Obserwatorzy

09.06.2011

Bread pudding

Kupiłam w Tesco bułki z rodzynkami i wyjątkowo nie były smaczne.
Postanowiłam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - wykorzystać buły i jednocześnie spróbować słynnego puddingu z chleba.
Z braku naczynia do zapiekania musiałam piec w metalowej miseczce - chyba w dawnych czasach była ona pojemnikiem na jedzenie, puszką na ciastka albo sama ona wie czym ;)


(Wszystkie zdjęcia na moim blogu można powiększać)

Wyrósł ponad brzegi, ale natychmiast po opuszczeniu piekarnika padł.


Przepisy znalezione w necie zmodyfikowałam i uprościłam. Lubię proste rzeczy - zwłaszcza, gdy robię je po raz pierwszy.

Wkonanie jest banalne:
3 (i pół) rodzynkowych bułeczek pokroiłam w "kromki", ułożyłam w miseczce i zalałam mlekiem rozmieszanym z 1 jajkiem (ilość mleka - tak, żeby buły porządnie nasiąkły) i odrobiną cukru waniliowego.
Gdy już buły wchłonęły wstawiłam na solidny czas do piekarnika (najpierw 20 min. pod folią aluminiową, później 20 min. bez folii). Gdybym robiła je jeszcze raz czas pieczenia wydłużyłabym do godziny.






Smak...?
Przypomina trochę chlebojaje, tylko z mniejszą ilością jajka... ;)
Mi z kolei najmocniej kojarzy się z potrawą z dzieciństwa - gotowane mleko, pływający w nim pokruszony chleb, cukier do posypania, solidny talerz i wielka łycha... :)

Bardzo prosto, "swojsko" i po domowemu.

Tomkowi średnio smakował. Ja wchłonęłam jakieś 90% (polecam jeszcze ciepły, następnego dnia traci urok). Swój apetyt na chleb z mlekiem uważam za zaspokojony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz