Obserwatorzy

02.05.2011

Durdle Door

Jakoś ominęłam tą część, bo miałam zamiar napisać na ten temat dwie osobne notki w krótkim czasie... Jak widać napisałam tylko tamtą o Stonehenge.
Prawda jest taka, że końcowym celem naszej podróży było Durdle Door, a do Stonehenge tylko zboczyliśmy z drogi :)

Chyba wstyd się przyznać, ale ja nigdy wcześniej nie widziałam morza... Jakoś tak się uchowałam do zeszłego tygodnia...:)
Warto było poczekać :)

W zasadzie nazwa Durdle Door to - zdaje się - nazwa własna najsłynniejszego w tamtym rejonie łuku... Zabrakło nam do niego kilku(set) chwil marszu. No dobra - był o jedno wzniesienie dalej, ale Kempek wolał już do domu :)
Właściwszym więc byłoby napisać, że przebyliśmy tylko skromną część wybrzerza jurajskiego hrabstwa Dorset ;)
To moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina - człapaliśmy na jedną z górek, a później trzeba było z niej zejść do miasteczka w poszukiwaniu toalety. Następnie znów wejść i zejść do auta... Kto mnie zna, ten wie, że to dla mnie średnia rozrywka...:) A poza tym Najmniejsze niezbyt było zadowolone, bo potwornie bolał mnie brzuch... 5 miesiąc to już chyba zbyt późno na takie wycieczki.
















Z pewnością wybierzemy się jeszcze nie raz, bo w tamtym miejscu się zwyczajnie zakochałam. Najprawdopodobniej nastąpi to jednak już z poTomkiem, bo nie chciałabym przyspieszyć sobie akcji porodowej i dostać skurczy w połowie wzniesienia 3 godz. drogi od domu...

Tomkowi gratulujemy... spełniania marzeń Kempka ;)

3 komentarze:

  1. Nature is very beautiful! So cool photos

    invite to my blog:)
    http://julliettka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń