Obserwatorzy

25.12.2011

Wesołych Świąt!

Z racji, że przedwczoraj piekłam ciasta, a wczoraj przygotowywałam jedzenie kolacyjne, ani chwili wolnej nie było.
Oczywiście jestem spóźniona, więc mogę tylko wyrazić nadzieje, że ostatnie 2 dni się udały, Gwiazdor dopisał, a ciasta były warte grzechu :)
Na ten ostatni dzień lenistwa życzę Wam spokoju i złapania jak najwięcej się da magicznej atmosfery w celu naładowania akumulatorów :)



Zarówno u Tomka w domu jak i u mnie choinkę ozdabiało się watą, więc zwyczaj ten kultywujemy:


Kartki od sąsiadów:




Dla Męża, żeby szybciej zapomniał o tym jaka czepliwa w ostatnie dni byłam:


... a że kończył trzecią dziesiątkę dokładnie w Wigilię, to i tort dostał... Kokosowy!
Przepis wkrótce, bo jest pyszny!


I nasz mały Michałkogwiazdorek:





21.12.2011

Co dla landlordów? Szukam inspiracji :)

Uwielbiam dostawać kartki, listy, paczuszki, a nawet reklamy w kopertach jeśli tylko wpadają przez szparę w drzwiach. Przynajmniej kilka razy dziennie podchodzę sprawdzić, czy listonosz już był, a raczej czy będąc coś zostawił... Jestem niepoprawną "liściarą" i muszę się mocno powstrzymywać od szału rozrywania kopert zaadresowanych nie do mnie (a do poprzednich lokatorów np.)
Rok temu, dwa mieszkania wstecz po powrocie z Polski znalazłam na schodach 3 bajecznie kolorowe koperty - bez znaczków, ale nr na, kopercie się zgadzał, adresat nieczytelny... Tak czy owak leżały na schodach = żaden z lokatorów ich nie chciał, capnęłam więc ja (a jakże!)
W środku były kartki z gratulacjami z powodu narodzin córki (wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że tym razem to półproroczo :D)

Jak ja chciałam takich samych! Ogromnie mi się spodobał ten zwyczaj!
Niestety, niemal nikt z naszych znajomych nie pomyślał, że Kempek Miłośnik Poczty chciałby gratulacje na piśmie.

Ostatecznie dostałam i z lubością przechowuje dwie.

Jedną od Sylwii i Pawła:





oraz od naszych landlordów:





...i właśnie z nimi mam "problem".
To porządni ludzie :)
Na początku grudnia uznałam, że mam czas na zastanowienie, ale widze, że już nie mam... Pytanie brzmi: Co zapakować im w świąteczną paczuszkę?
Żeby to było jednocześnie polskie, świąteczne i dostępne w uk?
Myślałam o ptasim mleczku i o krówkach, ale to przecież wcale się z Gwiazdką nie kojarzy...
Myślicie, że wypada zapakować im po prostu po solidnym kawałku świątecznych domowych ciast? (makowiec, orzechowiec, marchwiak z kremem)
Oczywiście zostały mi tylko 2 dni do namysłu... Licze na Waszą pomoc :)

PS. Uwierzycie, że mój synuś mając 12 tyg. zaczął ząbkować?
Odkryliśmy to po tygodniu wycia i odmawiania jedzenia... W sumie przeczuwałam wcześniej, ale WSZYSCY jak jeden twierdzili, że to za wcześnie...
Jednak matka się nieczęsto myli...


18.12.2011

Sleek Paraguaya - make up

Zrobiony ponad 3 mies. temu.
Chciałam coś arbuzowego... ;)
(Jak zwykle prosze  o wyrozumiałość w sprawie brwi - póki nie użyłam trybu makro wyglądały dość znośnie...)












13.12.2011

Biały Jeleń - hipoalergiczny szampon do włosów z naturalnym chlorofilem

Zużyłam 3 miniaturki tego produktu (czyli równowartość połowy dużego opakowania) i nadal nie wiem czy oceniam go pozytywnie czy negatywnie.
Pewne rzeczy mi w nim przeszkadzały, ale z kolei uznawałam je za plus przy kolejnym użyciu...
Ma chyba tyle samo zalet co wad.



Szampon ma zielonkawy kolor i przyjemny, lekko ziołowy zapach, konsystencje niezbyt gęstą.
Miniaturka jest poręczna i ma wygodny dozownik. (Można go również kupić w standardowej butli 300 ml).

Niemal wcale się nie pieni - niby zaleta, bo znaczy, że nie ma w nim wiele chemii, ale z drugiej strony kto lubi wylewać 1/3 opakowania na jedno mycie głowy? Próbowałam być cierpliwa, mieć dobrze namoczone włosy, wcierać szybko nim piana zniknie, ale to na nic - już po chwili tarłam włosy tylko wodą.

Po użyciu mokre włosy są takie w dotyku jakby w ogóle nie miały poślizgu, dosłownie jak biały ogrodowy sznurek. Po pierwszym myciu byłam przekonana, że nigdy, przenigdy ich nie rozczesze i pewnie po wytarciu przyjdzie mi uciąć kołtun, ale o dziwo - miłe zaskoczenie - rozczesywały się po nim wspaniale, bez żadnych problemów.

Zazwyczaj włosy myje co drugi dzień (nie potrzebuję częściej), a początkowo po BJ mogłam spokojnie robić to raz na 3 dni. Niestety efekt szybko się odwrócił i po kilku użyciach włosy wymagały mycia codziennie, nawyżej co półtora dnia.

Włosy miały ładny zapach i były błyszczące. Po pewnym czasie zaczęłam jednak mieć poważne wątpliwości czy błyszczą się zdrowo czy wyglądają na tłuste. TŻ twierdził, że to pierwsze, ja miałam jakieś dziwne wrażenie, że jednak to drugie... Do porozumienia nie doszliśmy.

Końcówki były nadal suche i całe włosy puszyły się tak samo z nim jak puszą się bez niego, ale jednak, gdyby nie patrzeć na końcówki - włosy były przyjemnie miękkie w dotyku.

Miał jeden niezaprzeczalny plus - niemal po wszystkim mam łupież, a po nim nie wystąpił.


Miotam się od zalet do wad.
To chyba pierwszy produkt, którego nie potrafię jednoznacznie ocenić: byłam przekonana, że każe go sobie przysłać z Polski, ale pod koniec używania byłam zdenerwowana brakiem piany i tym niby ładnym, ale jakoś nie do końca, połyskiem.
Być może kupię w przyszłości całą butle i dam mu szanse jeszcze raz. Póki co mam o nim zdanie ni takie, ni siakie.


Czy Wam on pasował?

08.12.2011

Mikołaju, Mikołaju...

Chyba po raz pierwszy w życiu zapomniałam o Mikołajkach.
Pamiętałam, pamiętałam, a gdy nadeszły... zapomniałam...

Przypomniał mi dopiero Tomek przynosząc prezent :)

Tym razem nic ciuchowego i nic kosmetycznego - duuuuuuży Mikołaj z czekolady :)






Chyba największy jakiego kiedykolwiek dostałam, a dostawałam wiele :)
Mamy naiwną nadzieję, że dotrwa do końcówki grudnia :)

Sama niestety nie mam się czym pochwalić, bo nawet gdy jeszcze pamiętałam ze swoim prezentem nie zdążyłam się wyrobić...


Dla pełni szczęścia upiekłam pierniki - przepis niedługo, gdy kupię foremki i upiekę nowe... Mimo rewelacyjnego smaku nie wyglądały zbyt fotogenicznie :D (ciasto kroiłam nożem jak podleciało)


Jestem niewierząca, ale bardzo lubię całą tą otoczkę - choinkę, światełka, prezenty, duuuużo jedzenia... :) W związku z tym Gwiazdkę już zaplanowałam dawno, ale przy ciekawych inspiracjach jestem w stanie zmienić liste dań...
Co Wy pieczecie / gotujecie na święta?
A może pochwalicie się pomysłami na prezenty?
Ja w tym roku jestem wyjątkowo zdemotywowana - podsuwam Tomkowi katalogi z różnymi gadżetami sugestywnie wypytując: "Czy chciałbyś może coś takiego kiedyś mieć?" i ciągle słyszę, że mieć to i może, ale wolałby coś praktycznego... Bądź tu człowieku mądry... ;)

04.12.2011

Pleśniak

Przedzieram się przez pajęczyny z nową notką... I mam nadzieję, że od niej rozpocznę znów regularne pisanie.
Baaardzo się starałam napisać coś wcześniej, ale pisanie notki jedna ręką, gdy na drugiej ma się niemowlaka łatwe nie jest.

Zdjęcia tego pleśniaka mam na dysku jeszcze z czasów gdy byłam 2in1 (a stan ten skończył się 11 tyg. temu, więc same widzicie jaki mam zapłon). Smakuje stanowczo lepiej niż się nazywa i gdy jeszcze narzekałam na nadmiar czasu piekłam go przynajmniej raz w tygodniu... :)


W moim domu nazywało się podobne ciasto skubańcem. To jednak jest minimalnie inne i ciasto się trze, a nie skubie.

- 4 szkl. mąki,
- 1,5 szkl. cukru,
- 5 jajek,
- margaryna,
- łyżeczka proszku do pieczenia,
- 2 łyżki kakao,
- owoce (ja jednak zazwyczaj korzystam z mojego ulubionego jagodowego dżemu z Lidla, który ma w sobie całe owoce).



Mąkę, margarynę, proszek do pieczenia, żółtka i pół szklanki cukru wyrabiamy.
Dzielimy na 3 części (jedna powinna być większa).
Do jednej z mniejszych części dodajemy kakao i wyrabiamy. Obie małe wkładamy do zamrażarki, a większą wykładamy blachę.
Układamy owoce (lub obficie dżem).
Na tarce o dużych oczkach ścieramy kakaowe ciasto.
Z białek ubijamy sztywną pianę, powoli dosypujemy pozostałą szklankę cukru i wykładamy na ciasto.
Na pianę ścieramy trzecią (jasną) część ciasta.
Pieczemy 40-50 min. w temp. 180 stopni.