Obserwatorzy

29.05.2011

Żeby czyste rączki mieć trzeba tylko chcieć!

Odkąd w jednej z prac odkryłam działanie tego żelu postanowiłam, że stanie się on jednym z moich ulubionych produktów.

Nie jest to produkt ściśle kosmetyczny, bo nie upiększa, ale z cała pewnością zalicza się do głównej tematyki bloga, bo sprawia, że człowiek czuję się po prostu... czysty.

Jestem pewna, że produkt pod jakąś nazwą jest dostępny w Polsce. Prawdopodobnie diablo drogi, ale warto się zaopatrzyć.

Ogólnie jest to sposób na... mycie rąk bez wody.



Ja - zajmując się domem - często tak mam, że właśnie wyniosłam śmieci, albo włożyłam nowe worki do kubełka i nie mam zupełnie czasu umyć rąk, bo już teraz, właśnie w tej chwili mija 5 minuta gotowania jajek i najwyższy czas je zdjąć z płyty. Zamiast w panice biegać do łazienki, szorać się mydłem, wycierać, wracać sięgam po prostu po ten wynalazek... ;)

Nie, nie używam go w całkowitym zastępstwie mydła... ;) Ale bywa baaardzo przydatny...

Zasada działania jest prosta: wyciska się porcje na dłonie, trze je zupełnie jak przy namydlaniu i... już. Żel wysycha sam. Cała czynność trwa jakieś 5 sekund.

Jest na bazie alkoholu i ma bardzo alkoholowy zapach. Teoretycznie powinien wysuszać dłonie - u siebie nie zauważyłam.

Mój pochodzi z funciaka, mamy go jakoś od lutego, stoi w kuchni (wcześniej w naszym pokoju), nie żałuję go sobie, a stan zużycia widać na zdjęciu. Jest bardzo wydajny.
Wg producenta zabija 99.9% bakterii, wirusów i wszelkiego grzyba, który nam się do rąk przyczepi. Nawet jeśli liczby są przesadzone, to pozostawia uczucie świeżości, ręce są czyste, szybko suche i ogólnie jak spod mydła ;)

Polecam każdemu, kto ma obsesję na punkcie czystych rąk.

Przesyłka z dalekiego kraju

Zwracam honor angielskiej poczcie ponieważ dotarła do mnie ZUPEŁNIE NIENARUSZONA przesyłka z wygranymi próbkami cieni.
Pochwalę się, gdy tylko złapię światło :)

Aaaale ! Zwracam ten honor tylko częściowo, bo widziałam w zeszłym tygodniu jak listonosz wrzucał sąsiadowi list do szopki przed domem zamiast w szparę w drzwiach!


Jednakże zachęcona tamtą wygraną rzucam się jak kot na śmietankę... czyli kilka kolejnych rozdań:


Pierwsze rozdanie u Ewaluacji:



**

U CosmoPearls pędzel Sigmy:



**

Rozdanie organizuje także Cammie, której blog obchodzi urodziny:



**

U SweetAndPunchy z okazji 250 obserwatorów:



**

Pierwsze rozdaniu u Pędzlem-Malowane:



**

U LadyInPurple:



**

Na blogu Candies-for-you:



**

Oraz konkurs zapachowy u Pauli:


28.05.2011

Sernik wiedeński

Szczerze mówiąc sernik zawsze wydawał mi się najtrudniejszym ciastem świata. Tyle w domu było do tego przygotowań, klnięcia, a do tego... pecha ;)
Trzykrotnie pod rząd - w Gwiazdkę, kolejnego Zajączka i następną Gwiazdkę Mama dumnie niosła świeżo upieczony sernik do spiżarki, stawiała na półce jakoś tak... niezbyt solidnie... po chwili słychać było brzdęk spadającej blachy... Nie pytajcie jak to się działo, ale działo się... Chociaż nie ukrywam, że wszystko co bezpośrednio nie dotknęło ziemi i tak z siostrą wyjadałyśmy (i smakowało chyba nawet lepiej niż normalnie).

Wreszcie trafiłam na przepis na BARDZO PROSTY sernik. Tymbardziej się cieszę, że wyszedł przepyszny i zniknął w mniej niż dwa dni! :)



Pół kg sera białego przepuścić przez maszynkę. My nie posiadamy maszynki, więc musiało wystarczyć solidne ubicie tłuczkiem do ziemniaków... ;)
Utrzeć 4 żółtka ze szklanką cukru pudru, cukrem waniliowym i połową kostki margaryny. Do masy stopniowo dodawać po trochu sera. Wlać olejek zapachowy, wymieszać. Delikatnie dodać ubitą pianę z 4 białek. Na koniec tak samo delikatnie wmieszać bakalie (u mnie to namoczone we wrzątku rodzynki).
Przełożyć do tortownicy i piec. Wg przepisu - 40 min. w 180 stopniach. Ja piekłam trochę dłużej, co chwila kukając przez szybkę czy wygląda "dojrzale" ;)


(Z braku cukru pudru mieliłam cukier zwykły i mimo dodania go stanowczo mniej niż w przepisie - ciasto wyszło zbyt słodkie. Musiałam się ratować baaardzo gorzką polewą własnej roboty...)

26.05.2011

Sleek Paraguaya - make up

Poprzedni mój makijaż wykonany tą paletką był jasny i świetlisty... Postanowiłam go odtworzyć i obfocić. Próżny trud, gdyż zaczęłam od położenie na powiece wielkiej pomarańczowej plamy...

Ja wiem, że rozcieranie granic cieni jest bardzo ważne, ale u mnie zazwyczaj kończy się jak powyżej - 6 kolorów, a wyglądają jak jeden.

To sobie chociaż na pomarańcz popatrzcie...:)











(Uważam, że wyglądam tutaj jak śmierć na chorągwi, a i tak to zdjęcie jakoś mnie urzeka) 


25.05.2011

Sleek Paraguaya

Czwarta z moich Sleekowych paletek. Z pewnością nie ostatnia :)
Edycja limitowana, jak zazwyczaj z najlepszymi zestawieniami kolorystycznymi u Sleeka :)

Prezent od Tomka z okazji niedzieli :)

Potworny miałam problem z uchwyceniem kolorów. W końcu się udało:


I swatche:




Troche się tu i ówdzie ucięło.

Pomarańczowo, morelowo, brzoskwiniowo - kolory, których mi bardzo brakowało przy malowaniu na oku barw Platformy, a teraz mam aż nadmiar :)

Cienie - jak to u Sleeka - jedne nabierają się porządnie, inne przy nabieraniu mocno się kruszą. Mają niestety delikatną skłonność do osypywania, ale nie jest to tak nasilone i irytujące jak w paletce Sleek Sparkle.
Na bazie trzymają się cały dzień, bez żadnych poprawek.
Kolory są intensywne, dobrze napigmentowane. Jedyne zastrzeżenie miałabym do pierwszego cienia, po lewej, na dole - zostawia smugę błysku zamiast koloru.
Z kolei dolne dwa po prawej stworzyły mi interesującą alternatywe do czerni, której dotąd używałam na dolnej powiece i którą zazwyczaj ciapałam po kredkowej kresce - bardzo mi to odpowiada :)

Paletkę mogę z czystym sumieniem polecić.

24.05.2011

Niespodziewana wygrana :)

Niestety - nie udało mi się wygrać Wedlowego serca dla Mamy. Wygrałam w zeszłym roku, a w tym się chyba za mało przyłożyłam. Wcześniej zdecydowałam też, że kupię coś i wyślę paczuszkę przy okazji jej urodzin w czerwcu, ale teraz jakoś mi tak smutno, że Mama w czwartek nic ode mnie w skrzynce nie znajdzie...

I w sumie nadal się zastanawiam CO kupić jej, gdy już nadejdzie czas na wysyłkę...
Mama jest nieperfumowa, niekosmetykowa, nieciuchowa... Trudno zawsze było...:)


**


Za to jakiś czas temu otrzymałam wiadomość Vanesy z bloga Gone2Rehabbrb.
Kiedyś brałam u niej udział w giveaway'u (pisałam już, że jestem od konkursów uzależniona ?), ale bez powodzenia. Tymbardziej się zdziwiłam, gdy znalazłąm w skrzynce wiadomość, że wygrałam u niej zestaw próbek. Postanowiła zrobić nowe rozdanie i pierwszą osobę losowała właśnie z osób biorących udział w poprzednim...
Padło na mnie :)

Z tego co wiem nadal można wziąć udział:

Ona przewiduje rozdać jeszcze conajmniej kilka zestawów... :)

Chociaż szczerze mówiąć jestem sceptycznie nastawiona do kwestii otrzymania samej paczki... Niestety na angielskiej poczcie wszystko "gubi się" nawet częściej niż na polskiej... Często nawet wymóg potwierdzenia odbioru nie wystarcza, by adresat otrzymał przesyłkę...


**

A jak już jestem przy temacie i mam wolną chwilę, to może kilka nowych rozdań na blogach dziewczyn.


Na blogu Piękność Dnia mini-rozdanie. Do zdobycia cudny kolor lakieru do paznokci:



**

Na blogu LustForColor:



**

U Olivii:



**

Na blogu Beauty and Bows:



**

U Kamilki zakochanej w lakierach :) :



**

U Jessy:



**

U Sary, bo jej blog ma pierwsze urodziny:



**

Kolejny giveaway urodzinowy, tym razem u EnamelGirl:




**

Oraz pierwszy giveaway u Jenny:


23.05.2011

Placek z wiśniami

Bardzo byłby to blog ograniczony gdybym pisała TYLKO i WYŁĄCZNIE o kosmetykach. Niektórym może być trudno w to uwierzyć, ale moje życie to nie tylko pędzle i cienie... ;)
Jestem panią domu "pełną gębą" i oprócz takich rzeczy jak sprzątanie (gdy najdzie mnie wena), usuwanie kamienia z kranów, robienie list z zakupami, praniem itd. jeszcze... dbam.
Zwyczajnie - żeby było ciepło i domowo.
Żeby się Tomkowi chciało jechać z pracy na przerwę do domu, zjeść ze mną ciasto i wypić kawę.

Tomek słodycze kocha, a ja kocham Tomka, więc ostatnio poważnie zabrałam sie za pieczenie.
W szafce stał przywieziony z Polski słoik kompotu z wiśniami, więc poświęciłam się, wyjęłam z każdej jednej pestkę i upiekłam...

PLACEK Z WIŚNIAMI.

Jednego popołudnia go piekłam, następnego już go nie było. Zasmakował o tyle, że Tomek teraz w Tesco sam krąży i szuka owoców, które nadają się do placka...:)


Wykonanie jest banalne:

Ubić pianę z 5 białek, dodać 5 łyżek cukru, żółtka, 5 łyżek mąki pszennej i 2 łyżki mąki ziemniaczanej.
Wrzucić do tego wydrylowane wiśnie (im więcej tym ciasto "cięższe" i wilgotniejsze - pyszne!), piec "na oko" dopóki się ładnie nie zrumieni :)


Efekt stanowczo wart tych kilku chwil pracy! :)

19.05.2011

Sleek Sparkle - make up

Po dłuuugich chwilach wybierania, cięcia i zmniejszania wrzucam.

Chciałam makijażu, który pokaże przynajmniej kilka kolorów z paletki. Naturalnie do głowy przyszła mi (mało kreatywnie) tęcza. I tylko trochę mi szczęka opadła, bo gdy paletkę otworzyłam przypomniało mi się jakie te kolory są ciemne!

Trudno.

Osypało się jak widać pod okiem i powstała taka plama nieestetyczna, a do tego jedno oko było bardziej spiczaście wykończone, a drugie zwijało się w wachlarzyk...

Ale zrobiłam, sfociłam, pokonałam lenistwo (z trudem!) i wstawiam :)











18.05.2011

Co miało być, a co nie jest... Oraz giveaway'e

Ileż mi czasu zajmuje wybranie najlepszych / najwyraźniejszych zdjęć makijażu z zeszłego tygodnia... A jeszcze trzeba je później zmniejszyć i pociąć... Powoli jakoś idzie, chociaż jestem chyba bliżej niż dalej (tak to jest jak się 200 zdjęć natrzaska, a połowa ruszona albo ucięta).

W ogóle to ja tego bloga chciałam mieć ogólnie tak zdjęciowo... Z taką myślą go zakładałam...
Mialy być kosmetyki i makijaże... i czasem są... Ale miały też być zdjęcia z zakupów (na które teraz nie chadzam) i z wyjazdów w piękną Anglię (a pogoda deszczowa). A najbardziej miały być zdjęcia z przeróbek! Jeszcze mieszkając w Polsce mniej więcej raz na dwa dni przerabiałam jakiś ciuch. Zazwyczaj mniej niż bardziej udanie, ale zawsze... A tu mi się zupełnie nie chce siedzieć z igłą... ;)

Ostatnio dopadłam taką elastyczną bluzkę w której wyglądałam blee, a wyrzucić było żal... Uznałam, że jak mi ją jeszcze bardziej brzuch naciągnie, to przynajmniej będzie uroczo... Przyszyłam jakieś kwiatki z materiału, ale i tak... napaćkana taka jest...

Zrobiłam się po prostu leniwa.
Bardziej nawet niż zwykle.


**

Za to z konkursami nie leniwię się :)
Po cichutku dodam, że nie bez efektów (ale o tym niedługo!:) )

Rozdanie u Oliskovej, która niedawno miała urodziny:



**

U Tuupaka przy okazji 50ciu obserwatorów:



**

U Witoxicity walka o piękny lakier:



**

Lakiery Rimmel u Kasi:



**

Majowy giveaway u Jennifer:



**

Pierwszy giveaway u IdyPie:



**

Rozdanie u Smieti:



**

Kolejny prezent od Sigmy na blogu PouringSentiments:



**

Urocze nagrody u Pauli:



**

Kolejne rozdanie organizują Barwy Wojenne:




**

Lakierowo u Gildednails:



**

Kosmetyki Bell do testowania na blogu Lakierowo:




**

Na blogu, który prowadzi Nea - rozdanie majowo-czerwcowe:



**

Chanel na blogu PehSun:



**

Oraz giveaway u PeacheSandBlush: