Obserwatorzy

14.07.2011

O drożdżach słów kilka...

Miałam kiedyś okropny problem z włosami - wypadały jak najęte. Czasy były trochę inne i niekoniecznie w sklepach stało wszystko, dermatolog jako pan i władca zobaczył podstawówkowe dziecko z przedziałkiem szerokości 3 cm i uznał, że to "normalne"...
Mama uznała jednak, że z tą częstotliwością poszerzania się przedziałka wkrótce wyłysieje i zaczęły się cyrki...
Nie pomagały szampony z czarnej rzepy (a były to szampony, które rzeczywiście śmierdziały jak mniej świeży burak - nie to co teraz - perfumowane luksusy :D), nie pomagał Seboradin (w tamtych czasach mało kto go znał), nie pomagały przeróżne robione na zamówienie "wcierki" (które Mama wcierała z takim przejęciem, że jeszcze więcej włosów traciłam... :) )
Wreszcie zwrócono się ku starym "domowym" sposobom: zaczęły na mojej głowie lądować cudowne maseczki z jajek (!!), majonezu (teraz by mnie nikt nie zmusił do siedzenia z majonezem na głowie, w foliowym worku), ale najgorsza była maseczka z drożdży!
Nie pomagało wielokrotne mycie, wietrzenie, psikanie głowy perfumami (!!) - nawet po kilku dniach od "zabiegu", gdy włosy zmoczył deszcz cuchnęły potwornie... Jak na złość akurat przy tej metodzie Mama zaczęła widzieć "efekty" i powtórzyła ją kilkakrotnie...

Ja nie wyłysiałam, ale tamte wspomnienia sprawiły, że od drożdży uciekałam migiem ile się dało... Przychodziłam, gdy ciasto siedziało już w piekarniku i dłuuuugo nie mogłam się do drożdżowych wypieków przekonać we własnym wykonaniu...

Tak - post będzie jedzeniowy, bo aktualnie mi się odmieniło i za drożdżami szleje!
(Pewnie przez ich trudną aktualnie dostępność w polskim sklepie)

Dokumentowałam dokładnie mój pierwszy drożdżowy wyrób, bo chciałam się pochwalić, ale... zgubiłam przepis zapisany na jednej z niezliczonych karteluszek...

Produkty:


"Pracujący" rozczyn:


Ciasto po wyrobieniu, pozostawione do wyrośnięcia:


W międzyczasie przygotowywanie kruszonki:


I ciasto, gdy już trochę podrosło:


A dalej najprzyjemniejsza część:




Po pieczeniu - w otwartym piekarniku, żeby nie oklapło:


...Co nic nie dało, bo oklapło i tak...
Aczkolwiek nawet takie niedorośnięte zjedliśmy w trymiga...





Moje ciasto drożdżowe nr 2 było z przepisu na drożdżówki, które wyglądały u mnie bardziej jak upaciane dżemem krowie placki niż wspaniałe, profesjonalne wypieki... Po niezliczonych przekleństwach i dobiegającym z salonu głosie Tomka ("Nie denerwuj mi Syna") wyłożyłam całe ciasto na blachę, dołożyłam brzoskwinie z puszki i na szybko zrobioną kruszonkę:



Było chyba najsmaczniejsze, ale ten przepis również zgubiłam...


Uchował się za to ostatni, więc piekłam go już dwukrotnie... Raz ze śliwkami, ale zdjęć zrobić nie zdążyłam, a drugi raz z jabłkami i rodzynkami:



Składniki:
- pół kg mąki,
- pół szkl. cukru,
- pół kostki drożdży,
- 3/4 szkl. mleka,
- cukier waniliowy,
- 3 jajka,
- pół kostki margaryny,
- rodzynki (swoje zalewam wcześniej wrzątkiem)

Drożdże mieszam z cukrem (ponieważ wydaje mi się, że drożdże lubią cukier), do powstałej papki dodaje ciepłe mleko, cierpliwie mieszam, dodaje ze dwie łyżki mąki, znów mieszam, aby nie było grudek. Taki rozczyn zostawiam do wyrośnięcia (chociaż ani razu mi nie wyrósł...).
Dodaję resztę mąki, cukier waniliowy, 3 jajka, roztopioną margarynę i wyrabiam.
Pozostawiam do wyrośnięcia.
Gdy przynajmniej podwoi objętość, mokrymi rękoma wykładam ciasto na blachę, układam owoce, posypuje rodzynkami (ale można je też wmieszać w ciasto) i kruszonką.
Piekę około 45-50 min. w 180 stopniach.





To - wg mnie - najprostszy przepis.
Ciasto ładnie wyrasta i nie oklapło ani razu po wyjęciu z piekarnika.
Najpyszniejsze świeżutkie - następnego dnia robi się nieco bardziej suche i twarde...

Zajęło nam mniej niż dobę skonsumowanie całości (wliczając sen i Tomka pracę).
Dzieliliśmy się po równo, więc stanęło na tym, że każde skonsumowało połowę ciasta z dużej blachy... W czterech kawałkach (a raczej kawałach) na łebka skoro się już przyznaję...

A teraz (po wstawieniu zdjęć) pooootwornie zgłodniałam, a ciasta w domu całkowity i zupełny brak... :)

7 komentarzy:

  1. mmmm moje ulubione z truskawkami ;)
    pychota !

    OdpowiedzUsuń
  2. czy mogę kawałek tego z truskawkami? ;)
    ja do drożdżowego (skomplikowanego) do tej pory nie mam przekonania :) ale takie proste jak Twoje to chętnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ooo :) więc kto zajmie sypialnię teraz? :D hehe ja zawsze coś palnę ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Pycha...
    Napewno wypróbuję !!
    A teraz serdecznie pozdrawiam i zapraszam do nie a tam nowe notki!
    Zachęcam też do mojego konkursu!! :)
    www.irminka12.blogspot.com
    ^^^^^
    obserwuję. ;>

    OdpowiedzUsuń
  5. ale mi narobiłaś ochotę na takie ciasto!!!!!!
    Pyszności :)
    Pięknie tu więc dodaje..... i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ochhh i teraz w głowie mam tylko bułeczki drożdżowe! :D:D Kocham wszystkie wypieki z drożdżami! Najbardziej właśnie bułeczki polane koktajlem truskawkowym lub najzwyklejszą w świecie drożdżówkę z dżemem! :)

    Pyszności! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ale pyszności! :)
    aż zgłodniałam...

    OdpowiedzUsuń