wybraliśmy się we trójkę, bo nie lubię jak Tomek sam jeździ tak daleko...
Całe szczęście, że nie mam prawa jazdy, bo może musiałabym się wybrać sama z Michem i to dopiero byłby strach...
Pecha mieliśmy, bo trafiliśmy w czas, gdy M4 była zamknięta.
GPS w związku z powyższym pokierował nas... przez centrum miasta.
O ja pierdykam!
1. Ludzie próbujący przejść przez ulicę i wyskakujący spomiędzy alejek od tyłka strony.
2. Autobusy jadące JEDEN ZA DRUGIM z których każdy próbuje się dostać na twój pas ruchu, więc mu ustąp - norma.
3. Taksówki jak święte krowy - mają z góry pierwszeństwo, więc ustąp jednej, drugiej, dziesiątej...
A do tego miasto rozkopane, oznaczenia tak sobie dla kogoś z zewnątrz...
Ile razy zostaliśmy strąbieni i ile mandatów przyjdzie nie liczę.
Ale to nie wina systemu, bo nikt nam tam jechać nie kazał (poza dżipiesem)

(Uczcijmy minutą ciszy pomysłodawce metra.)

Wreszcie dobijamy do budynku Ambasady. Jest jedno jedyne miejsce parkingowe, ale za to przed samym wejściem, więc cudzio :)

I wita nas... KOLEJKA
Ale jaka to jest moi drodzy kolejka!
Zdjęć nie zrobiłam, ale ktoś przede mną na to wpadł:

(zdjęcie pochodzi ze strony http://www.magdainlondon.com/ i jest własnością jej autorki)

Wiele spraw załatwiałam, ale w życiu nie stałam jak pieprzony dziad przez 40 MINUT na ULICY PRZED URZĘDEM!
Zresztą - nie mam co narzekać. Michu duży, słonko na chwile wyszło i jakoś zleciało... Ale ludzie tam stoją z noworodkami, zimą i w deszczu.
Daszka nie odnotowano.

Sama kwestia stania:
Gdy dotarliśmy kolejka do drzwi stała z dwóch stron, więc ustawiliśmy się gdzie bliżej.
Błąd!
Pan ochroniarz raczył mało grzeczne uwagi czynić co do kwestii stania z dwóch stron, oraz "ON NIE BĘDZIE LUDZIOM TŁUMACZYŁ CO CHWILĘ GDZIE MAJĄ STAĆ", bo "TO NIE NALEŻY DO JEGO OBOWIĄZKÓW".
Ponadto:
"KARTKA PRZECIEŻ WISI!"
Rozglądam się, szukam, patrzę... Jest! Kartka wisi. Po tamtej stronie kolejki. Na murze. Przed murem metrowy trawnik i wysoka krata. Krata aż gęsto zastawiona narodem, a kartka dumnie się prezentuje... mniej więcej na wysokości bioder dorosłego człowieka.
O przepraszam!
Podła ja!
Ona wisi na wysokości wzroku... przeciętnego pięciolatka! Szkoda, że Mich jeszcze czytać nie umie, może by nas poinstruował!

Co do samego zakresu obowiązków wspomnianego wyżej pana - problemu nie widzę. Na te półtora godziny można przecież zatrudnić kogoś specjalnie do wskazywania kierunku kolejki.
Podatnicy chętnie zapłacą.

Godziny otwarcia.
Okres wakacyjny, paszport chce każdy.
Wydaje się je w godzinach 14.00 - 15.30.

Dostaliśmy się do środka  o godz. 15.20. 10 minut później Pan Ochroniarz z donośnym trzaskiem zamknął drzwi. Kto się nie dostał, a jechał te pareset mil, ma problem.

Ochrona
Bramka, która ma za zadanie wykryć ewentualną broń służy za przedłużenie biurka panu ochroniarzowi.
Sądząc po kurzu wyłączona na stałe.
Gdyby jakiś oszołom (których nie brak) wniósł bombę, to co by z nas zostało należałoby zeskrobywać ze ścian i odsyłać w słoikach po dżemie.
Całe pomieszczenie wielkości dwóch moich salonów, a salon mam mały. Do tego ludzi jak mrówek...
Dziwne, że jeszcze nikt na to nie wpadł...

Sam Pan Ochroniarz (duże litery, moi drodzy, koniecznie duże litery!)
Znacie ten typ człowieka z jakiegoś powodu pewnego, że jest nieruszalny?
Tacy ludzie występują tylko w sektorze publicznym, przyspawani na stałe do ciepłych posadek - w sektorze prywatnym się raczej nie trafiają.
Relikt PRLu...
Tu mamy książkowy przykład: "zimny łokieć" oparty o wykrywacz metalu, patrzenie na wszystkich z góry, każdy kto wchodzi jest głupkiem, odpowiedzi na pytania udzielać obowiązku nie ma, opryskliwość i lekceważenie.
Jakaś kobieta, która zwróciła mu uwagę usłyszała, że "Jak się pani nie podoba, to niech sobie pani skarge pisze!".

Jedynie panie w okienkach ratowały sytuacje starając się wydawać paszporty jak najszybciej, do tego żadnej nie brakło uśmiechu. Za to plus.


Mieliśmy zamiar pozwiedzać, ale o odstaniu 40 min. w kolejce przed budynkiem i 20 wewnątrz oraz w perspektywie korków na autostradzie mieliśmy dość.


Powiedzcie mi jak to możliwe, że w każdym angielskim urzędzie miejsca dla ludzi sporo POD DACHEM i usiąść jest gdzie, a tam gdzie spodziewane są dzieci można znaleźć kąciki z zabawkami, a do polskiego przybytku na obczyźnie stoi się jak na audiencje u Królowej i znosi traktowanie pt. "Jak śmiałeś mi przerwać picie kawy?!"

My płacimy za te paszporty, a Wy (lub Wasi rodzice) płacicie bojońskie sumy z podatków na utrzymanie tych placówek.
A wygląda tam właśnie tak.




Zdjęć kilka mam, ale robionych z auta (auuu!)
Akurat w budynkach można się tam zakochać:







Ktoś bardzo mądrze zapiął rower:












10 komentarzy:

  1. Współczuję. Też ostatnio wyrabiałam paszport w konsulacie (Berno, Szwajcaria), ale: na złożenie wniosku umówiona byłam na konkretną godzinę, a odbierać nie musiałam, bo za dodatkową opłatą (znaczki) wysłano mi go poleconym do domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas chyba wysyłają tylko w szczególnych przypadkach.
      Pewnoci nie mam, dopytam i sprawdzę za rok...

      Usuń
  2. Godzina czekania z mojej perspektywy to nie tragedia. Sama w Poznaniu robiłam paszport którego procedura zajęła mi 3,5h (a niestety było tam dużo rodziców z dziećmi, trzeba być osobiście i wszyscy...) 2,5h czekałam na złożenie wniosku, 1h na odbiór.
    Bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi nie chodzi o to nasze czekanie. Michu jest duży, akurat chwilowo było ciepło i zleciało... Chodzi o to dziadowanie przed budynkiem na chodniku...
      Sami mieliśmy zamiar jechać na Gwiazdkę do Polski, a to by znaczyło stanie tam z niespełna miesięcznym dzieckiem w zimie... Teraz się cieszę, że się nie zdecydowaliśmy...
      Poza tym do Londynu mamy 2,5 godz. z brakiem poszanowania ograniczeń prędkości, więc łącznie 5 i jakoś nie byłoby nam przyjemnie gdybyśmy stali te 10 min. dłużej i ktoś by nam zatrzasnął przed nosem drzwi...
      W UK rodzi się mnóstwo Polskich dzieci, a i dorośli potrzebują paszportów. Dział paszportowy otwarty przez półtora godz. jest w tej sytuacji śmieszny...

      Usuń
  3. Jest z tak zwanego chińczyka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj :)
    Chciałabym serdecznie zaprosić cię na mojego nowego bloga poświęconego fotografii. Przepraszam za tzn. `spamowanie`, lecz jest to tylko wiadomość do osób które aktualnie obserwuję. Fotografia jest moją pasją od bardzo dawna i miło będzie jeśli wpadniesz i będziesz oglądać moje poczynania :)

    Pozdrawiam

    http://fotografia-pcieslak.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne zdj. :D Jakim aparatem robiłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałabym je robić zwiedzając... :)

      Robiłam moim wiernym Nikonem L110 ;)

      Usuń
  6. Zdjęcia urocze, ale opisana Twoja sytuacja jest żałosna ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano :)
      Ale chyba ich prośby i grośby zmęczyły, bo teraz paszport dzieci będą dostawać na 5 lat, więc już nie będzie co roku takich "przyjemnych" wizyt w ambasadzie ;)

      Usuń