Obserwatorzy

31.05.2012

Makijaż kolorowy, pastelowy i zachody słońca z naszych okien :)

Zalega na dysku - jeszcze z zimy :)
Wszystkie cienie pochodziły z paletki Sleek Paraguaya. (Niebieski nawet raczył się rozmazać co oczywiście dostrzegłam po zrzuceniu zdjęć...A zostały po selekcji aż 2..)




Kolorów zimą wiele nie ma, ale zachody słońca - piękne.
Mamy to szczęście, że mieszkamy na wzniesieniu, do tego na pięterku. Prawie wszystkie domy sąsiadów stoją niżej (choć niewiele) i dopiero za kilka ulic zaczynają się kolejne górki - jest bardzo malowniczo :)




**



 **



Się pochwaliłam, a co... :)

28.05.2012

TRESemme - odżywka Smooth Salon silk

Zdarzyło się, że zabrakło mi odżwki. Tomek jechał akurat do sklepu, więc dostał zadanie zakupu jakiejkolwiek. Wrócił z poniższą, twierdząc, że sam kiedyś używał czegoś z tej firmy i sobie chwali.
Było to pół roku temu, a nawet dalej - pod koniec października i od tego czasu TRESemme ma u mnie ogromny kredyt zaufania ;)


Po pierwsze - butla jest ogromna. Wciąż używam tej kupionej w październiku i zostało mi około 1/5 opakowania, a włosy myje najrzadziej co drugi dzień ;) Tu też jeden (jedyny) jak dla mnie minus - pełne, prawie kilogramowe opakowanie niezbyt łatwe jest do utrzymania mokrą dłonią pod prysznicem, gdy drugą mamy podstawioną żeby produkt "złapać". Ale jednocześnie nie trzeba się męczyć z odkręcaniem - nakrętkę wystarczy nacisnąć, żeby nalać produkt.
Jest strasznie wydajna, używa jej się niewiele, bo dobrze się rozprowadza, a produktu starcza i starcza ;)

Ma gęstą konsystencje, ale się nie klei. Ma przyjemny, mocny zapach, ale na włosach go długo nie czuć.

Przyznam, że mgliste mam już wspomnienie moich włosów sprzed niej - pamiętam, że po rozczesaniu miały kształt trapezu i tworzyły mi nad głową puszącą się stodołę siana... Niewiele odżywek pomagało... Większość po kilku tygodniach używania działać przestawała... A tu takie zaskoczenie :)

Nakładam na włosy, spłukuję po krótkiej chwili - włosy nie są obciążone, w żaden sposób nie wzmaga to przetłuszczania. Genialnie się rozczesują, są mięciukie, błyszczą. Idealne tylko po odżwce nie są  - używam jeszcze szamponu i spreju z tej firmy (o nich innym razem) i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że o jakieś 70% mniej puszą się moje włosy (w porównaniu z tym co było przed erą Tresemme). Jasne - tu i ówdzie się naelektryzują, ale jest niewyobrażalna poprawa w ich wyglądzie! Teraz po rozczesaniu spływają w dół w miarę jedną falą.




Jestem w trakcie wybierania do kolekcji produktu po którym moje włosy będą zupełnie jak w reklamach... :)

Tymczasem powyższą odżywkę polecam z całej siły :)

20.05.2012

Mamowo: Johnson's baby bath (niebieski)

Nadszedł taki czas, że skończył się zapas płynu z Polski i trzeba było przerzucić się na coś tutejszego. Znajomi przynieśli w prezencie Johnson'sa i póki co z nami został.

Ale czy przez swoją niesamowitość?
Chyba raczej przez brak zaufanych zamienników ;)



Płyn jest wydajny - duża butelka starcza na conajmniej 2 miesiące, a używam go sporo.
Konsystencja średnia - gęsty, wręcz kleisty, trochę to mi nie odpowiada ;)
Skład taaaaaaki długi i chyba niezbyt niealergiczny... Micha nie uczulił (chociaż podobno z uczulania jest znany), ale kiedyś tarł oczko podczas kąpieli, woda z płynem mu się tam dostała i następnego dnia było zaropiałe. Mało tego - to mój ulubiony wytwarzacz piany, robi jej całe mnóstwo, więc chemii w nim po uszy...

Pachnie przyjemnie, młoda skórka nie jest po nim wysuszona, a o to przy niemowlaku łatwo.
Trudno go pod koniec wydobyć z opakowania, więc sporo się go marnuje jeśli się butelki nie przetnie (a skoro to płyn Micha, to nie przecinam...)
Spokojnie mogą go też używać dorośli - nie podrażnia.

W sumie poza lepkością niewiele mogę mu zarzucić, ale gdybym miała do wyboru coś, czego lista składników nie przypomina składzika starego chemika, to ten płyn by do mojego koszyka nie trafiał... ;]

Aaaa... firma jeszcze niedawno niewiele sobie robiła z kwestii nietestowania na zwierzętach - nie wiem jak jest teraz.

15.05.2012

Kempek wygrał :)

Chwalipięcko napiszę, że wygrałam w rozdaniu u Maggie
Takie maleńkie, przesłodkie cudeńko :)
Kto zajrzy do środka znajdzie balsam do ust :)


(Podkradam z jej bloga, mam nadzieję, że się nie pogniewa)

Prawda, że cudo?:)

11.05.2012

Under Twenty, Anti! Acne - żel 3w1

Co jakiś czas zbieram się z silnym postanowieniem pozbycia tego i owego z twarzy.
Co jakiś czas z zapałem się za to zabieram... i oczywiście co jakiś czas ponoszę porażkę...

Ten żel jest jednym z tych, których od miesięcy staram się zużyć i który zawsze porzucam zniechęcona... ;)

Pocieszam się, że jestem coraz bliżej końca i wkrótce mi się uda.

Do rzeczy:



Żel jest bardzo gęsty, wręcz gliniasty. Trudno go rozsmarować, powstaje gruba kleista warstwa, którą możemy:
a) zmyć od razu (używając żelu jako żelu)
b) pomasować kilka chwil i wtedy zmyć (używając jako peeling)
c) pozwolić zaschnąć, po czym zmyć (maska).



Produkt jest bardzo wydajny, z niecierpliwością wypatruję końca.
Ma widoczne drobinki ściarające - dość spore i naprawdę ostre.
Pachnie przyjemnie, świeżo.

A działanie?
Niezależnie od sposobu użycia jest trudny do zmycia, trzeba lać wody na twarz i lać, a na końcu i tak zostaje część zaschnięta we włosach.
Drobinki ścierające są za ostre - przy mocniejszym ,aż boli. Fakt, że skóra jest wygładzona, ale czy dyskomfort jest tego warty?
Bardzo, przeraźliwie aż wysusza skórę. Już po pierwszym użyciu czuć wyraźne ściągnięcie, a przy regularnym stosowaniu skóra wygląda jak pustynia.

Niedoskonałości jest jakby mniej - do czasu. Szybko zaczynają zmasowany atak, dosłownie jakby chciały się odegrać.

Wpadamy w schemat: zaczynam używać, widzimy poprawę (zmniejszenie ilości niedoskonałości), skóra jest ściągnięta, ale do przeżycia. Po kilku - kilkunastu użyciach zauważamy, że skóra jest sucha jak wiór za to cuda i cudeńka zaczynają wyrastać jak grzyby po deszczu. Odstawiamy, intensywnie nawilżamy buzię. Po kilku tygodniach myślimy: "Eee... trochę jednak działał...", znów zaczynamy używać... (a końca tubki nie widać)


Moim zdaniem gra nie do końca warta świeczki.
Gdyby mnie ktoś pytał z pewnością bym go nie poleciła...

01.05.2012

Mamowo: "Dzidziuś" proszek do prania kolorowch ubrań dzieci i niemowląt

Każda mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej, a ja wręcz jestem na punkcie swojego przeczulona. W związku z powyższym bardzo się ucieszyłam, gdy chwilę przed porodem dostałam próbkę proszku Dzidziuś - zwłaszcza po tym czego się naczytałam o alergiach i podrażnieniach u noworodków.



Był to pierwszy proszek, którego użyłam. Podzieliłam go na dwa razy, bo nie znoszę, gdy proszku jest za dużo i muszę później 3 razy uruchamiać płukanie, aby mieć pewność, że detergentu w ubraniach już nie ma.

Ubrania po praniu delikanie pachną, są miękkie - to plus.
Proszek nie uczulił, ani nie podrażnił maluszka - to jeszcze większy plus (w zasadzie o to chodziło).
Plamy po nie na czas złapanej kupie ładnie się sprały - każda młoda mama wie jak bywa z dzieckiem: spojrzysz gdzieś na chwilę i kupa jest wszędzie gdzie być nie powinna. Zaskoczenie tym większe, że szeroko reklamowany Fairy plam "kupowch" nie spiera...

W zasadzie jest to proszek absolutnie przyzwoity, a przy noworodku wręcz porządany.
Niestety - jeden minus: nie spiera plam po pomidorach. Moje dziecko wtedy pomidorów nie jadało, ale ja nad nim obiady spagettipodobne owszem - ciapa jestem więc mi skapło... i zostało. Trochę dziwnie jak na proszek dla niemowląt, bo w dziecięcych papkach pomidorów dostatek. Aby być sprawiedliwym napiszę jedynie, że pomidorów z ubrań jak dotąd nie sprało mi nic.

Spokojnie mogę go polecić.