Obserwatorzy

16.05.2011

Sleek Sparkle

Pobawiłam się z synkiem w stukanie z dwóch stron brzucha i wpadam...

Wreszcie zrzuciłam zdjęcia z zeszłego tygodnia, a na nich make-up wykonany Iskierkami, więc mam nadzieję, że uda się jakieś wybrać do następnej notki.

Tymczasem sama recenzja...

Nie pamiętam w sumie które paletki dostałam od Tomka, a które kupiłam sama, ale chyba właśnie Sparkle był jednym z prezentów.
Za to z pewnością sama wybierałam i przyznam, że zdążyłam już zapomnieć, że kolory tam są raczej ciemne...



I swatche zrobione pewnie dzień po zakupie czyli z pół roku temu:



Przeleżała ta peletka u mnie masę czasu...
Jak wszystko ostatnio.

Do rzeczy: kolory jak to zwykle u Sleeka baaardzo napigmentowane, mocne. To co widać w paletce znajdzie się z pewnością w niezmienionej formie na oku.
Trwałość - z bazą oczywiście calutki dzień.
Paletka ma dwa minusy.
Pierwszy - drobinki brokatu w poszczególnych cieniach są raczej duże i jest ich mnóstwo. Przez to najpierw na pędzel nabiera się błysk, błysk i jeszcze raz błysk... Za to gdy już się człowiek pędzlem dogrzebie do koloru, to z pewnością nie pożałuje... :)
Drugi - niestety cienie, a zwłaszcza przy najciemniejszych to widać, bardzo, bardzo, bardzo się osypują... Na połowie policzka ma się cień, a do tego mnóstwo brokatu. Nie jest to miłe, gdy ktoś się spieszy i nie ma czasu na poprawki... Niestety.

Z wszystkich moich paletek Sleeka ta jest chyba najsłabsza... Właśnie za względu na to osypywanie. Bo o ile osypany cień da się zmyć, o tyle brokatu diabelnie trudno się pozbyć.

4 komentarze:

  1. genialnie tutaj! :**

    zapraszam do mnie:
    http://roxyolsen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. I have a giveaway on my blog. I would love it if you could please check it out. Link to giveaway here!

    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. oj tak znam ten ból dlatego odpuściłam sobie tą paletkę :) ale nie spodziewałam się ze kolory są tak ciemne

    OdpowiedzUsuń