Obserwatorzy

28.09.2011

JUŻ JEST !! :)

Poprzedni post był brzuchatkowy, a dzisiejszy jest chwaleniowy :D

11 dni po terminie - 25.09 o 13.53 urodziłam Synka! :)
Waży 3940 g i jest najcudowniejszy na świecie!

Poród wspominam nie tak najgorzej jak go wcześniej malowali i... jestem absolutnie zakochana! 



Moje dwa Szczęścia:


22.09.2011

Prywatkowo - brzuchatkowo :)

Z racji, że zawsze miałam skłonność do traktowania blogów jako prywatnych przestrzeni autorów bardzo lubię oglądać / czytać notki z tzw. "prywatą" :)
Mam nadzieję, że Wy też, bo z założenia ten blog nie miał być wyłącznie kosmetyczny...

Może komuś udało się to przeoczyć, ale od 9 miesięcy jestem w wersji 2in1 :)
Właściwie Mały jest spóźnialski, bo termin nam minął 8 dni temu...

Wreszcie się zebrałam i machnęłam kilkanaście zdjęć w tym cudownym stanie... Część nawet nadaje się do pokazania światu :)

Toteż pokazuję:






A i tak moja ulubiona perspektywa to ta:
Dokładnie tyle widzę, gdy się wychylę :D

18.09.2011

Krem do depilacji Veet Suprem Essence

W notce o kremie Eveline zdradziłam, że jest moim faworytem, więc zepsułam temu zakończenie, ale uzasadnienie musi być :)
Wczoraj specjalnie wykończyłam Veet, żeby mieć odczucia "na świeżo".



Po pierwsze - jak dla mnie - ma beznadziejną łopatkę. Wiem, że wiele z Was narzeka na łopatkę od Eveline, ale tamta przynajmniej rzeczywiście zbiera włoski i nie trzeba nią nie wiadomo ile manewrować, żeby nałożyć krem. Mnie nie przekonują w łopatce Veet zakończone gumowo brzegi - nie pomaga to w zbieraniu kremu, a przede wszystkim nie przekonuje mnie jej kształt. Teoretycznie powinno nią być łatwiej dotrzeć tu i ówdzie, w praktyce - jak tu wygładzam, to tam bokiem mi się zetrze... Strasznie nie lubię się denerwować przy zabiegach kosmetycznych, więc jestem na nie.

Po drugie - będąc w opakowaniu krem Veet rzeczywiście ma bardzo przyjemny zapach, którego brakuje kremowi Eveline, ale po nałożeniu, gdy zacznie "działać" zapach robi się nie do wytrzymania... bardzo śmierdzi. Kremu Eveline podczas zabiegu nie czuć tak mocno.

I wreszcie trzeci minus - gęstość. Krem Eveline zostaje dokładnie tam gdzie się go nałoży. Krem Veet ma rzadszą konsystencje - trudniej go zatrzymać tam, gdzie się chce, a przede wszystkim - przy odrobinie nieuwagi bardzo chętnie spada z łopatki.


Jeśli chodzi o działanie, to nie mogę mu nic zarzucić - depiluje. Oczywiście nie w 3 min. i nie w 6 min. (jak można przeczytać na opakowaniu), ale w standardowe 8-10 min. Włoski są upalone nieco minimalnie nad skórą, a nie równo z nią, ale nie na tyle, by można było narzekać...
U mnie nie spowodował podrażnień, ani pieczenia (a miał okazje, bo guzdrałam się tym razem strasznie. Wierzcie mi, że nie widząc nic poniżej brzucha bardzo ciężko się szybko i sprawnie wydepilować.)
Po zmyciu i prysznicu skóra wydawała się jakby natarta oliwką, co było przyjemnym efektem, ale niezbyt trwałym (zniknął po użyciu ręcznika).

Podsumowując: stojąc w drogerii przed półką "depilacyjną", mając do wyboru tańszy Eveline i droższy Veet, a w perspektywie identyczne działanie, lepszą łopatkę i mniej smrodku - wybieram Eveline :)


** Przypominam, że kremów do depilacji używam wyłącznie do odwłasiania strefy bikini (całej) i właśnie po użyciu w ten sposób kremy były recenzowane.
(Być może przy goleniu delikatniejszych włosków na nogach czy rękach krem rzeczywiście radziłby sobie w 6 min.)

13.09.2011

Placek Mietka

Uwielbiam go i z pewnością piekłabym go częściej, gdyby nie to, że wymaga mycia garów po warstwie kokosowej i po gotowaniu polewy :)

Za to gdy już się człowiek zbierze, to efekt końcowy wart jest nawet stania przy zlewie... :))


Kupiliśmy za mało wiórków kokosowych, więc zmuszona byłam zrobić ciasto z połowy porcji - sypiąc wszystkiego "na oko".
I nie mam pojęcia jak mi się to udało, bo zerkam teraz w zeszyt, chcąc Wam podać dokładne proporcje przeliczam składniki przy pomocy programu internetowego i okazuje się, że wychodzą jakies nierealne liczby.


Właściwy przepis wygląda tak:


I Biszkopt

- 5 jaj,
- 1 i 1/4 szkl. cukru,
- 6 łyżek wody,
- 3/4 szkl. mąki pszennej,
- 3/4 szkl. mąki ziemniaczanej,
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia.

Zmiksować jaja, cukier i wodę.
Stopniowo dodać wymieszane z proszkiem mąki.
Piec.
Wystudzić.

(PS. Jeśli macie własny sprawdzony przepis na biszkopt, to polecam go użyć. Można również do ciasta wykorzystać okrągłe kupne biszkopciki - jeśli wyłożycie nimi spód blachy, to odpada Wam pieczenie pierwszej warstwy :) )

II Warstwa kokosowa

- 200 g wiórków kokosowych,
- pół litra mleka,
- pół kostki margaryny,
- 2 łyżki cukru pudru,
- 2 białka.

Wiórki gotować w mleku aż mleko wyparuje (ciągle lub bardzo często mieszając). Wystudzić. Zimne wymieszać z margaryną, cukrem pudrem i ubitymi białkami.
Wyłożyć na biszkopt.


III Galaretka

- 2 galaretki w jednym kolorze.

Przygotować wg przepisu na opakowaniu. Tężejące wylać na warstwę kokosową.


IV Petitki

- ciastka petitki.

Ułożyć równomiernie na galaretce.


V Polewa

- polewa czekoladowa.

Mam podane składniki na ugotowanie własnej, ale dwukrotnie zbiła mi się w grudę, więc by uniknąć nerwów polecam kupić gotową i rozprowadzić na ciastkach :)



Jest przy tym cieście nieco pracy, bo trzeba czekać aż poszczególne warstwy ostygną/stężeją, ale jak najbardziej polecam!
Znika błyskawicznie :)




12.09.2011

Recenzja: perfumy "PARTY" firmy Synesis

Podobno pisać o zapachach to jak tańczyć o architekturze.
"Pachnidło" czytałam z zapartym tchem, a jednak ani jednego zapachu stamtąd nie potrafiłam sobie na zawołanie wyobrazic...

Sama perfum zazwyczaj nie używam, chociaż mam ich jakiś tam zapas...
Kiedyś naczytałam się o Chanel no 5 jako zapachu idealnym, postanawiając, że to będzie "mój" zapach. Przed świętami udaliśmy się z Tomkiem do Debenhamsa, a tam "piątek" do zatrzęsienia... Jako że pojęcia nie miałam czym się między sobą mogą różnić capnęłam najmniejszy i jednocześnie najdroższy w przeliczeniu flakon z naiwnością wierząc, że musi być najlepszy.
I... od tamtego czasu trochę mniej wierzę w to co czytam, bo zapach był okropny. Nie mam pojęcia jak ludzie mogą się nim zachwycać... Potwornie ciężki, przypominał wyperfumowane nad miarę starsze ciotki, albo zapach, który pamiętam z kościoła, gdy jako dzieciak uczęszczałam i siedziałam między różnymi babciami... :)

"Party" to co innego :)


Do testów otrzymałam solidną próbkę, której zawartości pozostała mi obecnie około połowa (mimo kilkukrotnego już użycia). Nie wiem jak wygląda standardowa wydajność perfum, ale wnioskuje, że te nie należą do grupy znikających zbyt szybko... :)

Jeśli chodzi o kompozycje zapachową, to wygląda tak:

Nuta głowy: nuta świeża, zielona; bergamotka, pomarańcza z Kolumbii, cytryna z Sycylii, werbena z Francji.
Nuta serca: nuta kwiatowo-herbaciana; jaśmin z Egiptu, róża z Turcji, irys z Florencji, hiacynt z Indii.
Nuta głębi: nuta lekka, drzewna; cedr z Teksasu.
Przyznaje, że z wszystkich tych rzeczy wyczuwam zapach cytrusów, może nieco ziół, ale najbardziej wyrazisty jest dla mnie zapach cedru.


Zapach jest świeży, energetyczny - taki, którego z pewnością chce się użyć przed wieczornym wyjściem, ale też nie do pogardzenia przed randką. Do tego jest trwały - utrzymuje się przez wiele godzin, przy czym po kilku nieco się zmienia - robi się słodkawy, odrobinę cięższy.
Gdyby nie to, że mieszkamy razem nie miałabym żadnych oporów przed zostawieniem tego zapachu na koszuli Tomka, żeby jeszcze dokładniej mógł wspominać jaki miły wieczór spędziliśmy... ;)



Zapraszam Was na stronę produktu.
I przypominam, że składając zamówienie w dniu swoich imienin otrzymujecie 25% rabat :) - co jest bardzo miłym akcentem ze strony firmy Synesis :)

11.09.2011

Sleek Curacao

Dostałam go na parę chwil przed przeprowadzką - dość dawno znaczy :)
Najwyższy czas się pochwalić :)




I swatche:



Kolory kojarzą mi się z hawajskimi spódniczkami z traw i girlandami kwiatów wieszanymi na szyi :)
Czerń jest boska!

Sama konsystencja cieni - jak to w Sleeku - niektóre miękkie, łatwo się kruszą, a inne bardziej twarde i trudne do nabrania.
Trwałość na bazie - cały dzień. Bez bazy nie używam.

Jeśli chodzi o ogólną recenzje, to typowy wyrób firmy Sleek - było już na moim blogu tyle recenzji paletek, że nie chcę się powtarzać :)
 Zestaw kolorów cudny - nie moge zdecydować się czy Curacao czy Monaco jest moją ulubioną paletką. Chyba zrobię wyliczankę...

05.09.2011

Ślimaczki z dżemem, ptasie mleczko, parówki w cieście francuskim - przekąskowo :D

Wiercąc się w oczekiwaniu w dalszym ciągu porządkuje pulpit.


Ślimaczki z dżemem

Minęły pewnie z 3 tygodnie odkąd po ślimaczkach zostało tylko wspomnienie, a więc najwyższy czas wrzucić przepis.

Powstały, gdy byliśmy przed zakupami - z tego co było w domu. W oryginalnym przepisie (wziętym z któregoś z blogów, ale nie mam dziś pojęcia z jakiego, bo był przekopiowany daaaaawno do folderu z przepisami) za nadzienie służył biały ser. U mnie z braku sera był to dżem (za drugim razem krem czekoladowy, ale nie polecam, bo jakoś tak nieprzyjemnie jak skwarek sie wytopił...). Można też zrobić z rodzynkami (pycha!).

Tak wyglądają przed pieczeniem:


...a tak już po:


Przepis jest prosty:

- 2 i 1/4 szkl. mąki,
- 1/4 szkl. cukru,
- 1/4 kostki margaryny,
- 3/4 szkl. mleka,
- opakowanie drożdży w proszku,

- dżem/ nutella/ ser biały/ namoczone wcześniej rodzynki.

Margarynę z mlekiem podgrzać, wystudzić.
 Mąkę, drożdże, cukier - wymieszać, dodać mleko z margaryną. Wyrobić, zostawić do podwojenia.
Rozwałkować, posmarować nadzieniem / posypać rodzynkami, zwinąć w roladę, kroić ok. 1,5-2 cm. kawałki.
Piec w 160 stopniach, około pół godz.






Ptasie mleczko

W jednej z gazetek "Przyślij przepis" trafiłam na taki, który mnie intersował... Aaaaale, że "na próbe" robiłam z połowy porcji, a ten i owy składnik pominęłam, to i nie do końca wyszedł.

Efekt końcowy wyglądał u mnie tak:


... a mieć winien jeszcze ze dwie warstwy...


Było pycha, ale od zrobienia całego ciasta prostsze, szybsze, a równie smaczne jest wykonanie samej środkowej warstwy - ptasiego mleczka i podanie jej np. na biszkoptach ;)

Potrzebujecie do tego wyłącznie:
- galaretkę,
- śmietane "kremówkę" (u mnie kubeczek miał 300 ml)

Wykonanie:
Rozrabiacie galaretkę.
Tym razem zapomniałam o użyciu mniejszej ilości wody i zrobiłam standardowo w połowie litra wody - myślałam, że całość wraz ze śmietaną sie nie zwiąże, ale krótki pobyt w lodówce stanowczo im pomógł.
Gdy galaretka jest zimna i powoli tężeje ubijacie śmietanę. Gdy jest już całkiem sztywna, powoli, ciągle mieszając wlewacie galaretkę.

Bierzecie biszkopt/biszkopty, albo po prostu przygotowane wcześniej pucharki i wylewacie masę. Wkładacie do lodówki do stężenia i deser gotowy :)




Parówki w cieście francuskim

Podpatrzyłam u Pauli, wreszcie dopadłam w Tesco ciasto francuskie i którejś soboty obiad był taki:


Trudno tu raczej o coś, co można nazwać przepisem.
W sklepie zaopatrujemy się w:

- parówki,
- opakowanie ciasta francuskiego


W domu kroimy parówki na pół, z ciasta wycinamy nie za duże kwadraty, dokładnie zlepiamy, smarujemy mlekiem/roztrzepanym jajkiem i pieczemy. Tak "na oko" do zrumienienia.


Eksperymenty są ok, jednak my z Tomkiem wolimy parówki w cieście drożdżowym. To był mój pierwszy raz z ciastem francuskim i jednak będę je od teraz rezerwować do słodkich przekąsek...



Notka zbiorcza, bo często coś piekę... Od czasu do czasu zdążam nawet dobiec z aparatem nim dobiegnę z łyżką/widelcem, ale we wstawianiu notek i tak jestem niesystematyczna :D
Nawet się nie przyznam, że dwa kolejne obfocone ciasta czekają na pulpicie, a dwa wciąż w aparacie...

03.09.2011

Różowo-brązowy zwyklak

... zmalowany jeszcze w starym mieszkaniu, zrzucony, przycięty i zalega na pulpicie...
A że najwyższy czas mieć ikonek mniej niż pół pulpitu, wyrzucić żal, więc wreszcie wstawiam :)







Nawet wyjątkowo granice roztarte :)
(Brwi wybaczcie - nie jestem ani systematyczna ani dokładna jeśli o nie chodzi. Ubolewam.)

02.09.2011

Krem do depilacji pach, rąk i okolic bikini Eveline - recenzja

Średnio siebie widzę z uniesionymi w górę rękoma przez 10 min. przy depilacji kremem pach. Również rąk nie widzę potrzeby "odwłasiać", bo co za dużo, to niezdrowo (chociaż kiedyś miałam spytać: Czy Wy to robicie...?)
Wszelkich kremów do depilacji używam niemal wyłącznie do strefy bikini (obecnie z trudem, bo nie widzę tam nic znad brzucha, ale tymbardziej koniecznie :D), a tego najdłużej, bo od kilku lat do niego wracam :)


Koszt jest niewielki - około 7-8 zł o ile dobrze pamiętam.
Za standardowy czas trzymania na skórze uważam 10 min. (ale może komuś się udało zebrać włoski po 5 minutach - jak obiecują niektórzy producenci).

Długo szukaliśmy w tutejszych sklepach odpowiednika żeby nie kłopotać się sprowadzaniem powyższego z Polski, ale po trzecim który nas podrażnił daliśmy sobie spokój. Ten nie podrażnia (przynajmniej nas), nie wyskakują po nim żadne niespodziewane krostki i nic się nie wrasta.
Dołączona do niego szpatułka może niektórym nie odpowiadać - jest dość ostra i bardzo się nią trze po skórze, ale mi to baaaaaardzo pasuje, bo włoski dokładnie się nią zbierają. Tuż po użyciu skóra jest gładka - włoski są ucięte przy skórze, a nie 1mm nad...

Krem jest bardzo wydajny, gęsty, nakłada się go cienką warstwą - wystarcza na około 6 użyć (za użycie uważam pozbycie się włosków z okolic majtkowych do zera...;)). Włoski oczywiście wybijają już po dwóch dniach i powoli sobie rosną, ale nie są ani twardsze ani ciemniejsze niż przed depilacją.
Może się już przyzwyczaiłam, ale nie czułam ostatnio nieprzyjemnego zapachu, który niektóre z tych kremów mają (aczkolwiek zapach się pojawia przy zbieraniu i jeśli krem się zbyt długo przetrzyma...)

Po użyciu polecam szorstką gąbą zmyć resztki kremu i włosów pod prysznicem.
Dla mnie ten krem wygrywa z kremem Veet (o nim następnym razem).